Tygryski skonczyly wczoraj 10 miesiecy! Juz za dwa miesiace skoncza rok, a ja nie moge w to uwierzyc. Ze jak?!Juz?! Moje malenstwa juz nie beda takimi malenstwami, juz bunt sie zacznie zblizac...
W piatek maluchy mialy kontrole z health visitor. Alex wazy 7,950g, a Max 8,150g, mierza po 74,5cm. Rozwijaja sie prawie rowno. Obaj rowno dostali skierowanie do fizjoterapeuty i dietetyka. Obaj nie siedza samodzielnie, obaj reaguja wysypka i biegunka na krowie mleko, wysypka i zaparciami na gluten, a Max dodatkowo wysypka na biale ziemniaki.
Gdyby mnie to spotkalo przy pierwszym dziecku, pewnie bym bardziej panikowala i rozpaczala, ale...Widze, ze moi chlopcy sa szczesliwi, weseli, ze moze nie siedza, ale czolgaja sie na brzuszku gdzie chca, bawia sie pieknie razem i osobno, no i generalnie ida wedlug linii na siatce centylowej. Staram sie oczywiscie modyfikowac diete, zachecac do siadania, ale od zawsze bylam za tym, zeby (jesli nie ma medycznych wskazan i po wykluczeniu zaburzen) dac dziecku czas na rozwoj w swoim tempie.
Moj przepis na macierzynstwo? Robic bez marudzenia to co musze robic (im bardziej marudze, tym bardziej mi sie nie chce), a nawet zrobic o ten przyslowiowy kilometr wiecej. Kosztuje mnie to wiele, ale dzieki temu mam wieksza satysfakcje z zycia. Mam zadbane i szczesliwe dzieci, czysty (nie mylic ze sterylnoscia) i ogariety dom, cieply obiad i udane malzenstwo. Jasne, zdarzaja sie lepsze i gorsze dni, ale generalny bilans wychodzi na plus.
Nie mam moze parcia, zeby moje dzieci byly modnie ubrane, zeby mialy dizajnerskie, minimalistyczne pokoje i rzeczy, zeby jadly eko i nie ogladaly telewizji. Maja wokol siebie wiele kolorow, zabawek, Adas swoja ulubiona porcje zelkow i kinder czekoladke, Tomka i przyjaciol, codzienny spacer i zdrowy obiadek.
Ale przede wszystkim maja nas - i mysle, a nawet jestem pewna, ze mogli trafic gorzej. Mysle, ze choc przeciez nie wybralismy sobie dzieci (naszym wyborem bylo to, ze sie pojawili oczywiscie), to byc moze one wybraly sobie nas. Nie lepszych, nie bardziej idealnych, nie madrzejszych i ze to nie przypadek, ze to my jestesmy ich rodzicami. Moze nasze dzieci wierza w nas bardziej, niz my w siebie...




Oj z tym gonieniem dzieci w rozwoju na silę to wręcz szkoda słów. Denerwują mnie te matki wokół mówiące: A wiesz, że mój umie już to, to i to? No co Ty? Twój jeszcze nie? Przyjdzie czas i na mojego synka, wszystko w swoim czasie. Więc w pełni popieram.
OdpowiedzUsuńPodziwiam, że jesteś w stanie poradzić sobie z codziennymi obowiązkami z dwójką brzdąców. Mi z jednym jest nieraz ciężko i zbieram jakieś zaległości.
Z pewnością dla Waszych dzieci jesteście NAJLEPSI!
Pozdrawiam