sobota, 30 czerwca 2012

Pogromca mitow

Gdy jeszcze nie bylam mama mialam czasami bardzo stereotypowe zdania na temat macierzynstwa. Wszystko oczywiscie zmienilo sie, gdy urodzilam Adasia. Wiele mitow upadlo, a na rozne tematy zmienilam swoje zdanie. Po porownaniu opinii publicznych z rzeczywistoscia czesto lapalam sie za glowe i myslalam - Albo to ja jestem nienormalna albo oni. Chcialabym odniesc sie do pewnych powielanych opinii i wyrazic na ten temat swoje zdanie...

 1. Dziecko to spelnienie marzen. - Jak to mowia - Uwazaj o czym marzysz;) Kocham swojego synka i jako osoba, owszem jest spelnieniem moich marzen, ale zycie matki, szczegolnie na poczatku jakos ciezko byloby mi okreslic marzeniem. Czasem konczy sie na depresji i leczeniu na przyklad. Na szczescie coraz wiecej sie na ten temat mowi publicznie, a i ja coraz czesciej potrafie i odprezyc i po prostu cieszyc macierzynstwem:)

2. Bycie mama to sens mojego zycia. - Slyszalam nie raz i jakos mnie to nie przekonuje. Zdaje sobie sprawe, ze decydujac sie na dziecko stajemy sie rodzicem do konca zycia ze wszystkimi konsekwencjami, ale to nawet zle dla dziecka, gdy staje sie ono dla nas jedynym sensem. Ja przyznaje sie do tego, ze mam jeszcze inne plany, marzenia i ambicje poza byciem mama.

3. Jak kto mozliwe, ze matki, ktore przeciez SIEDZA W DOMU, sa zmeczone i nie maja na nic czasu. - Jak ja to slysze to noz w kieszeni mi sie otwiera, choc bije sie w piersi, ze kiedys sama tak uwazalam. Tylko mama zrozumie mame w tym momencie. Szczegolnie, gdy ta nie ma zadnej pomocy z zewnatrz, a i nawet maz nie zrozumie tego dopoki nie zostanie sam z malutkim dzieckiem w domu np na tydzien. Ale mezczyzni zazwyczaj zapomna wtedy, ze samo sie nic nie sprzata i nie gotuje;p
Nie bede pisac dlaczego ten mit tak szybko upadl, bo chyba pisalabym do jutra;) Juz samo przestawienie sie z trybu 12-godzinnego (noc-dzien) na 24 (pobudka co 3 godziny lub czesciej, czuwanie na najwyzszych obrotach i niesutanna uwaga skierowana w strone dziecka) zmienia calkowicie nasze zycie (pozniej to sie zmienia, ale tylko troche:)).

4. Karmienie piersia jest cudowne. - moze w swoim znaczeniu jest cudowne, ale do latwych nie nalezy. To wyzwanie, ktore warto podjac, ale nie za wszelka cene. Bronie kobiet karmiacych piersia, ale tez rozumiem te, ktore zdecydowaly sie na butelke. Mama ma tyle nowych wyzwan przed soba, ze jezeliby mialy miec klopoty ze zdrowiem psychicznym tylko dlatego, ze oczekuje sie od niej wylacznego karmienia piersia, to juz niech lepiej poda dziecku ta butle ze sztucznym mlekiem (ktora i ja podaje od 7 m.z. Adasia i nie narzekam).

5. Nigdy nie bede spala z dzieckiem. - Buahahaha! Tak, tez tak twierdzilam. I z jakim oburzeniem reagowalam na kolezanki, ktore spaly z dzieckiem w jednym lozku! A teraz co? Psinco! Adas wstaje o 3-4 w nocy w lozeczku i pyta wzrokiem - No to juz mnie zabierzcie moze do siebie? Dla mnie cenniejsze jest to, zebysmy wszyscy sie porzadnie wyspali w nocy, a nie terroryzm samodzielnosci. Nie wyobrazam sobie siedziec w srodku nocy kolo lozeczka przez godzine i zameczac siebie i dziecko usypianiem na sile. A w dzien odreagowywac nieprzespane noce:/

6. Moje dziecko nie bedzie ogladalo telewizji. - Kolejny smiech na sali. Moze nie puszczalam bajek dzidziusiowi co tylko lezal i pierdzial, ale teraz puszczam i sie tego nie wstydze. Rano gdy ide sie myc do lazienki kradne ta chwile poprzez wsadzenie malego do krzeselka, wreczenie kromki chleba z maslem i wody oraz puszczenie programu dla dzieci. Czasami wieczorami jak Adas nie wie co ze soba zrobic, a ja juz dostaje do glowy, tez mu zapuszcze. Mam chwile na zlapanie oddechu, odstresowanie sie, uspokojenie i nabranie nowych sil. Nie mam obok nikogo, komu moglabym w takich momentach wreczyc dziecko i powiedziec - Wychodze na 5 minut sie uspokoic, bo zaraz wyjde z siebie i stane obok. Bajkom nie jako metodzie wychowawczej, ale tak jako ostatniej desce ratunku (mniejsze zlo, niz wkurzona mama jak ktos woli).

7. Bede wychodzic z dzieckiem na spacery kazdego dnia i najlepiej na caly dzien. - Oz ja naiwna! Ile razy nie wychodzilam z domu z powodu deszczu i wcale nie bylo mi z tego powodu smutno...;) Nie zabieram dziecka codziennie do parku, czasami tylko na miasto do sklepu, bo juz na nic innego nie starcza mi sil i czasu, a poza tym...takie spacerowanie bez celu akurat dla mnie jest absolutnie nudne i zniechecajace. Moze gdybym miala jakas kolezanke do spacerowania...ale nie mam.
 Poza tym do poludnia to ja sprzatam, gotuje i tak dalej. Maly ma sniadania nr 1 i 2 oraz drzemke, wiec wyrwac sie z domu do 14 moge tylko wtedy jak np mam poranna wizyte w przychodni.

8. Nie bede dziecku podawac sloikow do jedzenia. - Tylko krowa nie zmienia pogladow. Mialam babycooka to gotowalam, zepsul sie po pol roku codziennego uzytkowania (pomysl super, ale material nie wytrzymal proby i popekal:/) to daje kupne gotowe dania. Owoce od poczatku ze sloikow, gotowe kaszki i od 7 miesiaca mleko modyfikowane. Nie mam zamiaru stac codziennie przy garach i gotowac osobno dziecku zupki, obiadki i kasze. Nie, nie z lenistwa. Jak maz kupi mi na 1 rocznice slubu (do wrzesnia ma czas:)) thermomix, zaczne znowu mu gotowac, ale teraz ze wzgledu na zeby 2 nie moge podawac mu normalnego jedzenia (nie dlatego, ze nie chce, ale maly niczego poza papka nie zje na obiad...).

9. Moje zycie nie zmienilo sie tak bardzo. To tak jakby urosla mi trzecia reka (powiedziala Agnieszka Dygant). - Pani Agnieszko, po tym tekscie przestalam Pania lubic...I potem dziwic sie, ze polskie matki maja dosc matek-celebrytek, zarabiajacych na swoich dzieciach (seksi mamy, kocyki pfu!), wypoczetych, bo niania od poczatku do pomocy (albo caly sztab), bo kasa o ktora nie trzeba sie martwic. Zmienia sie zycie oj zmienia, prosze nie mydlic ludziom oczu, bo lepiej, zeby byli na to przygotowani odpowiednio wczesniej, niz pozniej przezywac depresje i zalamania ,,bo to mialo wygladac inaczej''. Dziecko staje sie najwazniejsze, na pierwszym miejscu sa jego potzreby, pozniej nasze i juz do konca zycia nic tego nie zmieni. Amen.


10. Bede sie z moim dzieckiem bawila, wymyslala zabawy edukacyjne i plawila w urokach macierzynstwa. - Czasem sie bawie i wyglupiam z moim dzieckiem. Zamiast zabaw edukacyjnych to najczesciej glupawki, chichry i gonienie na kolanach. Przewaznie to Adas jest inicjatorem, mama sie dostosowuje, biega, goni, pilnuje, zeby nie zrobil sobie krzywdy. Czytam dziecku ksiazki na dobranoc, w dzien to on sobie wybiera z polki ksiazeczki i oglada to, na co akurat ma ochote, albo zrzuca je wszystkie na ziemie. A niech ma radoche;)
Tlumacze dziecku rzeczywistosc, ale nie chce byc dla niego jak szkolny nauczyciel. Tych bedzie w przyszlosci mial innych, a mama ma byc mama. Czasem jestem znudzona, zmeczona i zniechecona rutyna, czasem cos mi tam wpadnie do glowy na urozmaicenie dnia, ale nie siedze wieczorami i nie wymyslam zabaw dla swojego dziecka. Bad mother...


11. Nie bede pisala bloga. - Jak widac kolejna niedotrzymana obietnica;) Po ponad roku czytania blogow, samotnego radzenia sobie z urokami macierzynstwa, cichego podczytywania innych mam i czasem niesmialego komentowania, postanowilam zabrac glos i tym samym uporzadkowac swoje mysli i poglady. Nie wiem jak wy, ale ja w gaszczu codziennych spraw nie skupiam sie tak bardzo na sferze intelektualnej. Mysle raczej na tematy prowizoryczne, jak np co zrobic na obiad;) Natomiast jak pisze...Jak pisze jestem slowem, mysle, rozwazam, emocjonuje sie (!), ukladam siebie i swoje mysli. Mam swoja przestrzen, do ktorej dopuszczam innych, raczej nieznanych, ktorzy patrza na nas przez pryzmat tego co piszemy i juz nie czujemy sie wtedy tacy samotni, choc zachowawczo nie powiadamiamy realnych przyjaciol o swojej dzialalnosci, tak jak nie dajemy im do czytania swoich wierszy z szuflady, czy pamietnika...

12. Dziecko umacnia zwiazek. - Kolejny wyswiechtany frazes. Wedlug mnie oczywiscie, nic tak nie poddaje zwiazku na probe jak pojawienie sie dziecka na swiecie. Owszem dziecko wiaze rodzicow juz na forever and ever, ale nie jest gwarancja, ze beda oni juz do konca zycia razem, szczesliwi jak nigdy. Proza zycia czasem przytlacza i daje sie pozadnie we znaki. W naszym przypadku bylo i jest wlasnie tak, ze to roznie teraz bywa. Maz jest zachwycony tacierzynstwem, ale odczul na sobie moje wahania hormonow, nastroju, zmeczenie. Gdy Adas spal nie mialam sily poswiecac znowu calej swojej uwagi komus innemu, niz ja sama. Dziecko, maz, a na szarym koncu gdzies tam ja? Ciezko to zaakceptowac, gdy wczesniej bylo tylko JA I ON...
 Kocham swojego meza i przyznaje, ze jestem czasem zolza i czasem nie mam sily na czulosci. Bo on przychodzi z pracy jak w skowronkach, choc zmeczony, a ja znowu mialam podly, samotny dzien i jestem na skraju sil. Krytykowalam go o kazda pierdole, bo widzialam jak bardzo on mnie nie rozumie mnie i moich problemow. W koncu pogadalismy jak trzeba i chyba juz juz ok:)
 Pomoglo tez to, ze zaczelam bardziej lubic i akceptowac...siebie:) Stara prawda mowi, ze aby pokochac innych trzeba najpierw pokochac siebie i jest w tym sporo racji. Tylko pogodzona ze soba moge godzic sie z innymi. Im bardziej krytykowalam siebie, tym bardziej bylam krytyczna w stosunku do meza i otoczenia. Ciezki jest do osiagniecia taki stan, ale staram sie. Z tym, ze bywa roznie, ale to wiadomo, prawda?:)

13. Matki nie maja czasu dbac o siebie i nie robia tego, bo teraz liczy sie tylko rodzina. - Przyznaje, gdy urodzil sie Adas nie mialam czasu i ochoty na strojenie sie i szykowanie. Moja sila kobiecosci byly piersi pelne od mleka i macierzynstwo, ktore mnie spotkalo. Ale nie starczylo to na dlugo. Zaczelam sie zle i niewygodnie czuc w swoim ciele i "codziennych" ciuchach. Zaczelo mi brakowac dbania i troski o siebie. Poza tym jak nic doceniam te chwile, kiedy mam czas na male spa w lazience, wyjscie do kosmetyczki czy fryzjera. Jak nigdy moje zakupy sa przemyslane i z powodu braku czasu i mozliwosci beztroskiego shoppingu, mysle najpierw w domu o stylu, ktory chce osiagnac. Sprawdzam na internecie kolekcje ulubionych marek i wybieram co mi pasuje, a pozniej tylko wpadam do sklepu i wypadam, gdy uda mi sie dostac upragniona rzecz. Kompulsywne zakupy juz raczej mnie nie dotycza, a i nawet do supermarketu chodze z lista. Czasem dam sie skusic mezowi A kup sobie cos ladnego i dobrze mi z tym:p

14. No i moglabym tak mnozyc bez konca...;)
Ostatnio przeczytany artykul w Twoim Stylu o zyciu matek A gdzie w tym wszystkim jestem ja? (Twoj Styl, nr 7/2012, str. 60), ktory zaledwie musnal tematu macierzynstwa bez lukru. Utozsamiam sie troche z obiema bohaterkami artykulu, szczegolnie z Agnieszka, a cytat "Co trzecia matka poswieca wolny czas na drzemke. Jednak wiekszosc zamiast zajac sie swoimi sprawami, woli sprzatac i gotowac" doskonale podsumowuje caly artykul.

 W macierzynstwie bez lukru wcale nie chodzi o marudzenie i narzekanie. Tu chodzi o pokazanie prawdy ze wszystkimi odcieniami macierzynstwa. Wiem, ze sa matki, ktore walcza o pozytywny image i Good for them, ale w jaki sposob mamy inaczej walczyc ze stereotypami? Jak inaczej walczyc o szacunek, swoje JA i zmiany w prawie, ktore pozwola nam nie tylko cieszyc sie beztrosko macierzynstwem, ale takze umozliwia powrot do pracy?
 Gdyby ktos sie zapytal, czy po tych wszystkich doswiadczeniach zdecydowalabym sie na dziecko, to odpowiedzialabym: Zaluje tylko jednego - ze zdecydowalam sie tak pozno i na pewno nie bedziemy mieli tylko Adasia! I pisze to szczerze, bo posiadanie dziecka daje tak wiele cudownych chwil i wzruszen jak nic innego na swiecie...

5 komentarzy:

  1. Rewelacyjnie napisane :) Wkurza mnie stereotyp, że to matka siedzi z dzieckiem a tatuś zarabia pieniądze i nic więcej go nie obchodzi. Walczę o więź córki z tatą bo ja tej nie miałam i cieszę się, że są ze sobą związani. Pracowaliśmy nad tym jak byłam w ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie sie Ciebie czyta, zostaje na dłużej:))
    wróce z przyjemnoościa poczytać wiecej postów:)))
    Pozdrawiam Bee

    OdpowiedzUsuń
  3. Normalnie uwielbiam Cie za ten post!

    OdpowiedzUsuń
  4. normalnie AMEN. Mam takie same odczucia łącznie z tym że żałuję że Adaś pojawił się tak późno.
    A celebrytki-matki to tak mi działają na nerwy jak nie wiem co...

    OdpowiedzUsuń
  5. niezależnie od CIebie napisałam podobny post: % kobiety w matce :)

    OdpowiedzUsuń