poniedziałek, 23 lipca 2012

Koszmarny weekend.

Dla Adasia oczywiscie i przez to tez dla jego rodzicow. Bo jak to moze byc, ze wychodza obie gorne jedynki naraz i do tego jeszcze trzeba nauczyc sie samodzielnie chodzic? Wrzask w nocy z soboty na niedziele, wrzask o 6-tej rano, wrzask wieczorem, placz przez sen, wiercenie sie, zly humor kilka dni i ... sa! Dwa biale paseczki u gory, tak dlugo wyczekiwane.
 A dzisiaj? Adas patrzy na mnie filuternym wzrokiem, podnosi sie z podlogi, z kuckow bez podtrzymywania i heja dawal na swoich wlasnych pytolkach przez caly pokoj! I tak kilka razy. Cieszy sie mama niesamowicie, choc w bolu towarzyszyla synkowi dzielnie przez caly ten czas.
 Poza tym ostatecznie chyba skonczyla sie na dluzszy czas era wychodzenia do restauracji. Lubimy sobie z mezem gdzies wyjsc od czasu do czasu na cos dobrego i po urodzeniu Adasia kontynuowalismy tradycje. Do tej pory maluch mial spore poklady cierpliwosci, wiec wypady sie udawaly, ale owe poklady chyba sa na wyczerpaniu, bo wczoraj w restauracji przezywalismy maly koszmarek za grube pieniadze:/ No coz czas powitac ere take away-ow. Idzie nowe...
 Ps. Thermomix od meza jest. No to do roboty!:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz