piątek, 24 sierpnia 2012

Mini urlop

 Maz byl kilka dni w domu ze wzgledu na Olimpiade w Londynie. Wow! - pomyslalam - no to sobie troche odpoczne i zlapie oddech...

Dzien 1: Ja: "Jedziemy nad morze? Maz: "Nie chce mi sie. Chcialbym w domu troche wypoczac. Moze jutro bedzie tez fajna pogoda, to pojedziemy." Ja: "Ok." (w myslach rozumialam go, bo pracowal ostatnie cztery dni po 14 godzin, ale z drugiej strony ja chcialabym wreszcie wyrwac sie gdzies z domu).
Posprzatatalam, ugotowalam obiad, pojechalismy do supermarketu na zakupy, poprasowalam. Kapiel i usypianie. Upeklam chleb. Noc.

Dzien 2: Maz: "Oooo pada". Ja (w myslach): "F..ck!".
Zwyczajne codzienne obowiazki, obiad, obiad dla dziecka, spacer i wybieranie przez godzine nowych oprawek, porzadki w szafie, porzadki w papierach, popoludniowe obowiazki. Kapiel i usypianie. Noc.

Dzien 3: Maz: "To moze pojedziemy w koncu do Ikei kupic nowe lozko?" Ja: "Ok." (w myslach marzylam o morzu, ale wiedzialam, ze dlugo nie bedzie okazji, zeby pojechac w ciagu tygodnia do Ikei - w weekend jest oblezenie - a lozko nowe trzeba kupic).
Poranne obowiazki, ugotowanie obiadu, wyjazd do sklepu, stanie w korku przez godzine, upal, zakupy, ganianie za dzieckiem (ktore uznalo Ikee za najlepszy plac zabaw na swiecie), szukanie sie nawzajem, szukanie zasiegu, wybieranie lozka, to moze jeszcze i lampa, i naklejki na kafelki i.... Powrot. Popoludniowe obowiazki, prasowanie, chleb, kapiel i usypianie. Mycie kafelek, naklejanie naklejek. Noc.

Dzien 4: Maz: "Okolo 11-tej przywioza lozko". Ja: "Aha. Ok". Poranne obowiazki, wstawienie obiadu, pozmywanie, wyniesienie starego lozka, wniesienie nowego. Nie da sie. Odkrecenie drzwi w drugim pokoju, manipulacja lozkiem na wszelkie strony, wniesienie do sypialni, zascielenie lozka, przykrecanie drzwi, spacer i zakupy z dzieckiem, popoludniowe obowiazki, kapiel i usypianie. Noc.

Dzien 5: Poranne obowiazki, upieczenie jagodowych muffinek, upieczenie chleba, przygotowanie obiadu, posprzatanie zabawek, poprasowanie, odsuniecie stolu, w czasie rekordowej drzemki malego (3 godziny!) domowy fitness, czyli zumba dla poczatkujacych z plyty, przysuniecie stolu spowrotem, dokonczenie obiadu, spacer, popoludniowe obowiazki, wyprawienie meza do pracy, wykapanie i usypianie dziecka, posprzatnie zabawek (ktore ostatnio emigruja doslownie WSZEDZIE), pozmywanie naczyn. Noc.

No jak widzicie wymarzony wrecz urlop;))) Czuje sie wypoczeta, ze hej!;p


4 komentarze:

  1. skąd ja to znam
    mimo, że ja pracuję to mąż po pracy może być zmęczony - ja nie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. no cóż...nasza słodka codzienność:)

    OdpowiedzUsuń
  3. hahah jak mój mąż wraca z delegacji to zamiast odpocząć i sie nacieszyć sobą jeździmy po urzędach sklepach i znajomych.. nadrabiamy miesiac w tydzień.

    OdpowiedzUsuń