Mamy z Adasiem nocny rytual. Spi on spokojnie i gleboko w swoim lozeczku od ok. 20-tej do 3-ciej rano. Okolo tej godziny budzi sie bez zajakniecia nawet, wstaje w lozeczku i patrzy na mnie. Ja slyszac to wstaje jak lunatyk i z automata zabieram go do naszego lozka miedzy siebie i meza. Tak umoszczeni, zasypiamy i spimy dalej spokojnie do ok. 6.30 rano. Bez innych nocnych pobudek, nawet o takiej porze jestem wyspana i wypoczeta :)
Ale ostatnio synula nasz mial epizody spania ciagiem od wieczora do rana. W takie noce budze sie o trzeciej w nocy, patrze na Adasia - spi. Ide do ubikacji, wierce sie przez pol godziny i zasypiam. Maz spi na swojej stronie lozka, na samym brzegu, a ja na swoim krancu. Miedzy nami miejsca jak dla dwoch osob. No coz, pewnych przyzwyczajen ciezko sie pozbyc :)




hehehe tak to jest :)
OdpowiedzUsuńciesz się póki możesz ;) ile ja bym dała, żeby przesypiać całą noc!
OdpowiedzUsuńU nas podobnie to wyglada :)
OdpowiedzUsuńTez w okolicach 3 w nocy Mikolaj pielgrzymuje z moja pomoca do rodzicielskiego lozka :)
heheh:D to zamiast sie wtedy rozwalic na tej wolnej przestrzeni to wy sie kisicie na koncach:D
OdpowiedzUsuń