poniedziałek, 9 lipca 2012

No comment...;p

 W sobote moj maz byl na angielskim weselu u kolegi z pracy. Ja zostalam z malym w domu, bo nie mialby kto z nim zostac (wesele bylo na 18.30), a nie powierzylabym go opiece jakiejs nieznanej opiekunce. A niech wie ten moj maz, ze ma wyrozumiala zone;p Wyprawilam go z kwiatami, kartka i prezentem oraz dalam przykazania by sie nie spil i ze ma nie wracac do domu bez ogromnego kawalka tortu weselnego.
 Oto co czekalo na mnie rano. Myslalam, ze umre....:))))



6 komentarzy:

  1. Cos marcepanowo-rodzynkowe i sama nie wiem co, wielkosci talii kart i absolutnie ochydne...;p

    OdpowiedzUsuń
  2. :D wygląda jakby okruszki ze stołu zgarnął :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha imponujący kawał ciasta :D

    OdpowiedzUsuń
  4. mince pice? takie co jadaja na boze narodzenie? porcja faktycznie ogromna. i pewnie jak to maja w zwyczaju drinki byly na koszt gosci.. heh Anglicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pil akurat za darmo, ale przyszedl do domu bardzo glodny, bo serwowali rzeczy typu "paluszki i orzeszki";p

      Usuń