Gdy w dziecinstwie bawilismy sie z przyjaciolmi (bo wtedy mialo sie PRAWDZIWYCH przyjaciol i takiej ufnosci w stosunku do blizniego juz chyba nigdy nie bede miala), nasze zabawy, wyobraznia nie mialy granic. Sky was the limit. Przyszedl etap szkolny, a nasze zabawy zostaly sprowadzone na ziemie i poddane dzialaniu zasad i regul. Dorosli swoja ingerencja i narzucaniem nam tego, co mamy robic w danej chwili, sprawili, ze czas beztroskiej zabawy minal bezpowrotnie...
Gdy jeszcze nie bylam mama, bardzo dlugo o tym momencie marzylam. Mialam w sobie wiele niewinnej (naiwnej?) wiary w to, ze macierzynstwo bedzie dla mnie spelnieniem absolutnym, pelnia szczescia i zabawy. Az do momentu, gdy urodzilam. I tutaj podobnie jak w przypadku swobodnego rysowania czy beztroskiej zabawy wdarl sie zabawopsujacz...
I zeby byla jasnosc nie chodzi tu o moj ciezki porod, operacje, "uroki macierzynstwa". Zabawopsujaczem okazalo sie otoczenie - bezwgledne, oceniajace, porownujace, krytykujace i porownujace nasze macierzynstwo do swojego (albo i nie, bo jest wielu madralinskich takze wsrod bezdzietnych). Zabawopsujacze mowia nam miedzy innymi, co powinnismy robic, czego nie powinnismy, oceniaja, krytykuja i kaza nam podazac ich sciezka. To nic, ze sami maja tyle samo maminego doswiadczenia co my (albo i wcale).
Zabawopsujacze probuja wcisnac nas w trybiki maszyny wyznaniowej np rodzicielstwa bliskosci i wbijaja do glowy "ze to dla naszego dobra". Wiele roznych religii probowalo to z nami zrobic i wiemy, jakie bywaly przy tym konsekwencje. Nie zawsze dobre. A uczepilam sie RB, bo to ostatnio TAKIE MODNE, ze az boli. A ja na AP (Attachment Parenting z ang.) patrze z dystansu i nie mowie, ze skoro nasz synek pol nocy spi z nami, czy zrezygnowalam z pracy dla niego na dluzej, segreguje smieci itd. to juz to jest eko czy AP. Dla nabrania dystansu i kupy smiechu polecam obejrzenie filmu "Away we go" (polski tytul "Para na zycie").
Szczegolnie fragmenty filmu poswiecone AP:)
Otoczenie zrobilo z macierzynstwa kolejna forme rywalizacji miedzyludzkiej. Macierzynstwo stalo sie tez niezlym biznesem dla wielu koncernow. Nieswiadomosc matek, swiezo upieczonych rodzicow, zostaje wykorzystana do ostatniego ich grosza w portfelu.
Dla mnie jednak najgorsze okazalo sie to, ze szukajac w otoczeniu, czy w internecie wsparcia, abym mogla cieszyc sie swiadomym, ale tez intuicyjnym macierzynstwem (bo takie najbardziej mi odpowiada), po raz kolejny trafilam na wielu owych zabawopsujaczy...
Zanim trafilam na grono matek, ktore sie szczerze wspieraja (pozdrawiam was kochane:*) przeszlam przez blogi mam, ktore mowiac dobitnie nawzajem sobie dopieprzaja:/ Zamiast pisac realne, a nie wyidealizowane posty wola swoje frustracje wylewac na inne mamy, np komentujac ich wpisy. Nie moge nie wspomniec o tym, ze zabawopsujaczy spotykamy tez oczywiscie w realu, ale to inna historia, bo sprawy sa bardziej skomplikowane, gdy sa nimi osoby z najblizszego otoczenia, jak np rodzice, tesciowie itd.
Nie dziwie sie dziewczynom, ktore albo uciekly z blogosfery gdzie pieprz rosnie, albo zamknely bloga, albo baaaardzo ograniczyly swoja dzialalnosc. Bo okazalo sie, ze chcac przelac swoje uczucia na WLASNYM blogu, znalezc podobne osoby, podzielic sie przemysleniami, czyli robic to, na co w prawdziwym zyciu nie moga sobie pozwolic skupiajac sie na rodzinie i dzieciach, zostaly za to wiele razy potepione czy skrytykowane!
Bo zabawopsujacz jeden czy drugi mowi ci, ze jestes zla matka, bo nie robisz tego czy tamtego, lub robisz to czy tamto, bo nagle okazalo sie, ze nawet twoje mysli sa poddane cenzurze! Bo ona jest taka idealna, a ty jestes be, a w zaraz potem piszac o Porozmieniu bez przemocy krytykuje cie, ocenia i potepia (czasem nawet w jednym poscie). No pliss... Falszywi prorocy sa wszedzie, wiec uzbrojmy sie w miecze cierpliwosci, dystansu i zdrowej ironii, bo bez tego ani rusz ;)
I choc w moje macierzynstwo wdarli sie zabawopsujacze, to mam nadzieje, ze mam w sobie jeszcze troche entuzjazmu i checi, aby mimo wszystko nadal sie nim cieszyc, brac z niego wszystko najlepsze co sie da i stawac sie dzieki temu najlepsza mama na swiecie. Dla SWOJEGO dziecka lub dzieci, bo uwaga uwaga, mimo codziennych trudnosci planuje miejsce w sercu i zyciu na kolejne (treudne) szczescia:)




zgadzam się, też poczułam, że macierzyństwo to dla niektórych nie - wspólne dzielenie się tym tylko - porównywanie i ocenianie ;/ przykre, że nawet to sprowadza się do rywalizacji.
OdpowiedzUsuńTo tak jakbyś zajrzała do mojej głowa i opisała co w niej siedzi. Dawno nie czytałam tak trafionego w dziesiątkę tekstu.
OdpowiedzUsuńJa też - to coś, co mnie w sumie boli chociaż zwykle nie zwracam na to uwagi.
UsuńNarzucanie swoich poglądów przez osoby trzecie to najgorsze z czym się spotkałam będąc mamą. Bywaja chwile gdy czuję się bombardowana z każdej strony pouczeniami w jaki sposób mam postępować... ehhh
OdpowiedzUsuńWspaniały tekst, wspaniała metafora, trafione porównania... :)
O jaaaaaa.....No Ivet, DO-KŁA-DNIE!
OdpowiedzUsuńPs. Film widzieliśmy i bardzo nam się podobał:D
OdpowiedzUsuńPs.2 Chociaż każdy zabawopsujacz stwierdzi, że lubić takie filmy nie wypada:D
OdpowiedzUsuńNo po prostu amen :)
OdpowiedzUsuń:) jak zwykle mądrość przez Ciebie przemawia
OdpowiedzUsuń:*
I jak tu Cię nie kochać? :D :*
OdpowiedzUsuńMimo, że ja też jestem zachłyśnięta AP, to i tak uważam post za 100% udany :D
No właśnie :)
OdpowiedzUsuń