"Badzmy wdzieczni ludziom, ktorzy nas uszczesliwiaja, bo sa jak magiczni ogrodnicy, dzieki ktorym rozkwitaja nasze dusze" Marcel Proust
Jestem pewna, ze jako dziecko zanim nauczylam sie chodzic, umialam juz tanczyc:) Kocham taniec, mam go we krwi i teraz jest to pasja, ktorej teraz brakuje mi najbardziej. Tanczylam w domu do czego sie dalo, wystepowalam we wszystkich mozliwych konkursach typu mini playback show, wygrywalam swoim tancem wszelkie konkursy na dyskotekach klasowych czy szkolnych. Tanczyc wyzbywalam sie wstydu, zahamowan, bylam po prostu soba. To nie chodzilo tylko o ruch, ale przede wszystkim o wyrazanie emocji...
W domu sytuacje mialam jaka mialam. Rodzice nie byli w stanie zajac sie nalezycie moja pasja, pomoc mi rozwinac ja. Az w koncu kolezanka z pracy namowila moja mame, aby zapisala mnie do zespolu tanecznego (taniec nowoczesny), gdzie tanczyla tez jej corka. Mialam wtedy ok. 12 lat i z pespektywy czasu uwazam, ze to za pozno. Ale jednak mialam miejsce, gdzie moglam sie spelniac, wyjezdzac na wystepy, festiwale, poznawac inny swiat, ludzi. Te kilka lat w zespole to byl wspanialy czas! Mimo tego, ze czulam sie wsrod tych panieniek z dobrego (czyt. bogatego) domu jak istota gorszej kategorii. One nawet sie z tym nie kryly, ze tez tak uwazaja...
Koszt takich zajec wynosil ok. 30 zl miesiecznie. Ciezko bylo w domu z kasa, ale mama w ramach kieszonkowego placila za zajecia dopoki mogla. A czasami nie mogla:/ Musialam wtedy zwlekac z zaplata i nigdy nie zapomne tego wstydu, kiedy musialam przed cala grupa powiedziec naszej choreografce, ze znowu spoznie sie z wplata...
Az w koncu musialam zrezygnowac calkiem z zajec, bo koszt wzrosl do 50zl na miesiac, a ja wiedzialam, ze bedzie to kosztem pieniedzy na tzw. zycie. Zrezygnowalam z ciezkim sercem, czulam ze nie rozwinelam sie na tyle, na ile bym mogla. Po jakims roku dostalam zaproszenie na koncert jubileuszowy i znowu moglam zatanczyc "w starym skladzie". Wspolne proby i w koncu wystep byly wspanialym doswiadczeniem.
Okazalo sie, ze w koncercie wystepowal tez synek mojej dobrej sasiadki. Mialam zaszczyt zajmowac sie maluchem, gdy byl mlodszy:) Pozniej poszlam do liceum i juz nie mialam na tyle czasu. Po wystepach sasiadka zaproponowala mi podwozke do domu i dopytywala dlaczego zrezygnowalam z tanca. Opowiedzialam jej o tym, powiedzialam cala prawde o sytuacji w domu. Byla tym bardzo przejeta.
Po tygodniu odnioslam do siedziby zespolu stroj z wystepu i choreografka wziela mnie na bok i powiedziala, ze znalazl sie anonimowy sponsor, ktory chcial zaplacic za zajecia przez caly rok. Ja od razu wiedzialam o kogo chodzi i oczywiscie odmowilam. Choreografka bardzo usilnie mnie namawiala, a u mnie potrzeba tanca przegrywala z poczuciem wstydu. Jak spojrzalabym sasiadce w oczy? Co by bylo gdyby dziewczyny z zespolu sie o tym dowiedzialy (zazdrosne i zawistne swoja droga strasznie, wychowane w domach, gdzie wszystko mialy zapewnione). Ale ostatecznie marzenie wygralo:)
Opisalam ta historie, bo w pewnym sensie sasiadka zmienila moje zycie, a raczej nastawienie do niego Uswiadomila mi, ze sa dobrzy ludzie, ze komus tam zalezy na mnie zupelnie bezinteresownie, ze warto wierzyc w swoje marzenia i spelnianie ich nie powinno sie przeliczac na pieniadze. Zaangazowalam sie dzieki temu w rozne projekty charytatywne, ktore daly mi wiele satysfakcji. Uwierzylam w siebie...
Ciesze sie, ze moje dziecko nie bedzie mialo takich materialnych dylematow jak ja mialam kiedys. Ze jesli bedzie chcial podazac za marzeniem, my jako rodzice bedziemy mogli wspierac go psychicznie i materialnie. Do niego bedzie nalezal wybor drogi. Nie bede mu narzucala wielu zajec dodatkowych, ale bede mu dawala wybor, pokazywala mozliwosci. I choc jest wiele zlego na tym swiecie, i ze w pojedynke swiata nie zmienie, ale za to wiem, ze sa ludzie jak anioly. Sama chce byc w zyciu takim czlowiekiem...
Ps. Jak tylko zaczelam zarabiac pierwsze pieniadze zaczelam chodzic na zajecia tanca towarzyskiego, z ktorych po czasie tez musialam zrezygnowac ze wzgledow materialnych. Gdy dowiedzial sie o tym pewien chlopak z zajec zaplacil za mnie za nastepne trzy miesiace zupelnie bezinterresownie! Natomiast po smierci pierwszego meza kolezanka ze studiow zaproponowala mi, zebym chodzila za darmo na jej zajecia z salsy. Niemozliwe? A jednak! Sa na swiecie dobrzy ludzie i to daje mi wiele sily. A poza tym jak na dloni widac, ze "wszechswiat, Bog, przeznaczenie (w co kto wierzy) bardzo chcial, zebym robila to, co w zyciu kocham...




Wspaniałe historie!! Miałaś szczęście spotkać takich cudownych ludzi na swojej drodze :)
OdpowiedzUsuńAnioly dla Aniola:)
OdpowiedzUsuń