Jakis czas temu spotkal mnie dzien zupelnie niezwykly. Dawno takiego nie mialam i dlatego zapewne na dlugo zapadnie mi w pamiec. Otoz zdarzyl mi sie Idealnie Pechowy Dzien. Zapisze dla potomnosci jego przebieg :)
Do poludnia jakos szlo. Dzien jak co dzien. Na poczatek zaplanowalam wyjscie do sklepu z Adasiem, polaczone z wizyta na pobliskim placu zabaw. Ot, wyciagajac list z wlotu na listy w drzwiach, palec wskazujacy zostal brutalnie przytrzasniety przez metalowa klapke. Jakos udalo mi sie go uwolnic, choc proste to nie bylo. Palec pod paznokciem zrobic sie momentalnie siny, a krew zaczela sie lac z rany na skorze. Udalo mi sie zatamowac krawienie po okolo 5 minutach, wiec moglam kontynuowac wyprawe do sklepu.
A wyprawa byla niezbedna. Zaplanowalam, ze w ten dzien upieke po raz drugi w zyciu sernik i pochwale sie przysmakiem kolezankom, ktore mialy wpasc na nastepny dzien. Niezbedny mi skladnik to byly jajka, ktorych w domu zabraklo. Jajka kupione, palec zawiniety w chusteczke boli jak cholera, ale nic to, idziemy na plac zabaw.
Dochodzimy, a tu...klops. Plac zabarykadowany metalowymi bramkami z powodu pobliskiego remontu bloku. Mina mi jakby bardziej zrzedla, no ale trudno, wracamy do domu...Wnosze wozek po schodach, wyciagam z niego Adasia i wyciagam jajka. Z reklamowki zaczelo kapac. Otwieram karton z jajkami, polowa zbita. Na szczescie druga cala, wiec do sernika wystarczy...
Adas chyba wyczuwajac moja aure byl tego dnia wyjatkowo cichutki i grzeczny. Bawil sie sam, nie zawracajac mi szczegolnie glowy. Zaczynamy misja sernik! Co sie dalo, wyrobilam w thermomixie, ale gdy doszlo do pracy recznej okazalo sie, ze masy serowej wyszlo ze dwa razy wiecej, niz pomiesci blaszka. A na gore mialy isc jeszcze brzoskwinie, bialka i ciasto :/
Nie poddajac sie przeciwnosciom, polecialam amatorszczyzna, czyli uzylam powole masy serowej, ale po nalozeniu reszty skladnikow, calosc i tak niebezpiecznie wystawala ponad blaszke. Raz sie zyje! Do piekarnika! Wykipi? Ufff! Nie wykipialo. Ale za to piecze sie i piecze, a kuchnia jak po Armageddonie. Palec boli, a sprzatac trzeba. Szajt! Sernik sie przyjaral :/
Kuchnia posprzatana, dziecko przwiniete i nakarmione, przyjarany sernik sie studzi (maz pewnie i taki zje), to moze wstawie chleb w maszynce? Wykonczona po calym dniu dalam wiec maszynce odwalic za mnie cala robote. Wlozylam skladniki, zamknelam wieko, nastawilam program i poszlismy kapac i usypiac dziecko.
Dziecko spi, dom ogarniety, maszynka pipczy - chlebek gotowy! Otwieram, a tam taki oto widok...
Lej, jak po bombie atomowej, dziura do samego dna, chleb nadajacy sie jedynie do nakarmienia kur. Szkoda tylko, ze kur nie mam :/ Zaczelam sie smiac nerwowo na ten widok. Smiech zaczal byc nie do opanowania, maz przybiegl sprawdzic co sie dzieje, a ja juz w ryk. Poplakalam sie ze smiechu. Mimo wszystko! Zdjecie zrobilam na pamiatke. Coby takiego dnia nie zapomniec. Oj nie zapomne :)))
Ps. Sernik zjadliwy. Nadal zyjemy ;p




Ja proszę ten bombowy chleb - dla kur :)
OdpowiedzUsuńLepiej mi, że Ty też masz czasem pecha :P Uwielbiam Cię ale i tak się uśmiałam :)
To teraz najgorsze za Tobą.
OdpowiedzUsuńBędzie tylko lepiej :)
pikny grzib atomowy :D:D:D
OdpowiedzUsuńGrzyb boski! Dnia nie zazdroszczę :)
OdpowiedzUsuń