Caly moj swiat ma na imie Adas i przyszedl na ten swiat dokladnie 10 maja 2011 roku o godzinie 14.35 w jednym z angielskich szpitali. Porod wspominam jako jedno z najgorszych doswiadczen w moim zyciu...Zaczelo sie od tego, ze przez wzglad na moje problemy z nerkami, lekarka zdecydowala, ze ciaza bedzie trwala do wyznaczonego terminu, wiec 9 maja musialam zglosic sie do szpitala w celu wywolania ciazy. Podano mi dopochwowo specjalny pasek ze srodkiem przyspieszajacym porod. Tak sobie przelezalam caly dzien i nic, pozniej podlaczyli mnie do ktg i w nocy zaczely mi sie bole. Przekrzykiwalysmy sie na zmiane z sasiadkami, ktore byly w podobnej sytuacji.
Wydawalo mi sie, ze mam spora wytrzymalosc na bol, szczegolnie, ze mialam w zyciu kilka operacji i bolesnych zabiegow. Ale wiedzialam rowniez od poczatku, ze chce znieczulenie. I wolalam o nie od poczatku. Maz mogl przyjsc na oddzial dopiero ok 7-8 rano, a ja od polnocy cierpialam sama. Pigula dala mi jakies tabletki, ale nie pomogly nawet w 1%. Dotrwalam jakos do 6-tej i wyblagalam ciepla kapiel. Gdy pielegniarka pomogla mi wstac odeszly mi wody. No i nici z kapieli:/
Jak tylko zobaczylam jakas pielegniarke wolalam - ja chce epidural! Chyba mialy mnie juz dosc... Przyjechal maz i nagle znalazl sie gaz rozweselajacy. Guzik to dawalo, ale mialam co gryzc z bolu. W koncu zawiezli mnie do sali porodowej i na szczescie dostalam dobra polozna. Chcesz znieczulenie - Ok. Tylko jak to bywa chyba wszedzie na swiecie, nie mogli znalezc wolnego anestazjologa:/ Ja bylam tak wykonczona, ze nie moglam otworzyc oczu, a glosy dochodzily do mnie jak zza swiatow.
W koncu dzgneli mnie jak mialam ok 6 cm rozwarcia. Za kilkanascie minut poczulam tak, jakbym sie obudzila ze zlego snu. Otworzylam oczy i moglam normalnie kontaktowac. Choc nadal czulam skurcze, bylo to juz do zniesienia. Gdy bylam gotowa do parcia, polozna powiedziala - ok mamy co najwyzej 45 minut na rodzenie. No dobra, damy rade. Jednak po ok 15 minutach malemu zaczelo spadac tetno przy parciach. Gdy uslyszelismy dlugi dzwiek piiiiiiiiik myslalam, ze dostane zawalu. Polozna nacisnela guzik na scianie i w kilkanascie sekund do sali wpadlo kilku zamaskowanych lekarzy i pielegniarek.
Lekarka poinformowala mnie, ze mnie natnie, a malego wyciagnie kleszczami. Mialam juz na szczescie znieczulenie, wiec cala akcja trwala bardzo szybko. W koncu wspolnymi silami (moje parcia i kleszcze) udalo sie i moj synek wydostal sie na ten swiat. Spelnil sie jeden z moich najgorszych snow - Adas mial owinieta wokol szyji pepowine. Oplatala go tez na klatce piersiowej.
Maly byl sinawy i nie plakal, pielegniarka wziela go do szybkiego czyszczenia, a my z zapartym tchem czekalismy na jakis dzwiek. Gdy Adas zaczal plakac rozplakalismy sie z Markiem z ulga i radoscia. Dali mi moje dzieciatko na piersi, a ja myslalam - Wow! Jaki on ciezki. Oraz - jakos inaczej go sobie wyobrazalam. Dla mnie oczywiscie byl sliczny mimo opuchniecia na glowce i czerwonych pregow na bokach twarzy.
Okazalo sie, ze mam rozdarcie 4 stopnia, wiec dlugo nie nacieszylam sie synkiem. Podali go Markowi, a mnie zawiezli na sale operacyjna gdzie zszywali 1,5 godziny. Myslalam tylko o tym, zeby spac. Serio, wazne, ze maly byl zdrowy, a reszta nie miala dla mnie znaczenia.
W sali pooperacyjnej Adas byl cichutko i nie tylko spal. Ale najedlismy sie strachu gdy zaczal wymiotowac wodami plodowymi. Wymiotowal nimi w sumie ze dwa dni. Moze dlatego teraz ma uraz do basenu i plywania?
Lezalam po operacji w lozku i czulam sie strasznie slaba. Adas lezal caly czas przy moim lozku i tak pozostalo do konca pobytu w szpitalu. Opiekowal sie nim maz i pielegniarki. Na drugi dzien po porodzie wstalam i w asyscie mamy poszlam wziac prysznic. Niestety w lazience prawie zemdlalam. Mama pobiegla po polozna, a ona na to, ze co ja robie, przeciez stracilam litr krwi! No tego nikt mi nie powiedzial wczesniej. Gdy odwozili mnie na wozku do sali zemdlalam juz naprawde pierwszy raz w zyciu...
Zaczeli sie zastanawiac czy nie podac mi krwi. Wyniki mialam na pograniczu, ale chociaz jeden lekarz chcial mi podac 2 jednostki zapobiegawczo, to drugi powiedzial, ze nie ma takiej potrzeby.
Na trzeci dzien juz bylo ze mna tak zle, ze musieli mi podac juz nie 2 a 4 jednostki krwi. W tym miejscu chcialabym podziekowac wszystkim , ktorzy sa dawcami. Ja nie mam takiej odwagi, by oddawac, ale wam zawsze bede za to wdzieczna...
Na czwarty dzien juz czulam sie na tyle dobrze, ze moglam wrocic z Adasiem do domu.
A jesli chodzi o opieke i polozne w angielkim szpitalu, to jest to porownywalne chyba z Polska. Jest niestety malo poloznych i ciezko bylo sie o jakas doprosic:/ Sala wieloosobowa i dzieci w nocy przekrzykiwaly sie nawzajem, co w pewnym momencie nawet mnie rozsmieszylo (nie spalam wtedy 3 dni). Poza tym goraco strasznie! Tylko na jedzenie nie narzekalam:)
Wnioski? Nastepnym razem tylko cesarka (chyba, ze zmienie kiedys zdanie;)). Maz jest absolutnie niezbedny przy porodzie, a szczegolnie po. Wszystko, absolutnie wszystko moze sie zdarzyc.




Moje dziecko samo wybrało sobie dzień narodzin, chociaż też miałam mieć wywoływany poród. Ale Adaś postanowił że pojawi się na świecie w dniu terminu z OM :). Też dostałam znieczulenie, które chciałam dostać, a wcześniej się męczyłam z kroplówką z oxy. Ale mimo wszystko dobrze wspominam ten dzień i ogólnie poród.
OdpowiedzUsuńOmdlenie też było - na całe szczęście nie ja a położna-praktykantka :-). Zemdlała jak podawali mi znieczulenie :))
Ja sie dziwie, ze moj maz nie zemdal ;p
Usuńooo 4 tego stopnia!!!!!!!!! :-O ja mialam 3ciego. epiduralu nie moglam/moge bo mam malo plytek krwi i podatnosc na krwawienia wiec bali sie ze im sie wykrwawie na smierc i od poczatku bylam dogladana. na polozne angielskie nie narzekam, ale fakt spanie z trzema innymi dziudziusiami i ich matkami w tym samym pokoju to koszmar: w ciagu 4 dni pobytu w szpitalu spalam moze w sumie z 12 godzin???
OdpowiedzUsuńa od gas & aira i morfiny (bo dostalam morfiny) zygalam. koszmar.
a mialas pozniej fizjoterapie? ja mialam:) na poczatku sie z tego nabijalam, ale wiesz co? pomoglo:)
Usuńfizjoterapie dopiero zaczynam. ale jestem pod wrazeniem opieki medycznej w UK. watpie zeby dziewczynowm w PL bylo lepiej niz nam tutaj..
OdpowiedzUsuńrodzenie w UK to horror jak dla mnie, dobrze ze sie wszstko skonczylo pomyslnie dla was, moj porod byl rownie masakryczny jak twoj:(
OdpowiedzUsuńnajwazniejsze ze dzieciaczki sa zdrowe:*
Byłam bardzo ciekawa Twojego porodu w UK. Fajnie, że go opisałaś :) Powiem Ci, że jestem strasznie zaskoczona. Zawsze mi się wydawało, że "tam mają lepiej". Jak widać, cudze chwalicie, swego nie znacie...
OdpowiedzUsuńTrochę się nacierpiałaś. Ale dobrze że synuś zdrowy.
OdpowiedzUsuńJa chciałabym oddawać krew ale nie mogę. Kiedyś chciałam ale miałam mało płytek krwi. Szkoda, bo bym komuś pomogła.
Pozdrawiam
czekamynacud.blog.pl