środa, 3 kwietnia 2013

Gdy mama chce isc do pracy w UK

 Chcialam napisac posta o systemie edukacji w Wielkiej Brytanii, ale mozna znalezc wiele publikacji na ten temat w internecie, np tu, wiec skupie sie na wczesnym etapie zycia dziecka. Jeszcze majac Adasia przy cycu, konczylam dyplom z Level 2 Diploma in Child Care and Education, wiec jakies tam pojcie w tym temacie mam :) Jak pisalam kiedys, w Polsce ukonczylam licencjat z ksztalcenia wczesnoszkolnego i wychowania przedszkolnego z dodatkowa specjalnoscia jezyk angielski, jednak to w UK zdobywalam pierwsze doswiadczenia z pracy z dziecmi.
 Po tym gdy ukonczylam kursy m.in. pediatrycznej pierwszej pomocy, trafilam do agencji Tinies, ktora zajmowala sie szkoleniem oraz organizowaniem pracy dla tych, ktorzy chcieli pracowac z dziecmi. Mozliwosci bylo wiele. Moglam wiec pracowac jako niania live-in (ktora mieszka z rodzina), niania live-out, niania na zawolanie (gdy ktos nagle potrzebuje opiekunki), jako pomoc mamy (mothers help), a takze jako opiekunka (childminder), ktora opiekuje sie kilkorgiem dzieci w swoim domu, zapewniajac im odpowiednie warunki. Ja skupilam sie jednak na pracy w placowkach opiekunczo wychowawczych, czyli nurseries (zlobki/przedszkola do 5 r.z.), crèche (zlobki np w centrach handlowych, przy biurowcu, fitness klubie, weselach, czyli takie, gdzie rodzice "z ulicy" zostawiaja dzieci na kilka godzin pod opieke wykfalifikowanych opiekunek), czy swietlicach poza szkolnych (out-of-school clubs).
 Najczesciej wysylano mnie wlasnie do nurseries, czyli prywatnych zlobkow, jako nursery assistant, czyli asystent opiekuna grupy. Jesli chodzi o te placowki, to sa tu dosyc restrykcyjne zasady, jesli chodzi o ilosc opiekunek na liczbe dzieci. Im mlodsza grupa, tym wiecej tych opiekunek jest potrzebnych, a ja mialam pokrywac owe braki w personelu. Dlatego kazdego dnia moglam trafic do innego zlobka, innej grupy, innego miasta. Pracy na stale w jednym miejscu nie moglam znalezc dopoki nie mialam ukonczonego angielskiego dyplomu. Mimo, ze mialam polskie BA, Anglicy uznaja tu glownie ichnie kursy :/
 Wydaje mi sie, ze zlobki, w ktorych pracowalam nie byly najgorsze. Moim skromnym zdaniem jest w nich bardzo malo eduakcji jako takiej. Wiekszosc tlumaczy sie filozofia Marii Montessori, ale dla mnie to po prostu lenistwo i pojscie na latwizne. Mialam czesto wrazenie, ze zajecia, np plastyczne robi sie z dziecmi tylko po to zeby opiekunki mialy co pokazywac rodzicom (zdjecia, prace) i uspokoic ich, ze dzieciom jest dobrze.
 Dzieci same decyduja, czym aktualnie sie zajmuja, bawia, pilnowane sa jedynie pory posilkow, drzemki, spacerow czyli codzienna rutyna. Wiekszosc dzieci w zlobku przebywa caly dzien, czyli od 7.30 rano do 18.30. Niezalenie od wieku. I ja rozumiem, ze rodzice musza pracowac itd., ale teraz sama wiem jak to jest, ile mozna stracic, bo przeciez u nas kapiel odbywa sie o 19.30, wiec na czas z dzieckiem mialabym jakies pol godziny rano i wieczorem plus weekendy? Moze jestem nienormalna, ale dla mnie to zdecydowanie za malo...
 Poza tym wiele rodzicow przyprowadza chore dzieci, ktore zarazaja inne oraz pracownikow. Ja mialam okazje sie o tym niejednokrotnie przekonac, dlatego po 3 miesiacu ciazy bylam zmuszona zrezygnowac z pracy. Inna sprawa, ze rodzicom zawsze sie mowi, ze bylo ok, dziecko zadowolone, mimo, ze ja wiem, ze tak nie bylo, bo sama trzymalam na rekach przez caly dzien to placzace dziecko. Mam wrazenie, ze czesto bagatelizuje sie potrzeby dziecka. Bardzo czesto jest to mechaniczna opieka, czasem nawet ocieralo sie o zaniedbania.
 Generalnymi plusami prywatnych zlobkow sa: godziny otwarcia, brak przerwy wakacyjnej, ilosc personelu (ktore sie nawzajem obserwuje, kontroluje i wspolpracuje), jasno okreslony rozklad dnia, zasady. O minusach juz w sumie wspominalam, ale dodam najwazniejszy, czyli koszty, bo przyjmujac, ze dziecko zostawiamy na caly dzien, przez caly tydzien to koszty szacuje sie w granicach 1000 funtow! Niewiele wiecej wynosi tu najnizsza krajowa za caly etat pracy, wiec niewielu rodzicom to sie oplaca :/
 Inne mozliwosci to opiekunka/ childminder, ktora zajmie sie dzieckiem u siebie w domu, opiekujac sie rownoczesnie kilkorgiem dzieci. Koszt ok. 40 funtow dziennie. Latwo policzyc ile wychodzi za caly miesiac, a do tego pracuje sama, wiec juz zupelnie nie mamy pojecia jak sie wywiazuje ze swoich obowiazkow. Podobna sytuacja wyglada z niania, koszty i problemy podobne.
 Zdecydowalam, ze zostaje z malym w domu, bo jaki to mialoby sens, opiekowac sie innymi dziecmi, zeby zarobic na opieke dla wlasnego? Pracowac tylko po to, zeby zarobic na opiekunke? Zle to zabrzmi, ale w tygodniu musze sobie radzic sama, nie mam prawa jazdy, a za dwa lata Adas pojdzie do szkoly, gdzie bedzie od 9 do 14.30, pamietajac, ze dzieci maja prawie co miesiac co najmniej tydzien ferii. Ciekawe kto mi w takiej sytuacji da prace :/
 Jedyna moja mozliwoscia jest zrobienie prawa jazdy i zostanie childminder i jesli nie zdecydujemy sie na drugie dziecko, mysle, ze taka wlasnie bedzie moja droga zawodowa. Zegnajcie ambicje, kontakty miedzyludzkie, poza dzieciowymi, opieka nad dziecmi jest mi chyba jednak pisana :)

3 komentarze:

  1. Kochana, nie wiem czy wiesz (ale pewnie tak)ale od 3 rz maluchy maja 15h/ tygodniowo gratis w przedszkolach. Koszty opieki przy 3 dniach pracujacych automatycznie zmniejszaja sie do pewnej "normalnej" kwoty. Moze wtedy poszukalabys czegos na part time?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale mimo wszystko sa half termy i trzeba sie przygotowac na to, ze na poczatku dzieko musi swoje odchorowac. Niestety w tych przypadkach nie mam co liczyc na meza, wiec musialabym sama kombinowac :/

    OdpowiedzUsuń
  3. ten obraz przedszkola nie jest bardzo optymistyczny

    OdpowiedzUsuń