Jak juz kiedys wspominalam, Adasiowi zeby zaczely wychodzic dopiero gdy skonczyl rok. I od tego mniej wiecej czasu zaczely sie problemy z jedzeniem. Jakies tam szczegolnie nie, bo pil normalnie poranne mleko, pozniej jadl kawalek chleba z maslem, nastepnie kaszke i standardowo obiadek, owoc jako deser, jogurt i znowu kaszka na kolacje. W czasie spaceru jakis chrupek, biszkopt, jagody itd.
Problem byl przy obiedzie. Odkad zepsul mi sie babycook podawalam mu gotowe dania z wiekszymi kawalkami, ryzem itd. Co drugi dzien dodawalam jajko, bo w innej postaci go nie chcial. Ale maly jak tylko poczul grudki dostawal odruchu wymiotnego, az w koncu doszlo do tego, ze juz na sam widok miseczki z jedzeniem zaslanial sie rekami i nogami.
Serce matki przejete wizja glodnego dziecka (wiem, wiem ze to nie tak, juz jestem madrzejsza :p) wzielo go na sposob, czyli rozpraszacze typu telefon i niestety... bajka. Samo takie karmienie trwalo mnostwo czasu i bylo meczace dla nas obojga. Sytuacja sie nie poprawiala, a wrecz bywalo gorzej, bo po takim obiedzie "na sposob" byl pozniej i jogurt be i kaszka na kolacje ble.
Wkurzylam sie sama na siebie, usiadlam i przemyslalam cala sytuacje. Zobaczylam bledy jakie popelnilam jak na dloni i z mocnym postanowieniem poprawy zaczelam wprowadzac zmiany w jadlospisie Adasia. Przede wszystkim zrezygnowalam z porannej kaszki i skupilam sie na dawaniu chlebka z roznymi dodatkami. Ser zdjety, pomidor zdjety, szynka zdjeta, ale za to wzial do reki, pobawil sie, zaciekawil, polizal. Ogorek zielony mniam, tost pelnoziarnisty mniam, dzem truskawkowy niskoslodzony mniam i poki co to tyle jesli chodzi o chlebek. Maslo rzadzi, a w najblizszym czasie sprobuje roznych mazidel.
Odkad mam thermomix zaczelam robic obiadki domowe, gotowalam tez osobno warzywa na parze, zeby mial wybor, sam wybral, kladlam sztucce dla niego. Niestety wszystko be. Wolal nadal te gotowe, szczegolnie spaghetti, ze slodkim ziemniakiem i ryba (z Hippa po 12 m-cu).
Od czasu wprowadzenia zmian obiady jedlismy razem przy stole, ja swoj, Adas swoj. I chociaz nadal nie byl zainteresowany samodzielnym jedzeniem, to zjadal pol obiadku i trwalo to 5-10 minut, a nie pol godziny jak wczesniej. Nie zaslanial sie juz, bo bez porannej kaszki zdazyl zglodniec:) Gdy on jadl owoce na deser, ja konczylam swoje danie. Patrzyl na mnie z ciekawoscia, ale nie chcial sprobowac gdy mu proponowalam.
Po polowie obiadu okazalo sie, ze i jogurt jest mniam i kaszka, oraz ze chetniej mozna sprobowac samemu machac lyzeczka:p Jak pokazywal, ze juz, albo czegos nie chce mowilam ok i wyciagalam z krzeselka. Od kilku dni Adas jakby chetniej chcial probowac rzeczy, ktore my jemy. Zjadl na przyklad mezowi sasuage roll (kielbaske w ciescie francuskim), moja kostke ciemnej czekolady zostawiona "na pozniej" czy naturalny jogurt z owocami od mamy (skutkow ubocznych na szczescie brak:)).
A ostatnio nastapil duuuuzy postep. Zobilam na szybko danie z woka, czyli podsmazony kurczak z porem, marchewka, paryka, do tego podsmazone jajko, ugotowany ryz i zola z sosem sojowym. Nalozylam sobie pelen talerz i zaczelam karmic malego jego obiadkiem (nie chcial oczywiscie), a w miedzyczasie siebie swoim. Nie wiem co sie stalo, ale wrok Adasia powiedzial mi, ze "chyba sprobuje, bo ladnie pachnie". Zdziwiona nieco, bo w sumie to stosunkowy suchy ryz z warzywami, dalam mu troche na widelcu. Spodziewalam sie odruchu wymiotnego, a tu oczy wielkie i buzia taaaka otwarta i czekajaca na wiecej!
Pokroilam warzywa i kurczaka na mniejsze czastki i tak od lyzeczki do lyzeczki Adas zjadl wiekszosc mojego obiadu! Moze to nie byl najzdrowszy obiad swiata, ale jestem przeszczesliwa, ze dotarlismy do tego miejsca i ze byc moze Adas w koncu zacznie jesc "doroslejsze" jedzenie, a ja nie bede musiala gotowac dwoch obiadow. W nastepne dni juz nie mial takich natchnien, ale np gdy wczoraj nie tknal obiadu, to tak przeglodnial, ze zjadl 2 kolacje - najpierw moja (jogurt z jagodami), a pozniej swoja kaszke na mm:) Swoja droga niezla diete odchudzajaca ten moj syn mi serwuje :p
Pewnie nadal bedzie bywalo roznie, ale to nawet ciekawe widziec jak dziecko poszukuje "swoich smakow". Z glodu przy tym na pewno nie padnie, bo sam mowi "mam mam" klepiac sie po brzuszku, gdy chce jesc (szczegolnie rano po calej nocy bez jedzenia :p). Mimo, ze przeczytalam kilka porad na temat zywienia dzieci, to niestety czlowiek musi je sam "przemielic" i dostosowac do mozliwosci swoich i dziecka. A ze nie uniknie sie tez przy tym bledow to juz chyba normalne, prawda?




Wszystko idzie ku lepszemu z tego co piszesz. Tymek odmówił jedzenia czegoś innego niż my w 8 miesiącu. Jadł więc to co my - na początku w lekko zmienionej wersji, a teraz to już w ogóle... Chce wszystko sam jeść i nie da się nakarmić... A zębów dalej brak ;)
OdpowiedzUsuńBeda, beda:) Pozniej sie zepsuja dzieki temu:p
UsuńJa też wyluzowałam z jedzeniem i w momencie, gdy przestałam się z małym szarpać, strasznie mi ulżyło. Wydłużyłam przerwy pomiędzy posiłkami i zrezygnowałam z dodatków pomiędzy. Niuniek je jak ta lala,a gdy nie je, to odpuszczam, bo w końcu i ja nie zawsze jestem głodna...
OdpowiedzUsuńJuż od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem napisania wpisu na ten temat i chyba w końcu to zrobię;-)
To wyluzowanie doskonale sprawdza sie we wszystkich aspektach macierzynstwa. Staram sie jak moge:)
UsuńU mnie znowu Młody już w ogóle nie chce gotowych obiadków za to je tylko to co jem ja i mąż i koniecznie z naszych talerzy. Zauważyłam, ze "jego zastawa" kompletnie go nie kręci i z niej jeść nie chce.
OdpowiedzUsuńA no wlasanie zapomnialam dodac, ze nawet zastawe zmienilam na talerzyk z malpka i metalowe sztucce dla dzieci powyzej roku. Nie pomoglo:)
Usuń