wtorek, 6 marca 2012

Geneza fascynacji


Na poczatku byla powiesc genialnej Joyce Carol Oates Blondynka. Aby skonfrontowac wyobrazenie z rzeczywistoscia zakupilam album ze zdjeciami Metamorfozy Marylin Monroe. Koszulke z jej podobizna kupilam w second handzie. Na e-bay zaczelam szukac filmow z drugiej reki i tak oto jestem posiadaczka dosc niezlej kolekcji...
 Zawsze dziwilo mnie tak duze zainteresowanie jej osoba. Blondwlosa aktorka z dawnych lat, sztucznie wydymajaca usta byla dla mnie jakims sztucznym wytworem na potrzeby filmu. Ale to tylko maly procent prawdy, ktorej nikt do konca nigdy nie poznal.
 Nie sadzilam, ze w doroslym zyciu cos jeszcze moze mnie zafascynowac. A jednak...Obecnie szukam dobrej biografii i ksiazek. Kiedys myslalam, ze blizej mi do fascynacji filozofami. Ale kto powiedzial, ze Marylin nim nie byla mogl byc w wielkim bledzie...:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz