niedziela, 18 marca 2012

My week with Adam;)

Nawiazujac do tytulu filmu o mojej ulubionej od niedawna aktorki, postaram sie opisac jak wyglada moj dzien z Adasiem. Z racji, ze mieszkamy w Anglii, nie moge sie pohwalic tym, ze mam do pomocy babcie, dziadkow, ciocie i tym podobne. Bylo nam przez to czasami ciezko, ale wszystko opiera sie na dobrej organizacji (w czym nie chwalac sie jestem dobra, ale jak cos nie idzie zgodnie z planem juz mi to uwiera;)).
 Z racji tego, ze tata Adasia zmienil prace, musi do niej dojezdzac ok. 2 godziny w jedna strone. Z tego wzgledu bedziemy sie przeprowadzac, ale obecnie jestesmy na etapie szukania nowego lokum. Tak wiec los sprawil, ze Adasiem zajmuje sie praktycznie sama 24 na h. Poza tym zakorzeniona mam desperate housewife, dlatego musze miec codziennie ugotowany obiad, z grubsza posprzatane i koniecznie poprasowane pranie:/
 Ranek zaczynamy zwykle ok. godziny 7 rano, kiedy to me dziecie sie budzi. Szybko robie mu mleczko w butelce i poje glodomora (spi cala noc, wiec i przez ten okres nie je). Przebieram Adasia w dzienne ciuszki i pakuje do lozeczka wraz z zabawkami, a ja w tym czasie odkurzam (co drugi dzien i od czasu gdy raczkuje, dlatego tak rano), wstawiam pranie i robie sobie sniadanko. Biore malego do pokoju, wyciagam mu zabawki na podloge, bawi sie, a ja w tym czasie jem. Przewaznie Adas krzyczy, ze o nim zapomnialam, wiec daje mu wczesniej przygotowany chlebek (ktory uwielbia i pieknie je choc zeba ani pol).
 Nastepnie wsadzam malego do krzeselka i kibicuje mi w czasie, gdy mam poranna toalete, a pozniej gdy zmywam naczynia w kuchni. W tym czasie przewaznie zaczyna marudzic, wiec klade go na drzemke. Ja w tym czasie mam chwile, zeby posurfowac na internecie i wypic szybka kawke. Mlody wstaje, dostaje kaszke, wola o wiecej, dostaje ryzowe ciastko i mozemy ruszac na spacer.
 Z tymi spacerami bywa roznie, bo kierunek jaki obieramy zalezy od tego, co aktualnie musze kupic. Jest wiec kierunek polski sklep, a wracajac zahaczamy o plac zabaw albo idziemy w miasto, a po drodze idziemy przez park. Czasami jest tez sam park, ale jak pisalam, to dla Adasia nudna opcja;)
 Wracamy i wstawiam obiadek do babycooka, bez ktorego nie wyobrazam sobie zycia. Warzywka gotuja mi sie na parze jakies 20 minut, a pozniej do tego samego pojemnika dorzucam ugotowane wczesniej miesko, zoltko, oliwe i ostatnio ryz, makaron, kasza i koperek lub majeranek. To wszystko razem miksuje (w tym samym urzadzeniu) na odpowiednia konsystencje i obiadek gotowy. Na deser maluch wcina jeszcze biszkopcika, chrupka i ostatnio pokrojone winogrona.
 Po obiadku (ktorego tak wogole zjada ogromne porcje). Jest czas na zabawe i tak bawimy, az sie dziecie zmeczy i idzie w kime na dluzsza drzemke. Ja w tym czasie sprzatam, gotuje obiad dla nas i siadam na chwilke. O 17 kaszka i znowu zabawa. A o 19.30 kapiel, mleczko i zasypianie w swoim lozeczku. Po polnocy syn wedruje do nas i tak spimy do czasu, az pan i wladca otworzy swe male oczka;)
 A gdzie w tym calym dniu miejsce dla taty? Ano jak pisalam, niestety ze wzgledu na prace jest obecny przy kapieli i usypianiu:/ Gdy ma wolne weekendy czas zapelniaja nam zakupy, sprzatanie i odpoczynek. W niedziele tata z synkiem plywaja, a w piatki mama tanczy i spiewa z Adasiem na zajeciach muzycznych (babybeep) o pierwszej. Ok. 21 mam w koncu czas na prasowanie(!).
 Oczywiscie w miedzyczasie typowa mama wykonuje milion roznych innych rzeczy jak na przyklad przewijanie, ganianie za raczkujacym maluchem, pokazywanie swiata w oknie, ratowanie z roznych niebezpiecznych sytuacji (lub potencjalnie niebezpiecznych) i czasami znajdzie moment na zagladniecie w komputer i obejrzenie polskiej telewizji (dzieki Ci Boze za internet i weeb tv!). Czasami brak za to czasu na jedzenie czy pojscie do ubikacji;).
 Typowa mama pracuje 24 na h, bo nawet w nocy ma wlaczony tryb czuwania i nikt mi nie udowodni, ze to nie praca. Czasami bardzo wdzieczna, czasami dramatyczna, czasami wykanczajaca, czasem placz ze szczescia, czasem smiech przez lzy, czasem placz z bezsilnosci, czasem brak sil na lzy...
 I chcialabym w tym wszystkim znalezc czas na zapewnienie takze dziecku odpowiedniej edukacji, tym bardziej, ze jestem wyedukowana jako nauczycielka, ale...Poki co mama, czyli opiekunka, kucharka, sprzataczka i co tam jeszcze nie ma sil i natchnienia na zabawy edukacyjne...

2 komentarze:

  1. podziwiam to sprzątanie i prasowanie. Ja już dawno zrezygnowałam z prasowania dla Adasia - tylko na poważne wyjścia prasuję mu ubrania a tak to jak siedzi w domu to nie, na spacerze pod kombinezonem też nie widać :).
    Aaaa i z tym nocnym czuwaniem też u nas inaczej bo ja nie mam nocnego trybu - śpię jak zabita i czasem nawet nie słyszę jak się Adaś budzi :). Z jednej strony to dobrze, z drugiej chyba powinnam jednak też wstawać :).

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tez juz prawie nie prasuje, ale w nocy czasem budze sie milion razy - w zaleznosci czy zabkujemy czy nie..

    OdpowiedzUsuń