Jako mama blizniat (i nie tylko) wiem doskonale jak macierzynstwo potrafi dac w kosc. Mroczki przed oczami ze zmeczenia, pot splywajacy z czola, mdlejace nogi i rece. I tak codziennie od pol roku, bez zadnego dnia (i nocy) przerwy...
Po karmieniu piersia odpornosc spadla mi prawie do zera, z infekcji drog moczowych jeszcze wychodze (w piatek przestalam brac kolejny antybiotyk). A nie potrafilam wyjsc, bo im wiecej pilam, tym wiecej mialam mleka w piersiach, zamiast wydalac z moczem infekcje (pardon za bezposredniosc).
Spanie po 4-5 godzin na dobe, to moja srednia. Nie wpominam juz nawet o zniszczonym po porodzie ciele, ktorym nie ma czasu sie zajac, bo przechodzac na diete nie mialabym sil na codzienne funkcjonowanie, a cwiczenia wykonczylyby mnie juz do konca i nie widzialabym w tym nic budujacego (no chyba, ze po przeprowadzce znajde taneczne zajecia, ale to w ramach odstresowania :)).
Natomiast psychicznie...ufff tu mozna pisac i pisac. Bo ty od rana juz zmeczona, a dzieci jak skowronki wstaja o 6 (chociaz karmilas ich miedzy 4, a 5), bo za chwile trzeba starszaka zaprowadzic do przedszkola, a zeby sie zebrac potrzeba czasu, a w planach juz kolejne domowe obowiazki. I tak bardzo chcialabys usiasc na chwile, zlapac oddech, napic sie cieplej (!) kawy, znalezc chwile dla siebie, ale akurat jeden maluch zrobil kupe, drugi chce spac, a juz za chwile znowu trzeba sie wybrac po trzeciego.
I jestes sama. Od godziny 7 rano do 18 zupelnie sama z trojka dzieci, ze wszystkimi obowiazkami, biegunkami, katarami, histeriami, lekarzami, spacerami, wogole wyjsciami z domu, a ty akurat chora, z bolu sie zwijasz i mdlejesz, bo kolka nerkowa cie zlapala, lamie cie goraczka, ale przeciez nie masz chorobowego, a maz nie moze wziac wolnego, bo jest samozatrudniony i nie zaplaca mu dniowki, a jak nie zaplaca to idziesz z dziecmi chyba pod most.
I uswiadamiasz sobie, ze przy pierwszym dziecku myslalas, ze juz gorzej byc nie moze, a tu los splatal Ci figla, bo dostalas jedno dziecko wiecej w bonusie, choc planowalas rodzine typu 2+2 i wiesz, ze bedzie jeszcze gorzej, wiesz jak to bylo pozniej ze starszakiem. I wlasnie najgorsze, ze MASZ SWIADOMOSC tego, co cie czeka i juz na sama mysl cie mrozi.
I juz masz pewnosc, ze poza byciem niania w godzinach szkoly dzieci, to nie masz co marzyc o normalnej pracy, chyba ze cie bedzie stac na opiekunke i gosposie (ha.ha.ha.) i juz czujesz, ze jestes blisko...Ze juz wiesz...Ze poznalas juz tak doglebnie...Czym jest macierzynstwo. I wcale dzieki temu nie poczulam sie bardziej oswiecona. Nie poczulam sie tez ani lepiej, ani tak naprawde gorzej.
Bo tajemnica zwana macierzynstwem brzmi mniej wiecej jakos tak - przyjmuj je takim, jakim jest. Ze wszystkimi plusami i minusami. Nie oczekuj za wiele, ale tez nie mysl, ze to dozywotnie wiezenie. Ucieczke mozesz znalezc jedynie w sobie. Jedyne do czego mozesz dazyc, to spokoj ducha. Bo to nie wyscig, bo nie zdobedziesz wielu laurow, nie dorobisz kupy pieniedzy, nie zdobedziesz sukcesow. Twoje dzieci maja swoja droge, swoja historie, dlatego mozesz je wspierac, ale nie sa marionetkami w twoich rekach, nie zbudujesz ich sobie, jak z klockow LEGO. Najwazniejsze co mozesz im dac to swoja milosc, ale przeciez dajesz im to, co masz - z calym dobrodziejstwem inwentarza. I tym dobrym i zlym. Zaakceptuj to. Zaakceptuj, akceptuj, zaakceptowac - te slowa beda ci codziennie towarzyszyc, ale to nie sa zle slowa. Wiec zaakceptuj swoje macierzystwo. Takim, jakie jest...
Ps. Wiem, polecialam Paulem Koeliem, ale naszlo mnie wiele mysli po przeczytaniu tego posta i komentarza pod nim (na co dzien tez mam mysli, ale nie o tym akurat :p). Bo po pierwsze, nie ogarniam tego, jak mozna z macierzynstwa robic wyscig (chodzi mi o wspomniany program). Po drugie, uszczypliwy komentarz Matki tylko jednej (niby taka z dystansem, a taka bezkrytyczna wzgledem siebie. Niby taka cool, a w komentarzach...brak slow. Przestalam czytac - jakos mi nie zal), w ktorym zarzut, ze autorka nie rozmysla nad swoim macierzynstwem. Czy wy wszystkie rozmyslacie codziennie nad swoim macierzynstwem? Potrafilybyscie tak z marszu o nim opowiedziec? Wyrazic slowami to, co chcecie wyrazic? Bo ja na przyklad nie mam na to czasu. Przyjmuje je takim, jakie jest. Kazdego dnia od nowa. Kazdego dnia upada jakas moja "teoria", zasada. Kazdego dnia ksztaltuje sie jako matka na nowo. Choc niby dzien za dniem taki sam, to tak naprawde nic nie jest takie samo...No ale gratuluje innym oswiecenia i refleksyjnosci. Niech im los wynagrodzi. Najlepiej w dzieciach ;)




Ciezki orzech do zgryzienia z tym amcierzynstwem, bo niby jest tak pieknie, a czasami czlowiek czuje sie tak maksymalnie osaczony przez swoje dziecko/dzieci, ze chcialoby sie trzasnac drzwiami i uciec by choc przez kilka dni pobyc sam ze soba. Ba, kilka godzin chociaz!!!
OdpowiedzUsuńMi chyba troche sie udalo (wtedy nawet nie wiedzialam, ze na dobre mi to wyjdzie), ze wrocilam do pracy jak Mlody mial 9 miesiecy. Fakt, nie na caly etat (z czego teraz sie ciesze, ze na tym part time stanelo), ale zawsze. Przez te 3 dni nabieram dystansu do codziennosci, odpoczywam. Praca jest dla mnie jak sauna dla psychiki... Naprawde ODPOCZYWAM i nabieram sily na wieczor i 4 dni, ktore spedzam w domu. Mam wtedy chec cos zrobic i wymyslic dla Miko. Udalo mi sie.
I rozumiem Cie.
Mam nadzieje jednak, ze to co piszesz (ze np nie wrocisz nigdy do normalnej pracy) sie nie zisci. Chlopaki podrosna troche i bedzie na to szansa! Juz (jeny, wiem ze to az.... ale czas przy maluchach szybko leci) za 3,5roku bedzie szansa! Trzymam kciuki Kochana za Wasza 5!
"Przyjmuje je takim, jakie jest. Kazdego dnia od nowa. Kazdego dnia upada jakas moja "teoria", zasada. Kazdego dnia ksztaltuje sie jako matka na nowo. Choc niby dzien za dniem taki sam, to tak naprawde nic nie jest takie samo..." Pięknie napisane !
OdpowiedzUsuńTak samo uważam. Codziennie uczę się czegoś od chłopców. Codziennie zbliżamy się lub przekraczamy jakąś granicę i przekonujemy się jacy jesteśmy.
A Ciebie podziwiam bez dwóch zdań. Niby wszyscy zdają sobie sprawę, że jest ciężko z 3 dzieci, ale jak napisałaś to tak dosłownie to dopiero do mnie dotarło CO to znaczy. A ominęłaś pewnie niejedną kwestię, która wychodzi każdego dnia.
Jesteś cholernie twardą kobietą, trzymajcie się :*
Miałam chwile kryzysu..nawet więcej niż chwile. W pewnej chwili poczułam się, jakbyś zatraciła gdzieś samą siebie...wiesz co mi pomogło? Asia z Misji Macierzyństwo zaproponowała mi udział w projekcie rozwojowym - pisze o tym na blogu z cyklu Modern Mama. Dużo mi to daje, dużo myślenia, ale efekty widzę. Widzę, że jest nie tylko cały świat wokół mnie, ale i ja sama. Ja przez duże JA :-) Pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuń