piątek, 7 września 2012

To jak to z ta bliskoscia?

 Ostatnio zakupy z malym, a szczegolnie te ubraniowe to droga przez meke. Zbliza sie jesien, powoli robi sie chlodniej i stwierdzilam w szafie pewne braki odziezowe. Maz mial pare dni wolnego, wiec postanowilam skorzystac z okazji i zarezerowalam sobie samotny wypad na zakupy do Londynu (ogromne Westfields w Stratford i tak miedzy nami zakupy tam, to byla dla mnie straszna meczarnia :p).
 Wcale nie czulam z tego powodu wyrzutow sumienia, bo wiedzialam, ze maz da sobie swietnie rade sam z dzieckiem. Stwierdzilam, ze nalezy im sie dzien tylko dla siebie po tym jak przez pare dni nie widzieli sie prawie wcale. Adas byl tak steskniony, ze gdy tata poszedl w parku do ubikacji maly sie bardzo wystraszyl i zaczal glosno plakac...
 Owszem, bylam ciekawa jak dziecko zareaguje na brak mamy przez pol dnia. Nie, nie balam sie o niego, bo w sercu czulam, ze na tyle jestesmy blisko, ze moj brak nie przerazi go. Wiem, ze to brzmi absurdalnie, ale moje dziecko nie jest do mnie uwiazane, ale z drugiej strony jestesmy na zawsze polaczeni niewidzialna nicia. Nie wiem jak to lepiej wytlumaczyc...O moze tak, ze nawet jak mnie nie widzi wie, czuje moja bliskosc. Jego poczucie bezpieczenstwa, poczucie bliskosci ze mna nie jest zaburzone.
 Gdy bedac juz w Londynie zadzwonil maz i rozmawialam z malym przez telefon, bylo tak jak zwykle czyli Adas "powiedzial" jak robi brum brum, piesek, kotek, po czym wrocil z tata do jedzenia obiadku. Dla niego i dla mnie to byla zupelnie normalna sytuacja mimo, ze nie zostawiam go czesto samego z tata.
 Wrocilam do domu, zastalam ich na spacerze i Adas owszem ucieszyl sie na moj widok, ale nie jakos przesadnie. Widzialam kiedys dzieci placzace na widok wracajacej mamy, tak jakby z pretensja "dlaczego mnie zostawilas?". Adas przytulil mnie i wrocil do zabawy z tata. Jednak zagladal od czasu do czasu w moja strone, zeby sprawdzic czy patrze, podchodzil co jakis czas, zeby mnie dotknac i szedl dalej w swoja strone. Tak samo zachowuje sie w domu, a jak jestem czyms zajeta, pyta glosno "mama?", zeby "pochwalic sie" efektami zabawy (np wieza z klockow).
 Gdy moje dziecko bylo malutkie tulilam je gdy tego potrzebowal, ale nie nosilam w chuscie. Przy drugim dziecku planuje mei tai, ale ze wzgledow praktycznych. Adas zasypia z nami, ale spi spokojnie w lozeczku nawet czasami do 5 rano, a pozniej przychodzi spac do nas. Ze wzgledow praktycznych, ale majac tez na uwadze to, ze widocznie tego potrzebuje. Gdy usypiamy go z mezem razem, maly tuli sie to raz do niego, raz do mnie, az w koncu zasypia.W wiekszosci przypadkow przy mnie, bo widocznie czuje sie najbardziej komfortowa czujac moje cieplo i zapach, ale popoludniami tata usypia go sam (jak jest w domu oczywiscie) i jest ok.
 Nie jestesmy zazdrosni z mezem o uwage i milosc dziecka, bo wiemy, ze kocha nas tak samo mocno i nie potrzebujemy od niego potwierdzenia, ze tak jest w formie "bo do kogo pierwszy podejdzie, do kogo sie przytuli" i tak dalej. Nie potrzebuje potwiedzenia takze w formie placzu dziecka, gdy nie ma mnie w domu. Nie musze zawsze wszystkiego robic sama, bo wcale nie mysle, ze "mamusia wszystko wie, umie i zrobi najleiej". I nie mam watpliwosci i zastrzezen do tego, czy jestem mother enough...

6 komentarzy:

  1. jaki cel jest tego postu? mam wrazenie ze jest niedokonczony.. co chcialas przekazac? ze nie nosilas a mimo to jestescie bardzo blisko? ze ''po co nosic skoro bliskosc mozna osiagnac bez noszeniia?'' prosze wytlumacz mi bo nie rozumiem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten post nie ma na celu ataku:) Bardziej chodzilo mi o to, ze bliskosc z dzieckiem mozna zbudowac NIE TYLKO na ciaglym noszeniu, dlugim karmieniu czy wspolnym spaniu. Ze to glebsze pojecie i wybor kazdej matki, w jaki sposob to zrobi. Bo to nie droga w tym przypadku jest celem.
    Mam wrazenie, ze pojecie bliskosci jest za czesto utozsamiane z tymi trzema rzeczami, ktore wymienilam wczesniej i dlatego, gdy jakas mama sie z tym nie identyfikuje, to albo ma z tego powodu wyrzuty sumienia (bo teraz przecierz taka moda, a jej juz kregoslup wysiada, ale robi to "dla dobra dziecka"), albo jest celem atakow przez tzw. eko-mamy, ktore czasami przesadzaja w swojej "walce uswiadamiajacej" i sprowadzaja bliskosc to niszy.
    Chcialam przekazac, ze naprawde nic na sile. Dajmy kazdemu wolnosc wyboru, jesli chodzi o budowanie bliskosci z dzieckiem. Mysle, ze przekaz postu byl jasny, ale jak sa osoby, ktore szukaja "atakujacego podtekstu" to go znajdzie pewnie w najprostszym zdaniu, prawda?:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestes w bledzie: nie uwazam ze Twoj post to atak. uwazam ze zabraklo mu pointy. uwazam ze masz racje ze bliskosc mozna nawiazac z dzieckiem na wiecej niz jednej - cielesnej plaszczyznach, jednakze ta cielesna na SAMYM POCZĄTKU jest dla noworodka najwazniejsza, potem przychodzi stopniowe dazenie do usamodzielniania sie - w zwiazku z czym dla rodzica AP bliskosc emocjonalna jest konieczna do osiagniecia, a skoro go nosi/nosil jest mu latwiej odroznic wlasne potrzeby od jego. I zaakceptowac.

      Usuń
    2. Ale nie popadajmy w paranoje. Pokaz mi matke, ktora nie nosi (w chuscie czy bez) swojego malenkiego dziecka? Ktora nie okazuje czulosci? (no chyba, ze ma depresje, ale to juz inna sprawa). Malenkie dziecko jest tak genialnie skonstruowane, ze swoim wygladem i zachowaniem sprawi, ze bedziemy spelniac jego potrzeby, takze okazujac czulosc w ten czy inny sposob.
      A wiesz gdzie jest wedlug mnie wiekszy problem? Ze nie okazujemy juz tyle czulosci i milosci bardziej swiadomemu dziecku. Moze teraz zacznie sie to zmieniac, ale jak czesto dzisiejsi dorosli zarzucaja swoim rodzicom - nie nauczyliscie mnie kochac, okazywac czulosc itd. Bo nasza pamiec nie wraca do tak wczesnych wspomnien jak pierwszy rok zycia (ktory jest wazny, ale tu milosc i czulosc byla, zapewniam cie, bo bez tego dziecko nie funkcjonowaloby normalnie). A ja z checia wolalabym dowiedziec sie wiecej o tym, jak okazywac milosc, bliskosc starszemu dziecku, zeby nie zostac oskarzonym o bycie nadopiekuncza matka-wariatka. A ten problem zacznie nas dotyczyc szybciej niz myslimy:)

      Usuń
  3. u nas jest podobnie, cieszy mnie to bardzo ze Majka ma tak dobry kontakt z tata, mysle ze w pl nigdy by go nie bylo
    Uwazam tez ze kazdy ma prawo aby wychowywac swoje dziecko tak jak on uwaza, najwazniejsze aby dziecko bylo szczesliwe
    Buziak

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę samotnych zakupów ;) Już nie pamiętam jak to jest, niestety.
    Teraz niestety propagowana jest bliskość właśnie przez chustę, współspanie czy karmienie piersią. Tak jakby inaczej bliskości nie dało się zbudować, właśnie.
    Najgorsze jest to, że są matki, które ślepo w to wierzą i uważają, że jak tego nie robią to są złymi matkami.
    A wystarczy iść za głosem swego serca...

    OdpowiedzUsuń