Zabieg cesarskiego ciecia mialam wykonany w srode 4 grudnia 2013 roku i juz zdazyl mi uciec z pamieci (a raczej nie mam czasu na rozpamietywanie go). Jechalam na niego bez stresu za to z poteznym przeziebieniem, z ktorego wychodzilam wlasciwie jeszcze do niedawna (doleczajcie sie, rzeklam wam ja!).
Przygotowanie do zabiegu polegalo na tym, ze na dwa dni przed, pojawilam sie na badaniu krwi, dostalam dwa rodzaje tabletek do wziecia na noc przed zabiegiem i w poranek tuz przed (niestety nie pamietam nazw), po ktorych noc mialam z glowy, ale lewatywa juz nie byla mi potrzebna :) No i oczywiscie obowiazkowe golizna sami wiecie gdzie ;)
Spuchnieta jak balon czulam, ze nie wytrzymalabym ani dnia dluzej w ciazy. Spuchniecie takie, ze palce sztywnialy, skora piekla, a na nogach mialam skarpetki i baletki, bo w nic innego nie wchodzily stopy. Maz z ogromnym wysilkiem zalozyl mi podkolanowki uciskowe, ktore dostalam po poprzednim zmierzeniu nogi od pielegniarki.
Kolo godziny 11 zabrali mnie na sale operacyjna. Poprosili meza, aby zaczekal na zewnatrz i przyodzial odpowiedni stroj, a mnie zaczeli przygotowywac do operacji. Tu juz zaczal sie lekki stres. Schylajac sie do podania znieczulenia maluchy zaczely kopac, przez co dostalam glupawki i zaczelam sie nerwowo trzasc. Gdy mnie w koncu polozyli i zaslonili brzuch kotara, wpuscili na sale mojego meza, ktory mogl trzymac mnie za reke w trakcie calego zabiegu. Sam zabieg trwal niedlugo. Z przejecia nie pamietam nawt czy cos czulam. Pamietam tylko placz jednego malucha, pozniej drugiego, gratulacje lekarzy i asystentow oraz to, ze pielegniarki wolaly do meza "Dawaj aparat!". A my nawet nie pomyslelismy, zeby go na sale zabrac :) Sesja zdjeciowa z cesarskiego ciecia? Eeeeee.... Ale maz w koncu dal telefon :) I dzieki temu mamy kilka pamiatkowych fotek.
Dzieciaki zdrowe, a jak mama po zabiegu? No coz, przede wszystkim chcialo mi sie piiiiiic. Wypijalam wode hektolitrami, a im wiecej wypijalam, tym bardziej schodzila ze mnie opuchlizna. Pielegniarki nie nadazaly zmieniac woreczkow z cewnika, a ja czulam sie coraz lzej i lzej :)
Polozne pomagaly mi przystawic do piersi oba maluchy, ale szlo ciezko. Kilka godzin spedzilam na sali pooperacyjnej z mezem i maluchami, a pozniej przewiezli mnie na oddzial poporodowy, na wspolna sale. Maluchy lezaly obok mnie, salowa pomogla mi sie umyc, dostalam kolacje (tak, tak moglam jesc normalnie juz w kilka godzin po zabiegu), a pozniej maluchy na zmiane zaczely sie strasznie czerwienic.
Wezwalam polozna, ktora pobrala krew na badanie i po krotkim czasie pojawila sie pediatra, ktora przebadala maluszki. Okazalo sie, ze maja dosc powazna zoltaczke. Postanowiono zabrac Alexa na oddzial noworodkowy, zeby lezal w inkubatorze pod podwojnymi lampami, natomiast mnie i Maxa przeniesiona na "jedynke", gdzie moglam sama pilnowac jego naswietlan.
Maluchy byly wiec naswietlane od srody wieczorem, do piatku wieczorem, kiedy okazalo sie, ze juz maja dobre wyniki, a w sobote po poludniu wypuscili nas do domku :) Alexa "zwrocono" mi w czwartek popoludniu po dokladnym przebadaniu (mial USG serduszka). Ze szpitala wyszlam na wlasnych nogach, z lekka anemia, lzejsza o kilkanascie kilogramow i bogatsza o dwoch malych przystojniakow :)
Jak porownalabym oba porody? No coz, chyba nawet nie ma co porownywac w moim przypadku, bo po porodzie niby naturalnym, jestem gorzej pokiereszowana, niz po zabiegu :/ W pierwszym przypadku mialam znieczulenie, bylam nacinana, mialam rozdarcie czwartego stopnia, problemy z nietrzymaniami do dzisiaj, fizjoterapie, przetaczane 4 jednostki krwi, problemy z siadaniem i o wiele gorszy okres pologu.
Po cesarce lekko bolala mnie rana (ktora jest piekna, czerwona, cienka kreseczka i gdyby nie fald skory nad nia, to nawet bym ja lubila), bralam tylko paracetamol na bol i zelazo w tabletkach. Bylam ogolnie oslabiona i mialam straszne bole kregoslupa, ale to raczej przez wage, ktora nagle stracilam. No i na mleko w piersiach czekalam jakies dwa dni dluzej, niz przy Adasiu.
Przez zarwane noce w zwiazku z karmieniem maluchow i opieka nad nimi (dzieci ma sie przy sobie caly czas i w ciagu dnia moze pomoc rodzina), mialam moment prawie zapasci w szpitalu (wysokie cisnienie, kolatanie serca, bol w klatce piersiowej). Lekarz wyslal mnie na przeswietlenie pluc, zeby wykluczyc zator, ale na szczescie okazalo sie, ze troche snu i nawodnienie wystarczyly, zebym doszla do siebie :)
Moge zrozumiec kobiety, ktore sa "fankami" cesarskiego ciecia. Gdybym rodzila w pietnascie minut i bezproblemowo jak moja szwagierka, to pewnie nie wyobrazalabym sobie rodzic inaczej, niz naturalnie, ale jak widac po moim przypadku, nie zawsze ten naturalny porod jest tak bezproblemowy, jak staraja sie go niektorzy przedstawic...





Witam, Gratulacje podwójnego szczęścia!!!
OdpowiedzUsuńJa rodziłam też w UK 8 tyg temu -także cięcie ces. bo tak chciałam po pierwszym porodzie i takie miałam wskazania od polskich lekarzy. Jestem zadowolona o wiele bardziej niż z porodu w PL - zadowolona bo wszystko przebiegało książkowo! Ale kilka dni temu zmarła w ang szpitalu Polka - 2 tyg bycia w szpitalu z powodu podniesionego ciśnienia i skończyło się szybkim cc - maleństwo przeżyło a jego mama nie:( Okropna tragedia dla jej rodziny, dla jej dzieciątka której nie sposób wyrazić....Angielskiej służby zdrowia bałam się od "zawsze" ale teraz boję się panicznie, nie mogę zrozumieć jak można trzymac dziewczynę w szpitalu 2 tyg i .....pozwolic jej nie przeżyć:(
P.S. takze nie mielismy aparatu, tez byli zdziwieni ze nie mamy i na koncu też mąż robił fotki telefonem;-) wiec i my mamy podobne pamiątki z pierwszych chwil naszego maluszka
Pozdrawiam serdecznie i duzo zdrówka życzę! Domyślam się ze opieka równocześnie nad dwoma cudownym skarbami jest cięęęęężżżżka więc zycze wytrwałości MAMIE!!!!
Dziekuje za mile slowa :) Powiem Ci, ze po kilku latach spedzonych w Anglii, tutejsza sluzba zdrowia jest dla mnie jednak bardziej na plus, niz na minus. Bardziej na plus, niz polska. Co do historii, ktora opisalas, to slyszalas o tych zmarlych mimo USG bliznietach w Polsce? Ostatnio bylo glosno o kilku podobnych przypadkach. Moim zdaniem zdarzaja sie one w roznych krajach i nie zaleza one od sluzby zdrowia, ale od bledu ludzkiego, a tu narodowosc wedlug mnie nie ma zadnego znaczenia...
UsuńKolezanka w Polsce lada moment rodzi bliznieta (tez jednokosmowkowe, jak w moim przypadku) i porownujac opieke nad nami, ja mialam jednak o wiele lepsza opieke. Dlatego byloby grzechem, gdybym narzekala.
Pozwolono Ci pić po zabiegu?! Ja zdychałam z pragnienia 12h! A 24h bez jedzenia (nie licząc sucharów!). Widać, jaka jest różnica w opiece okołoporodowej :/
OdpowiedzUsuńPozwolili pic od razu. Wprawdzie powiedzieli, zeby malymi lykami i powoli. Wiec tak pilam, ale non stop ;) A na kolacje mialam normalne menu jak wszyscy. Moglam sobie np lasangne zjesc, ale zdroworozsadkowo zamowilam tylko kanapke. Czulam sie dobrze, nie mialam mdlosci, wymiotow, ani problemow z jelitami, choc to pewnie indywidualna sprawa danego organizmu pewnie. Mysle, ze w Polsce troche z ta dieta przesadzaja, skoro tutaj tego nie ma i nie slyszlalam, zeby sie ktos skarzyl...
UsuńMam znajomą, ktora tez miała wysokie cisnienie pod koniec ciązy, rowniez trzymali ja długo w szpitalu, nie wiadomo dlaczego. Ledwo przezyła, dziecko tez, ale co sie nacierpiała, to jej...mieszka w połnocnej Anglii.....mysle jednak ze to nie zalezy od kraju, tylko od lekarzy, na jakich sie trafi....pozdrawiam
OdpowiedzUsuńFajnie mieć takie dwa szczęścia :)
OdpowiedzUsuńMaatko, a mi nie pozwolili pić przez 12h a jesć przez dwie doby...masakra!
OdpowiedzUsuńSylwia, dwie doby można wytrzymać spokojnie, a po operacji dobrze jest jednak nic nie jesć
OdpowiedzUsuń