Ostatnio wsrod blogowej spolecznosci kolejna "wojna". Swiat blogowo-mamowy znowu sie podzielil i po raz kolejny jedna strona probuje przekonac druga do swoich racji. Szkoda tylko, ze poziom niektorych wypowiedzi jest na zenujaco niskim poziomie. Do czego pije? Zaczelo sie juz wczesniej od postow na temat sensu reklam na blogach, ale mna wstrzasnela z lekka reakcja na to, ze mama Bola z bloga Klocek i Kredka, zorganizowala urodziny synka w sali zabaw i zapewnila dzieciom kilka atrakcji.
Po pierwsze, powyzszy blog z zalozenia promuje, lansuje pewne rzeczy, wiec zarzut "lansiarstwa" jest tu co najmniej smieszny. Ktos, komu nie podobaja sie tego typu blogi nie powinien ich wogole czytac i szukac inspiracji gdzie indziej. Ja Klocka i Kredke lubie za dobre pioro i trafne spostrzezenia. Do promocji produktow i generalnie nastawienia na konsumpcjonizm mam mieszane uczucia. Ale o tym w osobnym poscie :).
Po drugie, dziwie sie, ze ktos wogole moglby sie przyczepic do przyjec w sali zabaw. W UK odprawianie urodzin w takich miejscach to zupelna norma, a i w Polsce nie staje sie niczym niezwyklym. Jesli mialabym do zaproszenia na impreze wiecej, niz kilka osob, zdecydowanie wzielabym pod uwage sale zabaw lub restauracje typu np chinese buffet, czy angielski bufet typu "Toby Carvery".
Jesli ktos mieszkal w UK wie dobrze, jak drogie jest tutaj zycie i jedzenie. Tygodniowo rodzina na samo jedzenie wydaje srednio 150 funtow (jesli wie, jak oszczedzac) i nawet tutaj sa to niemale pieniadze. Gdy chcemy zorganizowac przyjecie koszty siegaja 300-500 funtow! Jest to polowa wyplaty miesiecznej (najnizsza wyplata przed podatkiem). I niezaleznie od tego, czy mieszka sie w mieszkaniu, czy w domie z ogrodem, tansza opcja to sala lub restauracja (no chyba, ze ktos zamowi catering do domu, ale to juz kwestia indywidualnych preferencji).
Poza tym ktos ta impreze musi przygotowac i przewaznie sa to mamy. Same. Owszem, sa takie, ktore czuja satysfakcje gdy same upieka tort, czy przyrzadza przyjecie, ale ja doskonale pamietam moja, ktora biegala z jezykiem na wierzchu, zarobiona, spocona, nie miala chwili zeby usiasc, a po imprezie praktycznie sama zostawala ze sprzataniem i nie uslyszala nawet dziekuje za swoja prace. Niestety, my dzieci, uwazalismy to za norme i dopiero dzisiaj moge docenic jej trud.
Nikt nam - mamom - nie da medalu za bycie perfekcyjna, malo kto nas doceni i podziekuje, wiec ja sie ciesze, gdy widze, ze kobiety zaczynaja doceniac same siebie i swoja prace, mierzac sily nad zamiary. To, ze zrezygnujemy z upieczenia tortu, czy przygotowania samodzielnie miliona potraw nie czyni nas gorszymi mamami, kobietami, leniami i mimozami. To w wiekszosci przypadkow logiczne myslenie i chec uczestniczenia w przyjeciu na rowni z reszta gosci, gdy nie musimy bez przerwy kursowac miedzy kuchnia, a salonem, pilnujac i przynoszac kolejne potrawy. Jasne, gdy przyjmujemy kilkoro gosci, pracy i kosztow w domu jest wiele mniej. Dlatego ja zorganizowalam urodzinki Adasia sama (tort kupilam w supermarkecie, nie gotowalam cieplych potraw).
Nie dotarl tez do mnie argument o tym, ze jak kazdy bedzie organizowal urodziny dzieciom "w kulkach" to w koncu dzieciom to spowszednieje. Tylko dziwne, ze chodzimy przeciez do sali zabaw z dziecmi nie tylko na imprezy. Deszczowa pora bywam tam z malym ze dwa razy w tygodniu. Nie spowszednialo mu. Gdy jest piekna pogoda, jestesmy codziennie w parku. Nie spowszednialo mu (to, ze mi wychodzi bokiem to juz inna sprawa ;)). Tak, jak nie spowszednieja mu zapewne imprezy w domach. Ludzie, nie wpadajcie w paranoje! Dla dzieci liczy sie przede wszystkim dobra zabawa i towarzystwo. Niewazne gdzie!
Moda, moda, a kazdy swoj rozum ma. Nie musimy sie sugerowac tym, ze skoro ktos wyprawil urodziny dziecku w restauracji to i ja musze. Sami wiemy na co nas stac, na co mamy sily, czas i pieniadze. Nie musimy przescigac sie w oryginalnych pomyslach na zapewnienie dzieciom dobrej zabawy, bo dzieci i tak zrobia w konsekwencji to, na co beda mialy ochote. Kazda mama chyba doskonale o tym wie, prawda? ;)




No chyba, że ktoś robi to wyłącznie dla lansu.
OdpowiedzUsuńNie piszę o "Klocku i kredce", bo nie zna bloga ani postu, ale są tacy ludzie niestety.
Ja jestem z tych mam, które wolą organizować dziecku urodziny w domu. Poza tym dla mnie to zbyt duży koszt.
Ale jeśli chodzi o Komunię Św. to już pomimo ogromnych kosztów, zdecydowaliśmy się na salę.
Tylko dla mnie impreza w sali zabaw to wlasnie zaden lans, bo i zadna nowosc, ani specjalnie duze koszty (przynjamniej u nas). Gdybym miala wiecej niz 15 osob to zaproszenia, nawet nie bralabym pod uwagi imprezy w domu. No chyba, ze mialabym dom z ogrodem i postawilabym grilla :) Ale nie mam :p
OdpowiedzUsuńDla mnie lans to przyjecia urodzinowe na jakas niebotyczna ilosc osob, zapraszanie ludzi, ktorych sie prawie nie zna lub nie lubi, tylko po to, zeby im zagrac na nosie, czy kupowanie prezentow dla dzieci - gosci (tak, tak u nas to sie zdarza)...
Chyba mnie ominelo, sama chętnie jak Mały podrośnie i będzie nas na to stać, to wyniose się z impreza poza dom. Pierwsze urodziny robiłam sama i wiem ile to pracy kosztuje, ale chciałam spróbować i było fajnie, ale nie musze tego powtarzać co rok ;)
OdpowiedzUsuńO tej "awanturze" nie słyszałam, więc się nie wypowiem, ale mam podobne zdanie jak Ty-jeśli coś komuś nie pasuje na danym blogu, to po co wchodzi, po co czyta? Swego czasu, kiedy sama bloga jeszcze nie pisałam, wojna była zdaje się o promocję karmienia piersią... Tak, gorący to temat do dyskusji, ale wychodzę z założenia, że jeśli coś mnie mierzi, to tego unikam jak ognia :)
OdpowiedzUsuńA co do urodzin w sali zabaw... Nie rozumiem w ogóle o co ta burza i chyba z ciekawości zajrzę, ale mieszkam w Polsce, odkąd moja Starsza Córcia skończyła 2latka, robię Jej urodziny w sali zabaw. Dlaczego? Dla świętego spokoju. Mamy w rodzinie (tej bliskiej) dużo dzieci, i w sali zabaw One się po prostu świetnie bawią, ja mogę usiąść i pogadać z Ich rodzicami, nie muszę wcześniej stać w kuchni 3dni, a potem 2kolejne sprzątać po tej imprezie. Widzę same plusy :)