poniedziałek, 16 września 2013

Ostatni raz...

 Maz uswiadomil mi, ze to ostatni raz, kiedy jestem w ciazy. I uczepilam sie tej mysli, ktora mnie jakos tak...pocieszyla :) Postanowilismy po blizniakach zakonczyc etap prokreacyjny i zamiast budowania rodziny, zajmiemy sie jej rozwojem :) Wiaze sie to stety-niestety z tym, ze nigdy nie bede mama dziewczynki, ale jakos to przeboleje...
 Wlasnie...bol...Uczepilam sie mysli, ze ostatni raz tak cierpie, mecze sie i przechodze to, co przechodza. Uwierzcie mi, ciaza blizniacza jest zupelnie innym od ciazy pojedynczej. Z Adasiem prawie do konca pracowalam w zlobku, chodzilam na dlugie spacery, meczylam sie wlasciwie dopiero pod koniec ciazy. Nie liczac bolu plecow i poczatkowych mdlosci, wspominam ja jako wspanialy czas.
 Teraz...no coz...Moze zaczne od stresow zwiazanych z poczatkowymi krwawieniami, z informacja o blizniakach, o rodzaju mojej ciazy i mozliwosciach komplikacji, dodatkowymi badaniami, zwiazanymi z tym dojazdami, obezwladniajacym zmeczeniem i niskim apetytem. Od kilku tygodni dzieciaki rosna tak intensywnie, ze ciezko mi juz wstac z lozka, przekulac sie z boku na bok, wyjsc na dalszy spacer.
 Okolice miednicy i pachwin od kilku tygodni tak mnie bolaly, ze czesto mialam lzy w oczach. Takze z bezsilnosci. Dopiero w ten weekend bole lekko popuscily (po tym, jak pewnej nocy zlapal mnie taki bol biodra, ze myslalam, ze bede wzywac karetke) i zdalam sobie sprawe jak bardzo cierpialam...
 Byc moze byloby to wszystko dla mnie bardziej znosne, gdyby nie fakt, ze mam w domu malego, potrzebujacego jeszcze duzo uwagi brzdaca. Dla ktorego (poza przedszkolem) najlepiej byloby, zeby wszystko bylo tak jak zwykle, czyli mama, zawsze na zawolanie, czyste, wyprasowane ubrania, codziennie swiezy obiadek, spacer...
 Byc moze sa tacy, ktorzy uwazaja, ze zawsze mozna sobie odpuscic, nie posprzatac, nie gotowac, ale ja do takich nie naleze. Dla mnie bardzo wazne jest to "ciepelko domowe", to poczucie bezpieczenstwa, ktore czuje sie po przejsciu progu mieszkania, zapachy obiadu i wypranych ubran. Nie aspiruje do miana Perfekcyjnej Pani Domu, ale jednak okazuje sie, ze nawet odhaczajac tzw. podstawowa liste codziennych obowiazkow, niewiele zostaje mi czasu na wypoczynek.
 Bede szczera (jak zwykle) i napisze, ze cieszy mnie fakt, ze przynajmniej w dzien, kiedy Adas idzie do przedszkola moge znalezc chwile dla siebie, na bezstroskie zanurzenie sie w przestrzeni wirtualnej np, na to, by tez cieszyc sie choc troche ta ciaza (bo maluchami ciesze sie bezgranicznie), poswiecic jej troche uwagi, posluchac swojego organizmu, dac mu chwile wytchnienia. Ciesze sie, ze moge sobie odpuscic dluzszy spacer, bo wiem, ze zawsze w zlobku jest czas na wyjscie do ogrodu, a mnie nie zjedza wyrzuty sumienia, ze kisze sie caly dzien z dzieckiem w domu.
 Nie zaluje, ze zaszalam w ciaze w tym, a nie innym momencie. Mlodsza juz nie bede, silniejsza ani (zapewne) madrzejsza, a mam gleboko w sercu przeczucie, ze jak urodza sie bliznieta, to poczuje, ze moja rodzina jest juz pelna. Wyzwan jeszcze przede mna wiele. Byc moze niektore z nich bede przezywac kolejny raz, inne pierwszy, ale za to wiele z nich, szczegolnie tych poczatkowych, ciezkich i bolesnych, po raz ostatni. I ta mysla zyje :)

8 komentarzy:

  1. Fajnie, że taki pozytywizm bije od Ciebie. Masz rację, to jest bardzo dobry czas na powiększenie rodziny... ja też myślę o tym coraz częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. my już dwójkę posiadamy i też stwierdziliśmy że norma wykonana jest dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam (i nadal mam) takie same przemyślenia jak byłam w ciąży z Tymkiem.
    Mama samych chłopców ma się dobrze i wcale nie marzy mi się córeczka :)

    Jeszcze trochę i będziecie we czwórkę.
    Może nie będzie łatwiej pod względem fizycznym, ale na pewno będziecie spokojniejsi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz? Mój syn chodzi do przedszkola z blixniakami. Nie wiem jak jest na początku po urodzeniu, na pewno maluchy są absorbujące, ale jak podrosną, to wolna amerykanka. Te które ja znam są genialnie rozbrajające:). Ciąży ci nie zazroszcze, ale tego co bedzie póxniej jak juz podrosną to trochę tak:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ten Twój optymizm miałabym taka ochotę wyskoczyć z Tobą na kawę :)))

    Mojej znajomej ostatnio urodziły się bliźniaki :-)) maja teraz 3 miesiące i wiesz co ? mówi że myślała że będzie gorzej hehehe

    Gdy my zaplanowaliśmy ciąże rok po roku większość osób stukała się w głowę, ze za wcześnie, ze trudno, ze to głupie ... ale wiesz?? my mieliśmy taki plan, udało się i teraz jak patrzę na dzieciaki to wiem, że była to BARDZO DOBRA decyzja :-)) Owszem czasem było ciężko z bliźniakami pewnie jeszcze cieżej ;-) ale wiesz jak fajnie będą się dogadywać ?? taka męska drużyna i TY królowa ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje bóle biodra były pod koniec ciąży tak silne że czasem zdarzyło mi się płakać z bólu. A to przecież było tylko jedno dziecko w brzuszku, więc jedynie mogę sobie wyobrazić Twoje cierpienie. Trzymam kciuki za szczęśliwe zakończenie! I jestem pewna że będziecie w czwóreczkę bardzo szczęśliwi!

    Pozdrawiam
    gabi-mum.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie mam porównania, bo mam za sobą tylko bliźniaczą ciążę. Ale wiem, że nie było lekko. Dobrze pamiętam ból o którym piszesz. Mnie od połowy ciąży mniej więcej bolało spojenie łonowe. Bardzo bolało.
    Ale słuchaj, potem jest tak pięknie! Jak patrzę na moich Chłopaków, jak sobie pomagają zdejmować buty to też mam łzy w oczach, ale wiadomo, że już nie z bólu.

    Też pewnie nie będę już miała córki, ale pewnie tak miało być :)
    Zdrowia, siły i dużo energii

    OdpowiedzUsuń