Myslalam, ze odkad jestem mama, dzien tygodnia nie ma dla mnie wiekszego znaczenia, bo kazdy i tak niewiele rozni sie od drugiego. Nie mam "wolnego" weekendu, wrecz wtedy wlasnie bywam najbardziej zmeczona ze wzgledu na cotygodniowe sprzatanie generalne i zakupy. Teraz jednak okazuje sie, ze i dla mnie poniedzialek to najmniej lubiany dzien tygodnia...
Tak jak w zeszly poniedzialek Adas byl jeszcze zadowolony z pojscia do zlobka, tak od wtorku zaczelismy prawdziwy okres adaptacyjny. Cala droge do zlobka przeplakal, panie musialy go ode mnie odrywac. Podobno plakal jeszcze tylko chwile po moim wyjsciu i pozniej byl ok, ale wiadomo, ze sprawdzic tego nie moge. Cale popoludnie pozniej czesto sie do mnie przytulal, powtarzajac "mamusia, mamusia...", "mamusia juz wrocila"... Doszlo do niego, ze tak jak tata znika i chodzi do pracy (co zreszta nie zawsze mu odpowiada i czasem placze z tego powodu), tak mama, ktora przeciez ZAWSZE byla blisko, zawsze na zawolanie, tez znika, co stalo sie dla niego przelomowym doswiadczeniem.
W srode mial dobry nastroj od rana, bo byl ze mna w domu, spedzilismy super popoludnie w parku, ale gdy przy kapieli zaczelismy z mezem cos wspominac o przedszkolu, zasepil sie, zasmucil i rzucil glosno "nie gadac!"...W czwartek znowu placz, choc juz wszedl sam do sali. Na szczescie popoludniu juz zachwowywal sie jak zwykle, tulil tyle co zwykle i tak nie przezywal.
No i dzisiaj, po kilkudniowej przerwie, Adas jakby zapomnial wlasciwie o zlobku, dlatego spanikowal, gdy zaczelismy sie ubierac. Musialam go zapnac troche na sile w wozku, bardzo plakal cala droge...Nie byl zadowolony, ze znowu go zostawie. Tlumaczylam cierpliwie, ze wroce "po obiadku", ze zawsze wracam i nie zostawie go tam, ze jego przyjaciele tez chodza do przedszkola, ze mijajace nas dzieci tez tam chodza i tak dalej. Na chwile sie uspokajal i pozniej znowu placz, wszedl do budynku juz dobrowolnie, pozegnal sie ze mna, mocno przytulil i plakal jeszcze gdy wychodzilam. Mam obawy, ze adaptacja bedzie u nas dlugim etapem. Szczegolnie w poniedzialki, po weekendzie spedzonym rowniez z tata, po trzech dniach przerwy od zlobka, moze byc ciezko...
Niestety nie mamy blisko rodziny, ktorej moglibysmy podrzucac od czasu do czasu malego, przyzwyczajac do naszej chwilowej nieobecnosci i dlatego jest ona tak ciezko dla niego do zaakceptowania. Szczegolnie rozlaka ze mna...Wiem, ze to naturalne, sama przeciez wspieralam inne dzieci w ich procesie adaptacyjnym, ale czlowiek nie przekona sie, co to tak naprawde znaczy, dopoki sam tego nie doswiadczy...
Troche na fali wydarzen, poplynelismy w sobote "z pradem". Postanowilismy skorzystac z uprzejmosci cioci Adasia i zostawilismy go z nia na sobotni wieczor. Maz mial impreze urodzinowo-integracyjna z pracy w Londynie, na ktora zostali zaproszeni wszyscy, z ktorymi pracuje wraz z partnerkami. Ja, spragniona wyjscia z domu (poki jako tako sie kulam) i wyjscia miedzy ludzi bardzo bylam chetna na ten wypad. Mialam oczywiscie obawy po calym stresujacym dla nas wszystkich tygodniu, ale postanowilismy zaryzykowac i zostawic Adasia w dobrych rekach.
Impreza byla udana, spedzilismy mile kilka godzin i po 23-ciej bylismy w domu. Syn juz smacznie spal oczywiscie, choc podobno do 21 czekal na nas i wygladal przez okno, czy juz wracamy, az w koncu zmeczenie go pokonalo. Nie plakal sporo i wykazal sie duzym zrozumieniem dla nas. Choc zachwowywal sie cala niedziele troche na przekor nam, troche jakby chcial powiedziec "Jak wy mi tak, to ja wam tak...". Obserwujac go w czasie kapieli mialam wrazenie, ze moj syn bardzo dojrzal w trakcie minionego tygodnia...
A na koniec pamiatkowa fota z imprezy, zeby pokazac, ze w ciazy z blizniakiami mozna jeszcze sie pokazac miedzy ludzmi ;) I przetrwac!





Pięknie wyglądasz. Nie wiem jak to jest w ciąży z bliźniakami ale jeśli wygląda się tak jak Ty to śmiało między ludzi:)
OdpowiedzUsuńMożna, można :) Wyglądasz świetnie!
OdpowiedzUsuńJak czytam o tym jak Adaś to przeżywa to przypomina mi się jak Oskar płakał. Jak ja szłam do pracy bez makijażu, który robiłam dopiero w pracy, bo po drodze żlobek-praca wyłam jak bóbr. To jest strasznie ciężki okres, ale na pewno dacie radę i ani się nie obejrzycie, a Adaś będzie wbiegał do sali z dziećmi zapominając dać ci buziaka na do widzenia.
OdpowiedzUsuńTrzymam mocno kciuki :)
A taki sobotni chillout na pewno po takich tygodniowych emocjach Tobie się przydał.