Posmierduje mi ostatnio w blogosferze i to bardzo. Czytam niektore posty popularnych blogerek i czuje niesmak. I nie tylko chodzi o rozne afery i aferki, ale o cos, co pojawia sie zewszad i nie bardzo potrafie sie z tym pogodzic, a mianowicie posty o tym, jakim powinnam byc blogerem i co powinnam pisac i czytac.
Juz nie raz, nie dwa czytalam rady typu "Co zrobic, zeby zdobyc popularnosc" i dlaczego jestem be, bo sie do nich nie stosuje. Podobno to zle, ze nie pisze dla statystyk i czytelnikow. W wyszukiwarce google nikt mnie nie odszuka, chocby nawet szukal przez hasla typu "sposoby bicia dziecka". Owszem, zdaje sobie sprawe, ze nie pisze w proznie, ale z drugiej strony malo mnie obchodzi, czy przeczyta mnie jedna czy dziesiec osob. Wazne, ze moze znajdzie sie ktos, kto mysli, czuje podobnie, zeby ta samotnosc matki trojga dzieci, byla bardziej znosna.
Przeczytalam ostatnio, ze jestem analfabetka, bo czasem brak mi weny i pisze, zeby pisac, ze to jak pojscie to wc w Mc Donaldsie....I z tym ostatnim sie nawet zgodze, bo rzeczywiscie "czasami musze, inaczej sie udusze". Musze wylac swoje zale, slowa, ktore mnie przepelniaja i ktore potrzebuja ujscia. Przynajmniej moj maz nie slucha zrzedzenia.
Pewna blogerka napisala tez post o tym, ze nie lubi czytac blogow, gdzie sa bledy ortograficzne. Szczerze? Lata mi to. Po latach szkolnego oceniania mam dosc ciaglego zwracania na jezyk i skladnie, choc niezaprzeczalnie pisanie bloga to forma gimnastyki mozgu. Rozne sa formy przekazu. Nawet #cbdhjgkugjhkv moze cos znaczyc dla autora, nie musi przy tym dla wszystkich czytelnikow znaczyc to samo.
Podobno tylko niektore blogi parentingowe sa ambitne i godne polecenia (i co, moze te najpopularniejsze? np taki jeden, na ktorym mozna bylo kiedys przeczytac instrukcje robienia galaretki z torebki :p). Ze to styd pisac o kupkach i zupkach. Szczerze? Gdyby nie te blogi, to nie byloby wiekszosci parentingowcow. To szukajac informacji na temat zdrowego kolorytu kupek dziecka, czy poszerzania diety trafilo sie na ten, czy inny blog. To, ze niektore z tych blogow postanowilo "zmienic profil", to co innego. Niektore z zalem jednak (za starymi czasami) musialam pozegnac.
Mam wiele ulubionych blogow, ktore nie sa popularne. Sa o dzieciach, rodzicach, o ich wspolnym zyciu. Lubie czytac co tam u nich slychac, a dowiaduje sie, ze nie powinnam. Bo to "o niczym", bo to "malo ambitne", "bo nie mam co robic chyba". Tak, mam co robic, ale zajmujac sie tylko i wylacznie dziecmi i domem od rana do wieczora, potrzebuje jakiejs odskoczni, potrzebuje spotkania z czlowiekiem, nawet jesli to tylko wirtualne spotkanie. I mozecie mnie za to hetowac ile wlezie.
A i jeszcze okazuje sie, ze zostawiajac komus komentarz, niezgadzajacy sie z opinia autora, nawet nie obrazliwy, po prostu wyrazajacy inne zdanie, jestem automatcznie hejterem. I nagle okazuje sie, ze brak dyskusji, bo ukazuje sie, co 10 komentarz, a inne niezgodne z PR bloga sa usuwane lub niepublikowane. A pozniej czytam narzekania na falsz w blogosferze od tych samych osob :/
No i na koniec sprawa wlasnie tych nieszczesnych komentarzy. Ludzie, naprawde nie wiecie, dlaczego ludzie sie nimi ekscytuja (nawet ja), czytaja je, odpowiadaja, dodaja? Z tych samych powodow, dla ktorych nasze mamy siedzac na lawce komentowaly z kolezankami Kryske spod 10-tki, co to sobie nowego chlopa znalzla, Jaska spod piatki, ktory znowu przyszedl pijany do domu i Magde spod osemki, ktora sobie nowe rajstopy kupila ;) Czasy sie zmienily, nie siedzimy przed blokami na lawkach, nie biegamy po sasiadkach na kawcie i plotki. My to przenieslismy do internetow. A ze czasem poprzez zludna anonimowosc wzbudza w nas najgorsze instynkty to inna sprawa, Moze jacys uczeni i badacze sie tym zajma. Albo ambitne blogerki. Ja mam zamiar zostac soba. Niech. Dystans. Bedzie. Z. Wami. Howk!




kocham Cię :P
OdpowiedzUsuń:*
UsuńNie ma co czytać głupot innych ludzi, którym się wydaje, że mądrzejsi od papieża (dowolnego) są.
OdpowiedzUsuńA może właśnie czytać, by sobie samemu dać satysfakcję, że jest się sobą a nie kimś innym, sztucznym, produktem...
Trzymaj się swojej fali. To jest najcenniejsze.
pzdr ciepło!
Bosy Antku tyle razy pisales o konczeniu pisania ile razy ja myslalam. I co? Czasami czlowiek musi, prawda?:) Pozdrawiam
UsuńZgadzam się w 300procentach, co do spostrzeżeń, jak można niezamierzenie zostać hejterem :) Zresztą, jakiś czas temu napisałam u siebie dokładnie to o samo. Niestety- masa ludzi ma problem z rozróżnieniem własnego zdania, które naprawdę nie musi być identyczne ze zdaniem autora, od prawdziwego hejtu. Ale na to widać nie ma rady. Albo myślisz tak jak my, albo za przeproszeniem "morda w kubeł".
OdpowiedzUsuńI śmiać mi się chce- chyba najbardziej z samej siebie, bo po roku blogowania, okazuje się, że nadal nic o blogosferze nie wiem. Wcześniej, wydawało mi się, że skoro blog jest publiczny, to niejako post, jest zachętą do dyskusji, podzielenia się własnym zdaniem, doświadczeniami... Teraz już mam wątpliwości. Bo ok- skoro to ma być na przykład pamiętnik, to można go zrobić zamkniętym, albo wyłączyć opcję komentowania... Tyle, że póki komentarze są pochlebne, wypełnione ochami i achami, to jest ok, a jeśli nie- to albo się nie publikuje, albo się kogoś zablokowuje... Dziwne, naprawdę dziwne praktyki.
Pozdrawiam
Marta
Jak sie okazuje - wszyscy jestesmy hejterami ;) Ja mam moderacje, bo SPAM mnie ostatnio bardzo kocha. Ale jesl dostalabym jakies negatywne komentarze z pewnoscia bym je opublikowala. Niech sobie kazdy przeczyta, a inny zrobi z siebie debila, jesli przyszedl tylko wylac frustracje i obrazic. Bo to tak naprawde nie powinno ruszac autora, ktorzy w swojej cenzurze i kreowaniu swojego PR troche sie zapedzili...Pozdrawiam:)
UsuńNajważniejsze. To robić swoje. W zgodzie z sobą. Howk!
OdpowiedzUsuńA jak!:)
UsuńHehe Mirka napisałaś dokładnie to co siedzi w mojej głowie :)
OdpowiedzUsuńDodałabym jeszcze że niektórym to się naprawdę w dupach (i w głowach) poprzewracało ... (mam na myśli Aferę Rajstopową). Tak to jest jak się na siłę problemów w życiu szuka.
Ehhhh no brak slow czasami...
Usuńo tak galaretka z torebki:))
OdpowiedzUsuń:)))) thumb up!
Odnoszę wrażenie, że niektórzy wraz ze znaczącym wzrostem popularności zatracili poczucie dystansu do siebie i tego co robią. Po prostu. Te wszystkie dziwne praktyki tylko mi pokazują co internetowa popularność może zrobić z ludźmi i o ile autor często nie ma wpływu na to jak zostanie odebrany tekst to jednak już manipulowania dyskusją (chociażby poprzez usuwanie komentarzy) nie znoszę.
OdpowiedzUsuńSuper to ujęłaś!! Nic dodać, nic ująć :*
OdpowiedzUsuńŚwięta prawda;)
OdpowiedzUsuńA ja moje posty zazwyczaj piszę wieczorem, gdzie przeżywam totalne odmóżdżenie, więc kompletnie brak w nich wyniosłych słów, głębokich przemyśleń i innych takich urozmaiceń;)
OdpowiedzUsuńA Ciebie lubię czytać właśnie za styl i za normalność przede wszystkim :)
ps. Od najpopularniejszych blogów parentingowych raczej trzymam się z daleka, bo włąśnie ostatnio zaczęły jak dla mnie tracić na "wartości":/ I w sumie Twój post tak na prawdę uświadomił mi, że dawno ich nie odwiedzałam- samo jakoś tak wyszło, to chyba jakiś znak ;P
Racja,racja,racj!Mnie tez ostatnio zapytano dlaczego nie walcze o czytelnikow,o podniesienie statystyki!!odpowiedz jest latwa!bo nie pisze bloga dla kogos tylko dla siebie!!Milo jak ktos go czyta,ale nic na sile!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ja czytam blogi, które mnie interesują i nie ważne, czy są popularne, czy nie, one są po prostu o życiu i nie ważne, czy z gramatyką się ktoś pokłócił. Jeśli wchodzę i znajdę temat, jaki mi odpowiada, to zostaje.
OdpowiedzUsuńA pisze dla siebie, trochę tez, by mi ktoś doradził, wsparł. Doceniam każdy komentarz i ciesze się, że ktoś mi pomoże, poradzi...
Pozdrawiam :)
I bardzo dobrze !
OdpowiedzUsuńBądź sobą, bo to co się wyrabia w "blogosferze" jest chore...
Powiem to tak - dla mnie ktoś kto uważa, za bardzo ambitne czytanie blogów jest co najmniej dziwny...
Ja też uwielbiam tak jak piszesz - odwiedzać swoich wirtualnych znajomych, ale nie robię tego po to żeby mnie oświecili, zmienili mój światopogląd. Dla mnie to jak wyjście na kawę.
W dupach się niektórym poprzewracało...