Jak juz kiedys wspominalam, na miniona niedziele mielismy zaplanowany wyjazd do Londynu na Justin Show, czyli wystep jego ulubionego bohatera programu "Something Special" wraz z przyjaciolmi z telewizji Cbeebies.
Rano spakowalismy sie do samochodu i podjechalismy 40 min. do Watford (tam mieszkalismy przed rokiem) i zaparkowalismy na calodobowym parkingu. Nastepnie wsiedlismy w pociag, ktorty zawiozl nas juz do samego Wembley. Wybralismy ta forme dotarcia tam, bo po pierwsze zaoszczedzilo nam to czas (z naszej stacji jechalibysmy co najmniej 2 godziny kilkoma pociagami), po drugie pieniadze (bilety w Londynie za transport masakruja ostatnio), a po trzecie nerwow zwiazanych ze zmiana pociagow, tlumami i opoznieniami.
Adas najbardziej cieszyl sie oczywiscie z jazdy pociagiem :) Ze stacji w Wembley 10 min. spacerkiem na Arene, po drodze zaliczajac stadion narodowy i...glebe :/ Strus Pedziwiatr jest czesto nie do zatrzymania, czego tata nie przewidzial i maly skonczyl upadek bez buta i z odrapanym nosem. Na szczescie nie bylo wiekszych urazow, wiec w koncu na 5 min. przed rozpoczeciem wystepow (przed 11) dotarlismy na miejsce.
Znalezienie miejsc zajelo nam 2 minuty (brawa za oranizacje!) i przezylismy z lekka szok, jak zobaczylismy tlumy rodzicow z dziecmi, wielkosc sali i jej wysokosc. Adas w szoku pozostawal jeszcze dosyc dlugo, nie bal sie, ale tez nie byl podekscytowany jak inne dzieci. Po oswojeniu z sytuacja, miejscem, swiatlami i halasem, zaczynal cieszyc sie wystepem. W przerwie zdarzyl zjesc banana, jagody i pol bakietki od taty :)
Podczas drugiej czesci wystepow maly zaczal juz sie pokladac ze zmeczenia i pod koniec juz mimo swiatel i glosnikow zasnal mi w ramionach. Pozwolilam mu spac tak z kilkanascie minut po wyjsciu wszystkich z sali. Obudzil sie wesoly, zazyczyl sobie na pamiatke balona i wrocilismy po samochod, a w drodze do domu znowu zasnal w samochodzie.
A teraz kilka refleksji. Czy bylo warto? Tak, ale nie z powodow wystepu. Same show bylo fajne, ale nie rewelacyjne. Brakowalo mi zabaw z dziecmi, interakcji, bylo duzo pitu pitu bzdur, brakowalo mi troche spojnosci, a przeciez zaplacilismy niemalo za bilety hen hen wysoko na sali (ok. 90 funtow). Wiekszosc dzieci, ktore siedzialy dookola nas byla w wieku Adasia (bylo tam nawet miesieczne dziecko) i wlasnie one byly rownie zmeczone jak Adas i wcale nie robilo na nich wrazenia cale show. Starsze byly juz bardziej podekscytowane.
Trwalo to wszystko z 15-minutowa przerwa 1,5 godziny. Organizacja byla rewelacyjna, jak wspominalam, kazdy sektor mial swoja ubikacje, pomieszczenie do przewijania i karmienia, bar i wyjscie, wiec nie bylo problemow z kolejkami, a opuszczenie obiektu zajelo kilka minut (a ludzi bylo mnostwo).
Niestety pora drzemki troche popsula Adsiowi impreze, ale z wycieczki wrocil zachwycony ze wzgledu na to, ze spedzil dzien poza domem, mogl porozrabiac z tata i przejechac sie pociagiem :) Nie byl przemeczony, mimo moich obaw.
Moze takiego typu spendy zostawimy sobie na pozniej, ale na pewno bedziemy robic sobie rozne wycieczki czesciej. Tym bardziej, ze poprawia sie pogoda, zwiedzac i odwiedzac w tym kraju jest co, no i nie planujemy w tym roku wakacji w Polsce (moja rodzinka przylatuje, jupi!).




świetna wyprawa :)
OdpowiedzUsuńostatnia fotka wymiata ;D
OdpowiedzUsuń