W sobote moj maz byl na angielskim weselu u kolegi z pracy. Ja zostalam z malym w domu, bo nie mialby kto z nim zostac (wesele bylo na 18.30), a nie powierzylabym go opiece jakiejs nieznanej opiekunce. A niech wie ten moj maz, ze ma wyrozumiala zone;p Wyprawilam go z kwiatami, kartka i prezentem oraz dalam przykazania by sie nie spil i ze ma nie wracac do domu bez ogromnego kawalka tortu weselnego.
Oto co czekalo na mnie rano. Myslalam, ze umre....:))))




a cóż to jest takiego??
OdpowiedzUsuńCos marcepanowo-rodzynkowe i sama nie wiem co, wielkosci talii kart i absolutnie ochydne...;p
OdpowiedzUsuń:D wygląda jakby okruszki ze stołu zgarnął :)
OdpowiedzUsuńHaha imponujący kawał ciasta :D
OdpowiedzUsuńmince pice? takie co jadaja na boze narodzenie? porcja faktycznie ogromna. i pewnie jak to maja w zwyczaju drinki byly na koszt gosci.. heh Anglicy.
OdpowiedzUsuńPil akurat za darmo, ale przyszedl do domu bardzo glodny, bo serwowali rzeczy typu "paluszki i orzeszki";p
Usuń