piątek, 30 listopada 2012

Przychodnia

 Przed godzina wrocilismy od lekarza. Adas od nocy ma utrzymujaca sie wysoka goraczke, ale innych objawow brak. Lekarka zauwazyla zaczerwienione gardlo, ale nic poza tym. Mamy go obserwowac, dawac syrop przeciwgoraczkowy, a jesli sie pogorszy to wiadomo...pewnie przychodnia i antybiobyk :/ Mam wielka nadzieje, ze to jednak "odzebowa" infekcja i bedzie dobrze, bo juz od ponad miesiaca chorujemy...
 Ale w sumie to bardziej chcialam dzisiaj napisac o moich wrazeniach z pobytu w owej przychodni. Wchodze, a tam w poczekalni siedzi koles ubrany jak Hulk Hogan z Baywatch. No wiecie - czerwone spodenki, podkolanowki i buty, zolta krotka koszulka, blond broda i peruka, charakterystyczna chustka na glowie.
 Ok, sobie mysle. Siadam obok "Hulka", a po drugiej stronie siedzi inny koles - puchowa kurtka, krotkie spodenki i japonki. Moja lekka konsternacja, bo na dworze okolo 2 stopni Celsjusza. Czekamy dalej na wizyte. Wchodzi babeczka z dzieckiem w foteliku, obie cieplo ubrane, ale...dziecko bez bucikow, a mama - tak, tak - w japonkach. Myslalam, ze snie, albo omamy mam. Dla pewnosci sprawdze zaraz czy sama goraczki nie mam...

6 komentarzy:

  1. HAhaha ja tylko słyszałam o takich historiach w anglii :P

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahaha nieźle tam macie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anglicy? Pewnie tak :) zdrowia i uśmiechu, kochani :) niech idą precz te choroby.

    OdpowiedzUsuń
  4. duzo zdróweczka dla Was :-)))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. podobno Wielka Brytania słynie z "oryginalnej" mody :D

    OdpowiedzUsuń