Chcialam napisac posta o tym, co polubilam, pokochalam w Anglii, ale wyszedlby mi post na godzine czytania, wiec skupie sie na stronie kulinarnej :) Bo przed przeprowadzka tutaj slyszalam wiele mitow na temat angielskiego jedzenia, ktore przestraszyly mnie na tyle, ze dlugi, dlugi czas zakupy robilam glownie w polskim sklepie :)
Bo przeciez polskie jedzenie takie smaczne, zdrowe, pyszne i tanie... STOP!!! Po kilku latach zycia tutaj moja opinia zmienila sie diametralnie. Okazalo sie, ze polskie produkty sa smaczne, ale tez mega slodkie/slone/pelne konserwantow/tluste itd. Bardzo czesto zdarzaja sie produkty przeterminowane i zepsute, szczegolnie miesa i wedliny, ktore sa przewozone z Polski. Bardziej polecam te sklepy, ktore maja produkty z masarnii w Anglii, ale robione "na polski smak".
Poza tym produkty w polskich sklepach w UK maja cene nawet kilkakrotnie wieksza nic w Polsce i sa drogie nawet jak na warunki angielskie. Dlatego nie dajcie sie oszukac, bo w angielskich supermarketach (lub marketach np wzdluz high street) znajdziecie produkty zdrowsze, z mniejsza iloscia konserwantow, organiczne i naprawde smaczne, za przystepna cene.
W polskich sklepach warto kupic twarog, maslanki, zsiadle mleka, kiszonki, czyli produkty typowo polskie, szczegolnie lokalne, np przywiezione z "waszej" polskiej wsi (uwaga na date waznosci oczywiscie). Cala reszte mozna sobie darowac i robic zakupy w supermarketach takich jak Aldi, Lidl, Iceland czy Asda (najtansze) oraz drozsze Tesco, Sainsburys, Co-operative, Morrisson. Chyba, ze kogos stac na Marksa i Sparksa ;)
Mi baaardzo dlugo zajelo przekonywanie sie do angielskich smakow. Bo sol nie slona, a cukier nie slodki. Ale okazalo sie, ze wcale nietrudno solic i slodzic mniej, a po czasie warzywa i owoce juz nie wydaja sie bez smaku. Trzeba sobie uswiadomic, ze w UK jest inny klimat, ktory ma wplyw na smak warzyw i owocow, ale przy uzyciu odpowienich przypraw (nie soli!) tez sie wydobedzie odpowiedni smak.
Pieczywo lubie wszelakie. Anglicy najczesciej jedza chleb tostowy np typu Kingsmill, a swieze pieczywo, to najczesciej te drozdzowe, smakiem zblizone do bulki maslanej, czy bagietki. Nie jest niedobre, jest inne, ale trzeba by bylo zjesc caly bochenek chleba, zeby sie najesc :p Po latach juz wiem, gdzie i jakie kupowac pieczywo (np w Lidlu chleb zytni jest lepszy wedlug mnie, niz w PL), choc bardzo czesto kupuje tez polski chleb pieczony w Londynie (mozna znalezc go ofc w pl sklepach, ale tez w niektorych duzych supermarketach).
Bylam wielka fanka polskich slodyczy. Teraz angielski sernik (cheesecake), paczki, czy czekoladowy pudding czesto gosci na moim stole :) Moge zyc bez czekoladowych, ale nie bez zelkow Rowntrees Randoms :)
Angielskie sniadanie to rarytas, ktory lubimy czasem sobie zaserwowac we wlasnej wersji, czyli baked beans, jajecznica (lub jajka sadzone), podsmazone kielbaski i bekon, tosty z maslem...To energia doslownie na caly dzien! Ja po takim sniadaniu przewaznie jem dopiero kolacje ;)
Juz nie zaskakuja w codziennym menu krewetki, sasuage rolls, piwo Guinness, kanapki z przeroznymi fillingami, tosty z dzemem, czy ze wspomniana fasolka. Jedzenie na wynos z calego swiata - Idie, Chiny, Tajlandia - mniam :) A czasem mamy tez ochote na sunday roast, najlepsze w Toby Carvery, skad nikt nie wyjdzie glodny :) Oczywiscie nie mozna zapominac o dobrej jakosci rybie z frytkami, czyli slawnym na caly swiat daniu fish&chips :) I ja juz nawet smakowalam te z octem :p
W Anglii fascynuje mnie wiele rzeczy i nie sadzilam, ze to powiem, ale warto tez odkrywac ja kulinarnie i korzystac z jej multikulturowego oblicza. Zwiedzajac rozne okolice (nie tylko Londyn!) mozna natrafic na malutkie, rodzinne restauracyjki, gdzie dostaniemy swieze, lokalne jedzenie na naprawde wysokim poziomie. Enjoy your food! :)




Mnie od początku zasmakowały angielskie "wypieki" - najbardziej lubię cheesecake i te kruche, maślane, słodko-słone ciasteczka... pycha! Staram się nie kupować w polskim sklepie bo ceny tak jak piszesz powalają i produkty często są po terminie. Zawsze kupuję czerwoną herbatę bo w marketach nigdzie jej nie spotkałam. No i uważam, że w restauracjach czy barach jedzenie jest zawsze świeże... nigdy jeszcze nie trafiłam na jakieś nieświeże jedzenie, a w Polsce niestety to zdarzało mi się często.
OdpowiedzUsuńA jeszcze dla ciekawostki powiem, dowiedziałam się, że tutejsza mąka jest ciemniejsza od polskiej, ale i zdrowsza. Polska mąka jest sztucznie wybielana.W UK jest ten zabieg zabroniony.
Ja mialam okres, ze non stop jadlam ciastka Digestive. Na szczescie mi przeszlo :) Czerwona herbate tez kupuje w polskim sklepie, choc czasem zamieniam na rzecz ogolniedostepnego roiboosa.
UsuńCo do jedzenia na wynos to metoda prob i bledow znalezlismy ulubione miejsca. Bylam za to kilka razy w polskich restauracjach w Londynie (glupota straszna, ale coz...) i na kazdej sie zawiodlam :p
O mace juz gdzies czytalam (chyba na moich wypiekach), ale przyznam szczerze, ze jak chce, zeby ciasto bylo bardziej puszyste, to kupuje polska...Pozdrawiam :)
Uwielbiamy angielskie sniadania! Bardzo czesto serwujemy je sobie w niedzielne poranki i musze sie z Toba zgodzic- takie sniadanka potrafia trzymac caly dzien!
OdpowiedzUsuńPrzeterminowane produkty z polskiego sklepu mi sie jeszcze nie zdarzyly, ale moze dlatego ze nie robie tam zbyt czesto zakupow. Zajezdzam raz na miesiac aby kupic produkty, ktorych nie moge dostac na pl regalach w makretach (kawa inka, melisa, maka ziemniaczana, kluski parowane itp). Zdarzalo mi wczesniej kupowac tez wedliny, ale kilka razy mialam podejrzane opakowania (moze date zmywali i przyklejali swoja?) i teraz ograniczam sie do kabanosow i wedzonego boczku ;)
Pamietam jak przyjechalam tutaj 9 lat temu i zrozumiec nie moglam jak mozna frytki octem polewac, jak mozna angielksie kielbaski nazywac kielbaskami, jak mozna tosta polewac fasolka czy jadac codziennie lunche w greggsie.... Otoz mozna! Z kazdym kolejnym rokiem spedzonym w uk, przekonywalam sie do wszystkich tych "dziwacznych" kulinarnych fantazji. Do jednego jednak nadal nie moge sie przekonac- herbata z mlekiem- bryyyy.... nie znosze mleka! No i chleba tostowego codziennie nie przezyje! Raz na tydzien/dwa ok, ale na czestsze tosty nie mam ochoty. Przed przeprowadzka chleb kupowalismy w kafejce w parku, gdzie rowniez piekli pieczywo. Cene mial dosc wysoka (£3), ale takiego chleba to ja nawet w pl nie jadlam- niebo w gebie :) Teraz zwykle kupujemy w lidlu.
O roznorodnosc kuchni, jakie oferuje Anglia nie bede pisala.... bo obslinie kompa ;)
A ja wraz z mezem bardzo czesto pijemy herbate z mlekiem! :) Zapomnialam o tym wspomniec hehe. Po pierwszym porodzie podawali ja w szpitalu i tak sie przyzwyczailam, ze nawet polubilam :D Choc generalnie wole czarna earl grey z cukrem na co dzien. English Breakfest wole wlasnie z mlekiem ;) Czarna kawe rozpuszczalna tez pije z mlekiem.
UsuńPieczywo w Lidlu chyba najbardziej jest zblizone smakiem do polskiego (niestety mamy do Lidla dosc daleko), choc smakuje mi tez np sourdough boule ze swieza chrupiaca skorka z Sainsburys, pieczywo w Marksie i Spencerze, ale czasem mam tez ochote np na typowo angielski tiger bread :)
Roznorodnosc kuchni w Anglii jest olbrzymia, bo w koncu przyjezdzaja tu ludzie z calego swiata, wiec nie trzeba po nim podrozowac, zeby posmakowac potraw, ktore moglibysmy znalezc w Indiach, Afryce, Jamajce itd. To niewatpliwie duzy plus mieszkania w UK :)
Też tak na początku miałam...nawet zwykła herbata z cytryną mi nie smakowała ;) Jednak kiedy tylko jest okazja kupuję w polskim sklepie "nasze" ;) pączki i drożdżówki. I parę innych produktów, które bardziej wywołują sentyment niż są niezbędne do przeżycia ;)
OdpowiedzUsuń