Przez to cale zabkowanio-chorowanie Adasia apetyt pozostawal wiele do zyczenia (delikatnie mowiac). Dwoilam sie i troilam w kuchni, aby dogodzic delikwentowi, ale po pluciu i odruchu wymiotnym, w koncu pokonana siegalam po gotowe dania Hippa. Zjadal pol, ale zawsze cos :/
Na szczescie po skonczeniu antybiotyku synu dostal znowu apetytu, wiec znowu z checia przygotowywalam obiady dla calej naszej trojki. Musze sie pochwalic, ze w tym tygodniu poczulam w koncu, ze moje proby doskonalenia sie w sztuce gotowania w koncu zostaly docenione przez najmlodszego czlonka rodziny :)
W poniedzialek zupa ogorkowa - Adas posmakowal tego przysmaku po raz pierwszy i zjadl cala miseczke. Wieczorem zjadl tacie pol duzego talerza.
We wtorek uparowany losos, por i papryka podane z nudlami (makaron typu nudle z Lidla - polecam! Tylko 4 minuty gotowania ;)), polane rozowym sosem smietanowym (wszystko razem wymieszane). Adas zjadl ze swoim makaronem mini muszelki. Wieczorem zjadl czesc tacie. Nawet z nudlami, ale musialo byc tak nawiniete, aby niteczka nie zwisala. Nauczyl sie nowego wyrazenia "mmmm papa" (czyt. pyszna rybka).
W srode z braku czasu nalesniki z dzemem. Adas zjadl calego duzego z "mmmmm" na ustach. Tacie tez zjadl jednego :)
W czwartek pogardzil ulubionym kotlecikiem, bo okazal sie jednak za twardy na wychodzaca lewa dolna czworke. Ale za to tata podzielil sie pieczona piersia w ziolach (wydawalo mi sie, ze bedzie za bardzo pikantne dla malego. Silly me...). Tata dojadal kanapka ze swiezego chleba, podgryzana takze przez zgadnijcie kogo ;)
No i dzisiaj krupnik z warzywami i kasza jeczmienna perlowa. Zjadl prawie cala swoja miseczke, a przed chwila tata "z checia" oddal prawie caly swoj talerz zupy synkowi oraz kawal domowego z jagodami.
Zadziwia mnie to moje dziecko kazdego dnia coraz bardziej (pewnie sie teraz powtarzam) :). Ciesze sie jak glupia, ze moje dziecko je z nami jak rowny z rownym, a i ja poczulam w koncu, ze moje wysilki nie ida na darmoche. I to mimo, ze od taty "smakuje lepiej" ;) Tylko martwie sie troche, ze po objadaniu taty wieczorami, Adas nie ma ochoty na kaszke na mm. W sumie mu sie nie dziwie, wiec na kolacje zacznie dostawac po prostu mleko. Dodatkowo. Z kubeczka ze slomka :)




z lekką zazdrością czytam, że Twój Adaś tak ładnie wszystko je. My jesteśmy nadal na etapie, że ja mogę się starać i wychodzić z siebie a Chłopaki i tak plują jedzeniem.
OdpowiedzUsuńNa szczęście w tygodniu jest żłobek i wiem, że tam jedzą i to jedzą dobrze.
A w weekedny... zupa ogórkowa na zmianę z pomidorową w różnych kombinacjach. Każdy nowy posiłek to wykrzywianie pyszczków. Trochę mnie to podłamuje.
Ale wracając do temu - zazdroszczę Ci, ale też bardzo się z Tobą cieszę :)
Ale to dopiero od tego tygodnia :) Mam nadzieje, ze mu tak zostanie! A jak chlopaki jedza w zlobku to normalnie, to nie przejmowalabym sie bardzo :)
UsuńOjej, jaki apetyt!
OdpowiedzUsuńJa niestety do kucharek nie należę. Ł. zje wszystko, Maja widziwia :) Jakoś nauczyłam się chodzenia z rodziną na kompromisy... więc nie głodujemy!
No ba, wiadomo, że mama gotuje najlepiej i najsmaczniej na świecie!
OdpowiedzUsuńTeż mu się nie dziwię, że kaszki nie chce na kolację :)
OdpowiedzUsuńJa też Tymkowi daję często po kolacji mleko lub kakao. W szczególności jak zje jej mało.
skąd ja to znam ten ból jak się narobisz a Mały odmawia, dlatego kiedy ttlko zła karta się odwraca to nie ma chyba szcześliwszej mamy pod słońcem :)
OdpowiedzUsuńSuper...oby już tak zostało :-)
OdpowiedzUsuń