Adas dzisiaj juz zrobil normalna kupke, wiec mozna powiedziec, ze choroba pokonana:) Jednak nie moge tego powiedziec o tatusiu Adasia, ktory z wirusem walczy od wczoraj:/ Ja sie jeszcze trzymam calo, ale byc moze jestem uodporniona, bo bedac w ciazy przechodzilam grype zoladkowa i przez jedna noc nie wychodzilam z lazienki. Zadzwonilam wtedy okolo polnocy na nagla pomoc lekarska i lekaz powiedzial, ze mi i dziecku nic nie powinno sie stac. Ale ja myslalam, ze umieram...
Goraczka trzymala malucha dwa dni i przez ten czas nie bardzo chcial jesc. Na trzeci dzien obudzil sie bez goraczki i nie musialam nawet tego sprawdzac, bo pokazal to placzac o jedzonko:) Gdy lapala go biegunka poplakiwal i mial dreszcze, a kupki byly w sumie ze trzy razy w ciagu dnia, ale za to musielismy go calego przebierac, a dwa razy nawet kapac w ciagu dnia. Dzisiaj dzien nam juz przebiegl normalnym rytmem i choc zaczely mu dokuczac zabki (na ktore z niecierpliwoscia czekamy), to i tak byl radosny i psotliwy (czyt. nabil sobie guza).
Adas w sobote skonczyl 10 miesiecy i niby od tego miesiaca powinny byc dwa dania na obiad. Czy wy to stosujecie? Po tym wtretnym wirusie bede zadowolona jak zje cale jedno:/ (a wierzcie mi 250 ml zupy z miesem i zoltkiem to on zjadal lekko).
Wraz z mini urodzinkami ukazaly sie nowe umiejetnosci Adasia: tanu tanu przed wlaczonym telewizorem oraz wyciaganie raczek baaardzo wysoko pokazujac jaki to on nie jest duzy (pozdrawiamy imiennika i rowiesnika;)). Poza tym zlapalismy go na tym, ze powtarza (dzwiekowo oczywiscie) pojedyncze slowa. Oj trzeba zaczac SZCZEGOLNIE uwazac;)
Synek nasz od wczoraj znowu zasypia w swoim lozeczku, choc okolo 2 w nocy wyladowal u nas. Chcialabym byc bardziej wytrwala i gdy sie przebudza uspac go na nowo w lozeczku, ale jakos nie potrafie. Przesypia bez jedzenia cala noc juz od trzech miesiecy, wiec byc moze juz czas przedluzyc pepowine i nauczyc go przesypiac noc w swoim lozeczku...Wczoraj juz wlasciwie probowalam, ale skonczylo sie na tym, ze przez godzine musialam go trzymac za raczke przez szczebelki i tak spalismy, bo jak zabieralam reke to sie przebudzal, a pozniej i tak go zabralam do nas...
Koncze dzisiejszy wpis zyczeniem, aby wszelkie ustrojstwo trzymalo sie od nas z daleka, bo to straszne gdy rodzice patrza na cierpiace dziecko i nie moga mu w zaden sposob pomoc:/




Wszystkiego najlepszego dla Synusia!
OdpowiedzUsuńCiesz sie, ze juz czujecie sie lepiej...szkoda, ze teraz na tate padlo..no ale dzielny tata to sobie poradzi z takim wirusem.
Mimo, ze do 10 miesicznicy nam zostalo jeszcze troche, to raczej nie bede bawila sie w dwu daniowe obiadki...
Teraz praktykujemy taki schemat: w okolicach 2- 3pm Mlody je swoj obiadek, a po 5, kiedy rodzice zasiadaja do stolu jeszcze dostaje co nieco obiadkowego, ale tym razem sam lapkami sie rzadzi :)No i jest to zdecydowanie duzo mniejsza porcja.
pozdrawiamy ceiplo!