wtorek, 16 października 2012

Pozegnanie zludzen

 Juz kiedys pisalam w tym poscie o swoich przebojach z waga. Kompleks owy uwiera mnie kazdego dnia, choc musze przyznac, ze oddzialowanie na moj nastroj ma coraz mniejsze :) Po przejsciach w zyciu niby nie powinnam sie przejmowac czyms tak niestabilnym, ale to silniejsze ode mnie. Moze taka natura kobieca? Niby nie jestem otyla. Dla niektorych 10 kilo nadwagi to pestka, a jednak dla mnie spora roznica w wyobrazeniach o samej sobie. Zawsze wydaje mi sie, ze jestem szczuplejsza, niz na zdjeciach, ktore ktos mi robi, a ktore potem z panika kaze mu je wykasowac ;p
 Wiem, jak to jest byc szczupla i teskno mi do tych czasow. Nigdy nie czulam sie tak pewna siebie jak wtedy. A mimo to wewnatrz mnie walcza ze soba dwa swiaty, ktore nie pozwalaja mi schudnac. Bo musialabym znowu kazdego dnia zmagac sie z uczuciem glodu, ktore nie pozwala mi zapomniec o tym, ze w dziecinstwie czasem chodzilam glodna i wcale nie byl to moj wybor. Wiec to zaglodzone dziecko mowi mi: Zobacz jakie pysznosci! Mmmmm chlebek upieczony, to trzeba sprobowac. Ooo do kawki to koniecznie czekoladke...
 To, ze jem normalnie, czyli takze biala make, ryz czy ziemniaki (bo diete mam bardzo zroznicowana i zbalansowany jadlospis), sprawia, ze nie tyje, ale tez nie chudne. Mam slabosc do slodyczy, ale sa dni, ze obede sie bez i tez jest ok. Ale jednak prawie codziennie musze zjesc banana - ukochany owoc, ktorego brakowalo mi gdy bylam dzieckiem. I doskonale rozumiem kobiety, ktore zmagaja sie z efektem jojo, bo schudnac to pestka, ale nie kazdy jest takim masochista, zeby juz do konca zycia odmawiac sobie prawie wszystkiego, co lubimy. I naprawde silna wola jest tu najmniej wazna. Anorektycy tez maja silna wole, a nikt normalny ich zachowania by nie poparl...
 Dojrzalam wiec do tego czasu, by wyrzucic z dna szafy ubrania odlozone "na jak schudne", przestac kupowac ubrania ciut mniejsze "bo jakbym schudla..." i cwiczyc dla przyjemnosci, a nie "bo musze". Juz od jakiegos czasu pogodzilam sie, ze mam i bede miala size 12 (w Anglii idealny rozmiar!), ale za to figure klepsydry. Przestalam kupowac ubrania bez przymierzania, bo mi sie podobaja. Przymierzam i kupuje takie, ktore sa modne, ponadczasowe i przede wszystkim dobrze na mnie leza, sa wygodne i dobrze w nich wygladam. Juz nie mowie sobie Fajne ciuchy kupie sobie, jak bede szczupla, rownoczesnie wybierajac ciemne worki na kartofle.
 Zadbalam tez bardziej o makijaz, fryzure i postawe. Kompleks uwieral mnie tak, ze mam przez niego sklonnosci do garbienia sie i chodzenia ze spuszczona glowa. Nie chowam sie juz przed otoczeniem, nie chowam sie przed mezem...:) Kilka lat zajela mi walka ze wstydem przed ludzmi, bo "Przecierz byla taka szczupla, a znowu przytyla". Zdaje sobie sprawe, ze przesada jest zla w kazda strone. Nie bede sie obzerac i caly dzien lezec do gory brzuchem. Zreszta przy dziecku to raczej niemozliwe :) Ale w koncu otworzylam sama sobie drzwi, wpuscilam obecna siebie do srodka i powiedzialam Fajnie cie widziec. Dobrze, ze jestes. Taka jaka jestes...

6 komentarzy:

  1. i jeszcze wagę wyrzuć! ja jej nie mam od lat i jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcowe zdanie mówi wszystko za siebie!

    PS. ZOSTAŁAŚ WYRÓŻNIONA U MNIE!

    OdpowiedzUsuń
  3. :-) prawie jakbym czytala o sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najważniejsze to kochać siebie i czuć się ze sobą dobrze.
    Ja też już mam tego dość i mam bardzo podobnie jak ty, nie umiem sobie odmówić pewnych rzeczy, więc stwierdziłam, że warto się przynajmniej poruszać.

    OdpowiedzUsuń
  5. kurcze jakbym o sobie czytała :).
    A wagi nie używałam chyba z 5 lat zanim nie zaszłam w ciążę.

    OdpowiedzUsuń