poniedziałek, 26 maja 2014

Utracona tozsamosc

 Dzisiaj w Polsce Dzien Mamy, a ja przygotowalam post troche na przekor tym wszystkim - cukierkowym. Tak, to zapewne dla wiekszosci pewnie bardzo wazny dzien. Wzruszajacy, refleksyjny. Dla mnie wlasnie bardziej ten drugi - zmuszajacy do myslenia...
 Pewnie kojarzycie popularny swego czasu filmik motywacyjny "Jestes zwyciezca". Moja przemowa zaczynalaby sie od slow - Kim jestes? Jestes mama!
Beda mowic ci co masz robic, jak zajmowac sie wlasnym dzieckiem. Kim jestes? Jestes mama!
Bedziesz spac po 4 godziny na dobe (jak dobrze pojdzie). Kim jestes? Jestes mama!
Nie bedziesz miala czasu na pomalowanie paznokci, a ugotowanie obiadu i zjedzenie go cieplego bedzie Twoim zyciowym sukcesem. Kim jestes? Jestes mama!
I tak dalej, i tak dalej...:) Ni chu chu nie czuje sie zmotywowana. Ani tym bardziej zwyciezca ;)
 Dzieci nie sa moim sukcesem. Wole nie uzywac w ten sposob tego sformulowania. Moje dzieci sa dla mnie cudownymi osobami, ktore dane mi bylo urodzic. Sa moim szczesciem i radoscia, ale tez przysparzaja roznych negatywnych emocji. Moje dzieci pojawily sie z mojego swiadomego wyboru (choc dostalam jednego gratis ;)), ale nie liczylam raczej na to, ze dzieki nim poczuje sie kobieta sukcesu. Choc przeciez niejednokrotnie dostarczaja mi powody do dumy :)
 Dlatego nie wiem, czy zostane dobrze zrozumiana. Nie zaluje, ze posiadam dzieci, natomiast bycie mama nie jest dla mnie sensem zycia. Jestem i bede nia do konca zycia, postaram sie byc jak najlepsza. Natomiast coraz mniej, coraz rzadziej czuje sie kobieta. Nawet nie to. Kazdego dnia, coraz mniej czuje sie swiadoma jednostka czlowiecza, ktora ma prawo do wlasnego zdania, do wyrazania siebie w wolny sposob, do rozwijania swoich zdolnosci i zainteresowan.
 Bo teraz jestem MAMA. A odnosze czesto wrazenie, ze ludzie patrzac na mnie, widza tylko mame. Jednostke, na ktora sie patrzy przez pryzmat jej dzieci. Bo jak wiadomo, bycie mama to przede wszystkim obowiazki. Mama na imprezie? Sama?! Wstyd. Mama na silowni. Ok, moze byc, w koncu moglaby sie odchudzic po ciazy. Mama sama na zakupach? W kinie? Wstyd! Szkoda pieniedzy na mame. Lepiej by dzieciom cos kupila. Bo mama to nie kobieta. Mama to nie czlowiek. Mama to mama.
 I juz nie chodzi o to, ze inni tak nas postrzegaja. Ze nie szokuja mamy w porozciaganych dresach i z rozwianym wlosem, za to szokuja te na szpilkach i w pelnym makijazu. Najwazniejsze, ze to my, mamy, czesto same siebie tak postrzegamy. Pewnie duza odpowiedzialnosc ponosi za to nasza kultura, opinie innych, ale prawda jest taka, ze odkad zostalam mama, ciezko mi odnalezc po prostu siebie. Z kazdym dniem jest mnie mniej, jak zuzywanego mydla.
 Coraz mniej we mnie tej dziewczyny z przeszlosci, z glowa pelna marzen i aspiracji. Dziewczyny, ktora uwielbiala tanczyc i spiewac, pisala wiersze i spedzala mnostwo czasu w gronie przyjaciol. Skoro brakuje mi czasu na sen, tym bardziej nie mam go na swoje zainteresowania i marzenia. Zajecia z fitnessu, czy obejrzenie z oczami na zapalke filmu nie jest dla mnie i nie bedzie nigdy forma wewnetrznego rozwoju. Bedzie w tym momencie raczej forma odreagowania, odstresowania, chwila dla ciala, mniej dla duszy.
 To, co zatruwa kobiete w macierzynstwie zwie sie frustracja i z niej wynikaja wszystkie zle emocje (chociaz podobno nie ma zlych, kazde sa potrzebne). Frustracja nie jest budujaca, jest wyniszczajaca. To najgorsza zmora, z jaka przyszlo mi walczyc. Czytajac ktorys z numerow Zwierciadla natrafilam na taki tekst:
"(...) Jestem Marta, w ktora ubieram sie codziennie rano. Wstaje, a ona juz czeka, jak rzucone na podloge ubranie. Wciagam ja przez glowe, wbijam sie w nia jak w przyciasna sukienke, sila zasuwam zamek, prostuje faldy i zmarszczki, wygladzam dlonia zalamania. Usmiecham sie, z trudem lapiac oddech, i juz jestem, jestem juz mila, sympatyczna Marta, kochajaca zona, solidnym pracownikiem, dobra i cierpliwa matka. Musze sie jeszcze tylko troche ubarwic, podmalowac, uatrakcyjnic, nakladam malinowy blyszczyk na wargi, na powieki popielaty cien, maluje sobie twarz; musze stworzyc siebie na nowo z prochu, w ktory sie obrocilam, pozlepiac i uformowac do konca. Dociskam mocniej w kaciku ust opadajacy usmiech, przytrzymuje chwile czubkiem palca i juz. Juz jestem.,,Daj buziaka, kocham cie''. Juz tylko czasem, naprawde rzadko, pekam i dre sie, dre na mala, pruje na szwach i rozpadam na kawalki, na fragmenty. Tylko tyle ze mnie zostalo. Fragmenty." (tekst: Marta Nowak, Zwierciadlo, kwiecien 2014, str. 115).
 Tekst doskonale odzwierciedlajacy to, co dzieje sie ze sfrustrowana kobieta. Co dzieje sie ze mna. Jestem realistka. Wiem, ze posiadajac trojke malych dzieci, jeszcze dlugo nie znajde "swojej drogi". Jeszcze dlugo nie bede mogla pozwolic sobie na wiecej. Jeszcze dlugo bede ograniczona rola mamy. Kradne godziny, minuty dla siebie, kosztem snu, ale to sa wlasnie te "fragmenty". Nie poskladam sie z tego na nowo. Ale wierze w to, ze kiedys nadejdzie taki dzien, gdy zmierze sie ze swoja frustracja, a dzisiejszy kryzys tozsamosci okaze sie tylko mglistym wspomniem. Bo to moja frustracja, nie mojej rodziny, ani tym bardziej dzieci. Moje dzieci zasluguja przede wszystkim na moja milosc...

4 komentarze:

  1. Wszystkiego Najlepszego z Okazji dnia Mamy.. Buziaki :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy Artur był malutki często czułam ogromne zmęczenie... ciągle tylko karmić, odciągać mleko, wyparzać butelki, prać, przewijać... do tego doszła jego rehabilitacja... Ale z miesiaca na miesiąc było coraz łatwiej, lepiej. Dlatego chciałabym mieć drugie dziecko... bardzo boję się początku, właśnie tej frustracji, ale dam radę :)
    Mam nadzieje, ze i u Ciebie będzie lepiej i lepiej i lepiej. Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz zawsze bede mama trojki dzieci. I ciesze sie, ze ich mam, ale obowiazkow mi raczej nie ubedzie :) Ale moge cos zrobic ze soba i swoimi emocjami. Przynajmniej sie postaram :) Zycze powodzenia z drugim dzidziusuem :)

      Usuń