sobota, 29 września 2012

A tu tu!

 Jakis czas temu przechodzilam z malym kilka dni piekelka. Placz, wiecznie "przy nodze", marudzenie i  nerwowosc, ktora udzielala sie tez i mnie:/ Jak zaczely sie bunty przy przewijaniu pomyslalam "Oho! Skok rozwojowy jak cyc!":p
 No i rzeczywiscie, gdy sytuacja sie uspokoila, Adas zaczal popisywac sie nowymi umiejetnosciami. A to zerkal zza sciany mowiac "tu tu!" (kuku) i chowajac sie spowrotem, a to po skonczonym jedzonku rozkladal rece mowiac "mi ma" (nie ma). Na lampe powiedzial "pampa", a na buzie "buba". Nareszcie po okresie raczej dzwiekonasladowczym, nadszedl czas na slowna tworczosc:)
 Chce poszerzac wiedze i slownictwo. Dotyka paluszkiem po kolei moich oczu, buzi, nosa, przynosi mi bardzo czesto ksiazeczki, ktore chcialby abym mu poczytala, powiedziala co tam jest. Pokazuje palcem na dana rzecz i czeka na to, az powiem nazwe. Az ciarki mnie przechodza, patrzac na to, jak szybko me dziecie dorasta!
 Rozwinal sie tez bardzo ruchowo. Zaczal chodzic w miare pozno, dlatego dopiero od niedawna moge powiedziec, ze teraz tez biega:) A biega, bierze zakrety bardzo szybko! Mama zalapuje kondycje :p Spacery na plac w koncu staly sie przyjemnoscia, bo Adas odkryl urok placu zabaw. Dopiero teraz z przyjemnoscia sie husta, wchodzi samodzielnie po schodkach na mala zjezdzalnie i "profesjonalnie" zjezdza, wchodzi na nia tez od odwrotnej strony:) Mamy swietny ubaw chodzac wspolnie po ruchomym mostku, czy po waskim murku.
 Probuje sie wspinac na rozne wysokosci (sofa to juz pikus), pokonuje pagorki bez przewracania sie i ze skupieniem. Otwiera klamka drzwi, wspinajac sie na palcach, zaglada we wszelkie zakamarki domowe. Chodzi tez czasami do tylu:). Z duzym skupieniem bawi sie drewnianymi klockami. Potrafi ulozyc kilka jeden na drugi oraz jeden obok drugiego.
Musze przyznac, ze obawialam sie tego etapu w jego zyciu, ale zupelnie niepotrzebnie. Bo zawsze wzruszenie sciska mnie za gardlo, gdy przechodzac obok ruchliwej drogi, Adas zupelnie swiadomie i ufnie trzyma mnie za reke i puszcza dopiero, gdy wie, ze mozna sobie na to pozwolic, bo jest bezpiecznie. Albo gdy bawiac sie w weekend caly dzien wylacznie z tata (nadrabiaja caly tydzien) robi sobie przerwy na to, zeby przybiec do mojej nogi i ja glosno wycalowac. Kochamy ten etap! :)

1 komentarz:

  1. hehe dla mnie za to teraz wyjście na spacer bez wózka w roli unieruchomiacza to katastrofa. Zawsze idzie w przeciwną stronę niż bym chciała :)

    OdpowiedzUsuń