Moja mama byla dla mnie zawsze mama i tyle. W dziecinstwie nie kojarzyla mi sie z niczym innym jak z cieplem, miekkoscia, zapachem przygotowywanych przez nia pysznosci i cieplym usmiechem. Bardzo kocham moja mame i jest ona niezwykle dobrym czlowiekiem, ale nie byla ona dla mnie wzorem kobiecosci.
Mama nie stroila sie szczegolnie, rzadko malowala i tak szczerze powiedziawszy to podziwialam inne mamy, ktore tak robily, a sama nauczylam sie tych spraw od rowiesnikow, z telewizji czy gazet typu BRAVO (niestety...). Jednak co najwazniejsze nie mialam pojecia co mama ma w sobie oprocz bycia mama. Czy ma jakies marzenia, niespelnione plany, ambicje...
Moja mama to nie byla szczesliwa kobieta. Czasem o tym mowila, teraz troche wiecej. To samo powiedziala moja tesciowa i kilka innych kolezanek mojej mamy. Opowiadaly, ze czasem macierzynstwo nie bylo takim swiadomym wyborem, ze w czasach PRL zycie to byla udreka, tym bardziej, ze rodziny byly czesto wielodzietne. Pozniej w sumie niewiele sie zmienilo. Moja mama mowi , ze mamy teraz duzo udogodnien i w jej ustach to nie brzmi jak zarzut. Jest szczesliwa, ze nam jest choc troche lepiej...
Z mezami to wiadomo jak to bywalo - praca, a pozniej kumple i piwkowanie. W domu rzadko pomagali, a czesto gesto bywaly awantury...Na szczescie dzieci byly bezpieczne, bo albo bawily sie cala grupa, albo byly pilnowane przez kolezanki. O tak! Mamy bardzo pomagaly sobie w tamtych czasach i bardzo wspieraly. Nie bylo tej nagonki na bycie idealna mama i przesciganie sie, ktora to jest lepsza.
Jakis czas temu moja tesciowa powiedziala niesmialo "Wiesz, ja bardzo lubie zwiedzac". Tesc byl w szoku, a moj maz powiedzial "Naprawde?". Gdy opowiedzialam to mojej mamie, ona na to "Ja tez lubie zwiedzac". Nie mialam pojecia. Powiedzialam mamie, ze nie przypominam sobie, zeby kiedys mowila co lubi, czy jakie ma marzenia. Mama spojrzala na mnie troche smutno i powiedziala "No wiesz jak bylo kiedys...A poza tym nam nie wolno bylo marzyc, pokazac ze interesuje nas cos wiecej, niz tylko dom i dzieci."
Byc moze ktos kto to bedzie czytal pomysli, ze on mial inne doswiadczenia i widzi to zupelnie inaczej, ale ja mam wlasnie takie. Ja mialam wlasnie takie srodowisko wychowawcze. Moja sila jest to, ze jestem swiadoma tego, ze chce aby moje zycie wygladalo inaczej, niz zycie mojej mamy.
Moje dziecko jest centrum mojego wszechswiata i to sie nie zmieni, ale chce, aby wiedzial, ze mama to tez czlowiek, ktory ma ambicje, plany, marzenia i dazy do tego, by je spelnic. Oczywiscie nie kosztem dziecka, ale to juz ekstremalne sytuacje. Mam zamiar byc wzorem nie tylko czlowieka, ale tez kobiety. Chce, aby moje dziecko uczylo sie zycia ode mnie, a nie z telewizji czy internetu.
Zapisuje te przemyslenia glownie dla siebie. Musze miec pewne rzeczy zapisane, aby moc do nich czesto wracac, przypominac sobie i zyc tym, bo czasem same dobre checi nie wystarcza. Szczegolnie takiemu maluczkiemu, nieidealnemu czlowiekowi jak ja...




Wazne zeby nie zatracic samej siebie w tym calym macierzynstwie...
OdpowiedzUsuńPowodzenia, oby Adas widzial przez cale zycie szczesliwa, spelniona i pelna marzen mamusie!