wtorek, 29 października 2013

O emigracji raz jeszcze

 Ostatnio, wsrod blogow ktore czytam, pojawilo sie kilka wpisow o emigracji. Ich autorki postanowily wyrazic swoje zdanie i podejscie do sprawy, a zostaly zwyzwane od nieudacznikow i nieslusznie promujace zycie w Wielkiej Brytanii, czy na emigracji.
 Przegladnelam wczoraj swoje stare wpisy na ten temat i zauwazylam, ze od jakiegos czasu minela mi tesknota za krajem, nawet za rodzina i znajomymi, ze przestalam idealizowac kraj swojego pochodzenia, a zaczelam miec stosunek bardziej realistyczny. Zlapalam sie na tym, ze nie tylko zaakceptowalam kraj, w ktorym mieszkam, ale tez pokochalam, bo w koncu czuje, ze znalazlam tu swoje miejsce i spokoj, ktorego brakowalo mi w Polsce. Bo w koncu to tu mam ludzi, ktorych kocham najbardziej na swiecie.
 Mysle, ze nie bez powodu jest fakt, ze podoba mi sie miejscowosc, w ktorej mieszkam. Ze jest tu spokojnie, rodzinnie, kulturalnie, cicho wrecz. Ze otaczaja mnie przewaznie mili i przyjazni ludzie, ze znalazlam kilku fajnych znajomych wsrod Polakow i nie tylko. Ze park piekny i rewelacyjny wybor szkol na wysokim poziomie. Ze przychodnia i lekarze na poziomie. Ze to nie tloczny Londyn, ale jakbym chciala to w kilkanascie minut moge sie w nim znalezc....
 Podoba mi sie tez mieszkanie, ktore wynajmujemy. Nie jest to ciemna i zimna klitka, a rano nie splywa nam woda z okien. Nie jest oczywiscie idealne i przydalby sie tak w sumie generalny remont przede wszystkim kuchni i lazienki, ale jak na standardy angielske i na cene, jaka za nie placimy, naprawde nie mamy na co narzekac. Mamy tez wlasciciela, ktoremu zalezy na tym, aby nam sie dobrze mieszkalo i zawsze jest otwarty na nasze uwagi.
 Nie mozemy tez narzekac na to, ze odkad maz zmienil miejsce pracy (bo branzy nie zmienil), to nie tylko zarabia lepiej, ale przede wszystkim ma lepsza atmosfere w pracy, dobrych szefow, swietne polaczenia pociagow, no i kumpli, z ktorymi mozna sie spotkac rowniez po pracy, bo sa co najmniej w porzadku. To wszystko wplynelo oczywiscie na samopoczucie mojego meza, ale tez na zdrowie! Nie ma tylu stresow, juz prawie od roku nie pali, no i nie ma nocnych zmian, ktore negatywnie na niego wplywaly.
 Dla moich dzieci UK zawsze juz bedzie ojczyzna, domem, w ktorym sie urodzili i wychowali. Dla nich to zycie tutaj bedzie jedynym, jakie tak naprawde poznaja. To zycie Anglikow i ich zwyczaje beda dla nich wzorem (oprocz wzoru rodzicow i otoczenia). I jestem z tego zadowolona. Dlaczego? Bo ten kraj szanuje ludzi i dzieci. Bo nawet, jesli zawsze bedziemy dla Anglikow emigrantami, to mimo wszystko Cie akceptuja i jestes traktowany z szacunkiem.
 Im dluzej jestem w UK, tym bardziej czuje sie przez ten kraj zaopiekowana. Nie, nie zyje z benefitow. Ale wiem, ze jesli zaszlaby taka potrzeba, to pomoc otrzymam, bo wiadomo, ze w zyciu roznie moze nam sie ulozyc. I sama ta swiadomosc daje mi poczucie bezpieczenstwa. Daje mi je takze to, ze zyjac z jednej wyplaty stac nas na oplacenie rachunkow, na zycie i drobne przyjemnosci. Rodzinne na Adasia jestesmy w stanie odkladac i okazuje sie, ze po roku jest to juz niezla sumka, ktora mozna zainwestowac w przyszlosc dziecka.
 O opiece medycznej juz pisalam. Jako przyszla mama blizniat jestem traktowana jak ktos wyjatkowy i obchodza sie ze mna wrecz jak z jajkiem :) Jak wszystkie kobiety w ciazy mam darmowe recepty i opieke dentystyczna jeszcze przez rok po porodzie. Moje dzieci beda mialy takie korzysci do 16 roku zycia. Wogole dzieci sa tu szanowane ponad wszystko i choc jak wszedzie, zdarzaja sie przypadki zaniedban, to na pewno moje dziecko nie bedzie chodzilo do szkoly glodne i zaniedbane, co zdarzalo sie mi w dziecinstwie.
 Tak, wyszedl mi pean na temat zycia w UK. Tak jest to moja subiektywna, ale tez aktualna opinia, bo jeszcze kilka lat temu mialam inne mysli i uczucia (w koncu przyjechalam tu z milosci i z myslami "Kilka lat i wracamy do Polski").  Tak, wiem, ze przeciez nie jest tu idealnie. Ze koszty zycia sa porazajace, rachunki z roku na rok wyzsze, a jedzenie drozsze, ale wskazcie mi kraj, gdzie jest inaczej. Tak, ja wiem, ze pieniadze to nie wszystko, ale dla mnie poczucie bezpieczenstwa moje i mojej rodziny, to jedna ze spraw priorytetowych. I nie zamienilabym go na niepewne zycie w Polsce, na zycie na kredyt i martwienie sie, ze nie starcza na jedzenie. Za duzo przeszlam, za duzo sie naplakalam w zwiazku z wiecznym brakiem pieniedzy, a co za tym idzie takze brakiem poczucia bezpieczenstwa, zeby nie doceniac teraz tego, co mam...

17 komentarzy:

  1. cóż dodać:))
    Ty wiesz co myślę, więc tylko się uśmiechnę ze zrozumieniem:))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. o masz! a mnie zawsze ciągnie za granicę, myślę sobie, że tam byłoby mi lepiej

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie jeden argument bardzo przekonał do wyjazdu za granicę... ile można kupić za godzinę pracy w UK, a ile można kupić za godzinę pracy w Polsce... mam na myśli oczywiście najniższą stawkę. Ja na razie jestem pozytywnie nastawiona i mam nadzieję, że tak zostanie. Jeśli będzie mi tutaj bardzo źle to znów poszukam szczęścia w innym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem na którym z blogó zauważyłaś żeby autorki zostały jak to napisałąś "zwyzywane od nieudaczników" - podaj link jesli możesz bo bym poczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e, bez przesady, nie zauważyłam tam słowa "nieudacznik":)))

      Usuń
  5. Pean to rzeczywiście jest, świetnie wygląda zwłąszcza z zestawieniem z dużo wcześniejszych wpisów:)

    "Uwaga, Anglik!
    Do Anglii przyjechalam jako mloda, zakompleksiona dziewczyna z Polski. Na kazdym kroku odczuwalam, ze jestem czlowiekiem gorszej kategorii i mialam z tego powodu mnostwo kompleksow. Anglicy uwazaja sie za lepszych, madrzejszych, zabawniejszych od calej reszty swiata. W programach rozrywkowych wprost wysmiewa sie tu m.in. z Polakow i z tego, ze przyjezdzamy pracowac tu fizycznie :/
    Z biegiem czasu zaczelam jednak widziec jacy naprawde sa Anglicy (moja bardzo subiektywna opinia), czyli snobami, ktorym sloma wystaje z butow, rasistami, prostakami i zupelnymi ignorantami (no napisze wprost - moja 7-letnia bratanica ma prawdopodobnie wieksza wiedze naukowa i o swiecie, niz niejeden dorosly Anglik). A zeby to potwierdzic przytocze kilka anegdotek...
    Kolezanka byla na spotkaniu z Mikolajem w centrum dla dzieci. Na scianie wisiala mapa, na ktorej znalazla sie Czechoslowacja. Oburzona pokazala to pracownicy (w koncu bawily i uczyly sie tam dzieci! - opowidala nam) i zapytala "Czy pani wie, ze Czechoslowacji nie ma juz 20 lat?". "No co pani powie?!" - odpowiedziala tamta. "To co tam teraz jest?". No comment.
    Kolega z pracy mojego meza zapytal sie go, czy znamy w Polsce barbecue. A ich wspolnego kumpla Australijczyka, czy kazdy z nich posiada w domu kangura (i pytal niestety powaznie).
    Inny kolega na pytanie, czy wie skad sie biora kurczaki, odparl - "No z Tesco!". No jaki durny, przeciez jeszcze w Lidlu sa...:p
    Maz pracuje w wiekszosci z Anglikami, wiec ma mnostwo takich historii w zanadrzu :) Ostatnia jednak rozwalila mnie na lopatki. Nazwijmy ich Jake and Jill. No wiec Jake i Jill, dwudziestokilkulatki z trojka dzieci (kazde z tzw. wpadki, bo chociaz antykoncepcja darmowa, oni woleli tylko "uwazac"), wybrali sie do Londynu, by poplynac promem po Tamizie. Pochodza z hrabstwa Kent, ale nie byli nigdy zwiedzac Londynu (schlac sie i pracowac i owszem). Plyna sobie, Jill sie intensywnie rozglada i pyta Jake'a - "Ty, to gdzie byly te dwie wieze?". Umarlam. Przysiegam, ze to historia prawdziwa, bo "Jake" sam sie nia pochwalil na FB!
    Pewnie, sa wsrod kazdej narodowosci ludzie madrzy i madrzejsi, ale moim celem bylo pokazanie, ze naprawde nie mamy sie czego wstydzic w "wielkim swiecie". Nasza edukacja, wiedza o swiecie jest na wyzszym poziomie, niz w Anglii (co udokumentowano) i w przeciwienstwie do Anglikow z checia podrozujemy i uczymy sie nowych jezykow (oni nie, bo po co - wszyscy znaja angielski, a na wycieczki jezdza do Hiszpanii glownie). Podrozujac, majac do czynienia z roznymi ludzmi, badzmy dumni z tego skad pochodzimy, bo wstydzic nie mamy sie absolutnie czego!"

    No w anglii na pewno życie inne, ale rozumki Anglikó to jednak .... hm... jakby to rzec, nie uogólniając oczywiście, ale tez żyję w Anglii i wiem coś na ten temat:))) Poziom szkół, no wiesz, niekoniecznie. Mieszkam tu już, a może dopiero 11 lat i nie idealizuję ani Polski,, ani Anglii - i choć zarobki o niebo lepsze są tu, to jednak Polacy naprawdę w wielu dziedzinach biją Anglikó na głowę:))) Pozdrawiam Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W miejscowosci, w ktorej mieszkam akurat sa szkoly na wysokim poziomie, w tym katolicka (podstawowowa i liceum), ewangelicka, sportowa i chyba jeszcze ze dwie (kazda nieodplatna, ale podejrzewam, ze jest jeszcze jakas prywatna. Nie orientowalam sie w tym temacie jeszcze dokladnie, ale za niedlugo bede musiala :)) . Zastanawialam sie skad tyle szkol na taka mala miejscowowsc, ale juz wiedzialam wszystko jak zobaczylam tlumy dzieciakow wylewajacych sie z dworca i udajacych sie do szkol.
      Co do idealizowania, to w ostatnim akapicie podkreslilam, ze nie jest tu idealnie. Bardziej zmienila sie kwestia mojego podejscia (podkreslilam, ze to obecna i subiektywna opinia). Podtrzymuje zdanie z cytowanego wpisu, ale nie ma ono wplywu na to, jak postrzegam moje zycie w Anglii...

      Usuń
  6. u nas niestety szkoły takie sobie, tzn. myślę, że wysoki poziom ale na realia angielskie niestety

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za ten wpis... Jestem tu od lutego i jeszcze ciągle mi źle. Ale wiem, że do Polski nie mamy po co wracać. Dlatego takie wpisy jak Twój dają mi nadzieję, że to wszystko minie, że będzie kiedyś lepiej.
    Pozdrawiam i zdrowych maleństw życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. za krajem to ja akurat najmniej tęsknie, tęsknie za tym co kocham i ludzmi którzy z roku na rok się starzeją, nie uczestniczę w ich życiu, a nie wiem za ile odejda i to rozrywa mi sece, nie wiem czy Maja będzie pamiętać swoją babcię, czy bedzie pamiętac aby zapalic znicz na grobie dziadka. Kultury Anglików nie cierpię, nie rozumię taktowania dzieci przedmiotowo, posiadania gromadki i każde z kim innym, nie ogarniam świat spedzonych w pabach - wybacz ja akurat ubolewam nad tym w jakim kraju przyszło mi wychowywać dzieci, a to nie liczne z ogromnej listy zachowań tych dziwnych ludzi. Oczywiscie Ty może nie miałaś przykrych doświadczeń, może wokół Ciebie mieszkają życzliwi ludzie, wszystko zależy od odczuć, doznań każdej z nas :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, pierwszy rok tutaj odbil mi sie depresja, tak mnie te roznice powalily. No ale z biegiem lat i wraz z przeprowadzka zaczelam dostrzegac nie tylko piekno tego kraju, ale tez wlasnie kulture, dbanie o czlowieka, nawet jesli jest on obcokrajowcem. Ja znalazlam to wlasnie tu, gdzie mieszkam. Moze po prostu miejsce, ludzie, wasze otoczenie to nie jest TO.
      Tylko pamietaj tez o tym, ze im dluzej tu bedziecie, tym bardziej angielska kultura stanie sie kultura waszych dzieci, ten kraj stanie sie ich ojczyzna. Jesli nie chcesz by byly tego czescia, to nie dopusc do tego, bo kiedys moga sie w Polsce czuc tak, jak Ty tutaj...

      Usuń
    2. hm... myslę że nie dokońca bedzie tak jak piszesz, angielska kultura wpłynie na nasze dzieci, wierzę jednak że to jak je wychowamy, w naszej kulturze, w naszej wierze nie uczyni z dzieci typowych angoli, że rodzina będzie dla nich najwyższą wartością, a nie to za ile prezent pod choinkę dostaną, zresztą temat rzeka. Ja mogę nienawidzić tego kraju, ludzi itd... ale napewno nie przeleje tego na dzieci... i własnie dla nich będę tu trwać. Myślę, że ludziom z Pl łatwiej się wyjezdza do Uk, wierzą w lepsze jutro, ja chcąc wrócić nie liczę - będzie jakoś... nie wiem czy mnie rozumiesz. Chąc wrócić musisz mieć pewność, że dasz radę, że Twoje dzieci będą miały co jeść, w co się ubrać.

      Usuń
    3. Rozumiem, dlatego ja wlasnie powrotu nie przewiduje. A skoro nie mozna czegos zmienic, to trzeba to zaakceptowac, a moze i nawet polubic, jak mi sie w koncu udalo :) Wiesz, a z ta angielska kultura, to pewnie przekonamy sie po latach, gdy nasze dzieci pojda do szkol, znajda tutaj znajomych. Widze po starszych dzieciach kolezanek jak to wyglada i tak jak wszedzie na swiecie, otoczenie ma ogromny wplyw na dzieci. Tyle naszego, ze mozemy postarac sie wyposazyc ich w pewne wartosci wyzsze. Ale mi, jako doroslej zdarza sie niektore odrzucac (kosciol katolicki), wiec pewnych rzeczy nie przewidzimy...

      Usuń
  9. Hej! Mogę się dopisac???
    Ja z tych którzy zaliczyli powrót do Ojczyzny :( 4 lata w UK...ciułanie zeby w PL miec na inwestycje....na zycie.....przez 2.5 roku państwo wyciągneło od nas ciężkie tysiące zł podatków...( mielismy własną działanosc gosp.).....w zamian nie zaoferowano nam nic procz systematycznych kontroli skarbowych bo przecież niemozliwe by działalnosc prowadzic zgodnie z prawem w 100% ! Mąż się wkurzył....zeby wiecej oddawac państwu niz sobie to paranoja! Zwinelismy sie spowrotem do UK - wlasnie stuka nam kolejne 2 lata tutaj....Do Polski juz nie wróce...nie zaklinam się ze tutaj umrę - po prostu wybiorę inny kraj-) Przestałam idealizowac ojczyzne - tam sie nie da życ bez ukladów...znajmosci itp!! Choc kraj to piękny to polityka koszmarna! I nie mowie ze UK to cud...miód i orzeszki ale....z jednej pracy utrzymujemy się we trójkę ( wkrótcę czwórke )....kupilismy dom ( w ciagu 2 lat - pewnie ze na kredyt ale odłożylismy zaliczke 10% ) ...jako ciężarna leki mam za darmo...dentyste takze tak jak napisalas powyzej...sporo profitów....a zeby latka pracy na darmo nie leciały jestem zatrudniona jako self-employed - za przyzwoite ubezpiecznie na ktore mnie stac nawet wtedy kiedy nie prowadze realnie tej działolnosci....w PL ZUS pożera ciężkie tysiące a emerytury i tak nie bedzie....Po prostu wróciłam tu z innym nastawieniem niż jechałam po raz pierwszy...nie narzekam...jestem zadowolona....a jak tęsknie to mam skypa...a rodzinkę zapraszam do nas! Przy pożegnaniach zawsze łezki lecą ale wiem, ze NIE CHCE WRÓCIC DO PL....wiec szybko przechodzi:-)
    Pozdrawiam i gratuluję bliźniat!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki!:) Mi mama wrecz wprost mowi "Nie wracajcie tu, bo nie ma do czego", a rodzine mam rozsiana po calej Polsce wlasciwie. Dlatego akurat tesknota juz mnie mniej dotyczy. Mamy mieszkanie w Gdansku, ale co z tego, skoro nie byloby nas stac pracujac w PL na splacanie go. Sprzedac nam sie nie oplaca, dlatego wynajmujemy i przynajmniej kosztow z nim zwiazanych nie mamy. Ale zalujemy, ze maz jako kawaler nie kupil czegos tutaj...

      Usuń
  10. Hej my od ponad roku mieszkamy w DE niedługo po raz pierwszy zostaniemy rodzicami i tu mamy pewność, że damy radę się utrzymać i jeszcze coś odłożymy w PL ledwo dla dwojga wystarczało, już nie mówię o nie przewidzianych wydatkach. Czy tęsknimy za PL? TAK, czy chcielibyśmy wrócić? Serce mówi TAK,ale rozum NIE i jak na razie posłuchamy rozumu i poczekamy może kiedyś w PL coś się zmieni.

    OdpowiedzUsuń