wtorek, 24 lipca 2012

Tato...

 Minely dwa lata odkad Cie juz nie ma na tym swiecie. Mam nadzieje, ze jestes szczesliwy tam, gdzie teraz jestes i wszystkie Twoje winy zostaly wybaczone Ci tak, jak ja wybaczylam Tobie...
 Nie byles idealnym czlowiekiem, nie byles idealnym tata i pewnie zdawales sobie z tego sprawe. Jako dziecko czesto nie rozumialam Twoich krzywdzacych slow i destrukcyjnego zachowania. Nie byles dla mnie autorytetem, raczej osoba budzaca strach i wstyd, ale potrafiles po latach wyjsc na prosta i pokazac, ze tak naprawde sam byles bardzo wrazliwym, ambitnym czlowiekiem, ktory zostal kiedys pozbawiony dziecinstwa.
 Bo jak musi sie czuc dziecko, ktorego wyrzekl sie ojciec? Babcia dlugo wychowywala Cie sama, pracujac aby jakos was oboje utrzymac. Wychowywales sie wiec praktycznie sam, bo ojczyma miales juz jako uksztaltowany czlowiek. Majac 16 lat zaczales zyc i pracowac na wlasny rachunek. Jestes przykladem tego, jak potrzebne sa w naszym zyciu wzorce, punkty odniesienia, a przede wszystkim rodzicielska milosc i poczucie bezpieczenstwa.
 Kiedys obwinialam Cie o wszystkie zlo, ktore mnie spotkalo. Dzisiaj juz sie pogodzilam z tym, jakie mialam dziecinstwo i czesto przypominam sobie te fajne chwile, ktore razem mielismy. Wspolne wypady nad morze, jezioro, wyglupy, czy niedzielne poranki kiedy wskakiwalismy wam do lozka i razem dosypialismy do 9-tej.
 Jestesmy z bracmi jacy jestesmy, troszke skrzywieni emocjonalnie i nerwowo. A jednak nikt z nas nie poszedl zla droga. Nikt z nas nie ma nalogow, nie zadawal sie z typami "spod ciemnej gwiazdy", nie mielismy problemow z prawem czy uzywkami. Mielismy problemy w szkole, ale choc oboje z mama nie bardzo interesowaliscie sie naszymi wynikami w szkole, pokonczylismy studia i mamy rodziny, udane zwiazki.
 Posiadamy mamy wrazliwosc i Twoja ambicje oraz upor. Potrafilismy wyciagnac wnioski z Waszych bledow i choc jako dzieci bilismy sie do krwi, to jako dorosli ludzie zawsze bylismy ze soba blisko. Wspieramy sie, pomagamy sobie i trzymamy bliski kontakt choc dzieli nas odleglosc.
 Doceniam to, ze potrafiles sie sam jakos poukladac po latach. Zadzwonic i powiedziec Czesc kochanie! Choc przeciez slowo kocham nie bylo uzywane w naszym domu. Gdy dowiedzialam sie o Twoim wypadku nie dopuszczalam do siebie mysli, ze to cos powaznego. Przeciez Ty zawsze "spadales na cztery lapy". Przez tydzien walczyles o zycie, a ja tylko powtarzalam sobie Dasz rade, dasz rade. Az pewnego dnia mama poinformowala mnie w jakim rzeczywiscie jestes stanie i ze bracia byli juz pozegnac sie z Toba w szpitalu. Ja bylam w Anglii i nie bylam psychicznie w stanie sie z Toba pozegnac na zawsze.
 A jednak lezac i probujac zasnac myslalam: Tato, a jak wy sobie poradzicie, gdy wyjdziesz ze szpitala? Jak bedziecie zyc, jesli mialbys funkcjonowac jak roslina? Nikt z nas tego by nie przezyl... Rano dowiedzialam sie, ze zmarles w nocy. Dopiero wtedy, gdy pozwolilam Ci odejsc...
 Wiem, ze byles jeszcze u mojego brata, bo jego pies (ktorego uwielbiales i to z kompletna wzajemnoscia) zaczal wyc i trzasc sie w chwili Twojego odejscia. U mamy byles prosic o modlitwe. A ja nie mam watpliwosci, ze i u mnie byles, by zobaczyc mnie ostatni raz. Jestem pewna jak nigdy, ze nas kochales i dlatego wybaczylam Ci wszystko co zle.
 To po Twoim odejsciu pomyslalam, ze chyba juz dosc smierci i smutku w moim zyciu i czas powitac nowe zycie i wpuscic radosc. Po 2 miesiacach od tego wydarzenia bylam juz w ciazy z Adasiem. I jest on spelnieniem, radoscia i miloscia w czystej postaci. Takze dzieki Tobie...

2 komentarze:

  1. aż się popłakałam..
    najwspanialsze co może być to osoba, która rehabilituje się, kiedy nie jest jeszcze za późno.
    Miałaś ogromne szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, przeczytałam z ciarkami i gęsią skórką. To mocne wyznanie. DObrze że potrafiłaś sobie wszystko poukładać

    OdpowiedzUsuń