Adas, jak wiele innych dzieci na swiecie, zaczyna od poniedzialku przedszkolna przygode. Nie jest wprawdzie debiutantem, bo do przedszkola zaczal chodzic rok temu, ale mial dosc dluga przerwe, zaczyna w nowym miejscu i w nowym wymiarze czasu. Bedzie chodzil w poniedzialki, wtorki i piatki od godziny 9.30 do 15.30.
Zapisujac go do tej akurat placowki nie spodziewalam sie, ze trafie na najlepsza w okolicy. Praca z dziecmi w mysl Marii Montessori, porzadne zajecia edukacyjne, dobre jedzenie i mila atmosfera. Wiele poznanych tutaj mam mi go polecalo i choc nie jest najtansze (nawet z czesciowa doplata), to juz czuje, ze Adas bedzie sie tam czul dobrze.
Kilka minut od nas znajduje sie tez bardzo dobra szkola, gdzie zapisze starszaka. W koncu to juz za rok. Tak, tak juz za rok Adas rozpocznie edukacje na wyzszym poziomie i w pelnym zakresie godzin. Oczywiscie ten fakt sklania mnie do rozmyslan o tym moim pierworodnym.
Wiem, ze po urodzeniu blizniakow popelnilam wiele bledow wychowawczych. Odrzucenie Adasia przez jakis czas, niezauwazanie jego potrzeb, zbyt mala cierpliwosc w stosunku do niego. Bije sie w piers i wiem juz w czym tkwil glowny problem. Gdy maluchy przyszly na swiat cos mi sie w glowce poprzestawialo i moja swiadomosc splatala mi figla. Bo zaczelo mi sie wydawac, ze Adas to juz samodzielny chlopiec, ktory powinien juz wszystko wiedziec, umiec i rozumiec.
No i wkurzalam sie i denerwowalam, gdy jego zachowanie swiadczylo o czyms innym. To doprowadzilo do wielu nieprzyjemnych sytuacji, za ktore sobie teraz pluje w twarz, bo przeciez moglam tego uniknac.
Wystarczylo, zebym miala w pamieci, ze Adas TO JESZCZE DZIECKO. Zaledwie 3 letnie, ktore dopiero uczy sie zycia. Dziecko, ktoremu trzeba tlumaczyc codziennie swiat. Ktorym sie nadal trzeba opiekowac i odgadywac jego potrzeby. To, ze stal sie nagle starszym bratem nie oznacza, ze nagle cudownie dorosl i zmadrzal, choc w pierwszych chwilach po powrocie do domu z malutkim dzieckiem tak mozna sie czuc.
Teraz to wiem, dobrze, ze jakis czas temu oprzytomnialam i zaczelam zauwazac swoje zachowanie wzgledem niego i je zmieniac. Mysle, ze rodzice, ktorzy maja wiecej niz jedno dziecko, zrozumieja mnie, bo przeciez staralam sie mu poswiecac duzo uwagi i wciaz cos bylo nie tak. A bylo nie tak, bo po prostu za duzo od niego wymagalam. Zamiast pozwolic mu byc po prostu dzieckiem...





Dzięki Ci za ten wpis. Przede mną wyzwanie, mam nadzieję, że uda mi się uniknąć Twoich błędów, choć pewnie sama popełnię masę własnych...To nieuniknione. Fajnie, że potrafisz o tym pisać!
OdpowiedzUsuńRozumiem. Bo też w pewnym momencie zaczęłam łapać się na tym, że czasami wymagam nie wiadomo czego, że przecież to nadal DZIECKO.
OdpowiedzUsuń