piątek, 28 grudnia 2012

Punkt widzenia, a punkt siedzenia

 Ogladalam ostatnio film z mezem. Nawet nie zwrocilam uwagi na tytul. Ot zaczal sie film w polskiej telewizji, to zaczelismy wspolnie zagladac. Film opowiadal o 27- letnim chlopaku chorym na raka. Film o ciezkim temacie, ale podany w bardzo lekki, nie razacy nikogo sposob. Nie bede przytaczac fabuly, bo chcialam sie odniesc do postaci mamy tego chlopaka.
 Mama ta nie pojawia sie w wielu scenach, ale jak juz ja widzimy, mozna odniesc wrazenie, ze jest osoba nadopiekuncza i meczaca. I gdybym ogladala ten film kilka lat temu, pewnie by mnie ta postac draznila i budzila we mnie negatywne odczucia. Ale teraz zupelnie inaczej podchodze do pewnych spraw, teraz tez jestem mama.
 Patrzac na ta dumna kobiete o smutnych i zmeczonych oczach (jej maz mial Alzheimera i wymagal bezustannej opieki), rozumialam doskonale, dlaczego na wiadomosc o chorobie syna zareagowala "Wprowadzam sie do ciebie!", dlaczego "zameczala" syna telefonami i nie odpuszczala. Rozumiem, bo ja pewnie zareagowalabym podobnie.
 Syn owy odrzucil wszelka pomoc mamy. Gdy wyzalal sie mlodziutkiej terapeutce jak to ta jego mama jest meczaca, ta zamiast poglaskac go po glowie, dowalila mu slowami: " Jestes dupkiem! Twoja mama ma meza, z ktorym nie moze rozmawiac i syna, ktory z nia nie chce!". Nic dziwnego, ze syn byl zdziwiony wiadomoscia, ze mama chodzi na grupe wsparcia dla rodzicow dzieci chorujacych na raka...
 Teraz "po dziecku" wiele moich wczesniejszych punktow widzenia zmienilo sie o 180 stopni. Inaczej patrze na rozne sprawy, filmy, ktore ogladalam wczesniej, ksiazki, ktore kiedys czytalam, nagle zmieniaja dla mnie swoj przekaz, co innego z nich wynosze. Bardziej rozumiem inne mamy, a przede wszystkim swoja wlasna.
 Teraz, majac doswiadczenie zyciowe, jakie mam i przede wszystkim bedac mama, czuje jak nigdy wczesniej, jak bardzo sie zmienilam. Dlatego nie dziwia mnie juz komentarze, typu "Odkad ma/maja dziecko zupelnie sie zmienili". Tak, ludzie sie zmieniaja, mniej lub bardziej, ale uwazam, ze ktos, kto powaznie podchodzi do rodzicielstwa, powaznie zaczyna tez podchodzic do zycia. I niestety czasami wiaze sie to z utrata przyjaciol, znajomych. Tak to juz jest, ze po prostu tak, jak roznych ludzi potrzebujemy na roznych etapach zycia, tak i oni potrzebuja nas lub nie. I uwierzcie mi, to jest najzupelniej normalne...



4 komentarze:

  1. Wiem o jakim filmie piszesz. Tak jak piszesz - wszystko zależy od tego jak na to spojrzymy, czego doświadczyliśmy i kim dzisiaj jesteśmy.
    Ja czytałam 3 razy książkę A. Sebold "Nostalgia anioła". Pierwszy raz gdy miałam 15 lat, później gdy miałam 20 i byłam ciąży, a ostatni raz gdy miałam 23 i miałam niespełna 3 letniego syna. Za każdym razem wyłam, ale z innego powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez juz sprawdzilam. Tytul polski to "Pol na pol" (ang. "50/50"). Ja planuje na nowo przeczytac Jezycjade Musierowicz, bo teraz na pewno inaczej by mi sie ja czytalo :)

      Usuń
  2. Dokładnie jest tak jak piszesz.
    Doświadczenia, świadomość i mentalność kreują w nas emocje i odruchy. Każdy na swój sposób może do wielu spraw podejść.
    Trzeba być tolerancyjnym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mimo mojego mlodego wieku widze jaka jeszcze 2 lata temu bylam okropna panna z zadartym nosem i wcale niedojrzala. Siostra 12 lat starsza na kazde urodziny zyczy mi :"i jeszcze rozumku, juz go teraz masz duzo wiecej, ale jeszcze duzo Ci brakuje" :) Doskonale Cie rozumiem.Nie znam filmu. Nie znam tez ksiazek ktore podalyscie wyzej. mam nadzieje kiedys przeczytam.

    OdpowiedzUsuń