poniedziałek, 17 marca 2014

Kamien z serca...

 Ciezki i to bardzo kamien spadl mi z serducha. Przez stres i zamartwianie sie ciezko mi bylo skupic sie na czymkolwiek, a tym bardziej zajac blogiem (bo i w sumie kiedy). Zaczelo sie juz w grudniu od infekcji Adasia. Bardzo powiekszone wezly chlonne, antybiotyk. Ledwo sie doleczyl, znowu infekcja, goraczka, kolejny antybiotyk. Nadal powiekszone wezly chlonne. Twarz sie az dziecku zmienila, stal sie blady, a pod oczami pojawily sie since. Apetyt prawie zerowy. W miedzyczasie dowiaduje sie o okolicznosciach w jakich u znajomej w rodzinie wykryto u dziecka bialaczke. Prawie takie same, jakich wlasnie doswiadczalismy z Adasiem...
 Jeden dzien w zlobku i...tak, tak kolejna infekcja i antybiotykoterapia. Po niej kontrola lekarska i slowa lekarza "wezly chlonne...antybiotyk". Moj bunt, ale lekarka obiecala, ze to ostatni. Pozniej juz tylko ewentualnie badania. W czasie podawania antybiotyku znowu wysoka goraczka, ktora za to w nocy spadala ponizej 36. Wtedy juz wysiadlam psychicznie i to maz zabral Adasia na wizyte do przychodni. Mieli szczescie trafic na najlepszego lekarza w przychodni. Przebadal go wzdluz i wszerz. Zwymyslal lekarzy, ktorzy przepisywali Adasiowi antybiotyk. Powiedzial, ze po infekcji wezly chlonne dochodza do siebie nawet 8 tygodni, a ze mial kolejne infekcje to kiedy mialy sie zmniejszyc. Ze sa one "ruchome", ze sledziona nie jest powiekszona, a to wyklucza wiadomo co. Ale po to, aby inni lekarze dali mu spokoj, zlecil kompleks badan.
 Z drzeniem serca szlam na wizyte kontrolna i po wyniki. Na szczescie okazalo sie, ze nie ma powodow do niepokoju :) Adas jest calkowicie zdrowy! Nawet to, ze od dluzszego czasu, jego dieta ogranicza sie do tostow z maslem, ewentualnie makaronu, ryzu lub kaszy (z ewentualnym sosem, ale bez innych dodatkow), nie doprowadzilo do niedoborow.
 A kilka dni temu zauwazylam to, co podpowiadala mi intuicja. Adasiowi przebijaja sie piatki, wiec juz mamy glownych podejrzanych w sprawie infekcji i powiekszonych wezlow. Potwierdzil to tez dentysta, u ktorego Adas byl razem z tata na kontroli. Zabki zdrowe, a za pol roku juz powinny byc w komplecie :) Ulga wielka, bo w macierzynstwie nie ma nic gorszego niz choroba i cierpienie dziecka :/
 Czy uwazam, ze lekarze przepisujacy antybiotyk zrobili zle? No coz, u Adasia jak do tej pory prawie wszystkie choroby mialy zwiazek z zabkowaniem. Moglam oczywiscie nie podawac przepisanych lekow, ale intuicja podpowiadala mi, zeby jednak to zrobic (byc moze doszloby do wiekszych komplikacji, gdybym nie podala).
 Czy mam zastrzezenia do angielskiej sluzby zdrowia? Nie, bo zawsze przyjeto nas w razie potrzeby na wizyte, wyslano na badania, gdy o nie poprosilismy i w sumie ta ostatnia lekarka chyba tak samo spanikowala jak i ja. Zdarza sie. Zdarza sie tez np, ze w Polsce lekarka u dziecka z powiekszonymi wezlami (pozniej okazalo sie, ze bialaczka) stwierdzila angine, po czym zlecila szczepionke na grype, niszczac dziecku do konca system obronny organizmu :/
 Nawiazujac do komentarza pod moim ostatnim postem, potwierdze, ze uwazam angielska sluzbe zdrowia, za lepiej dzialajaca, niz w Polsce. Zacznijmy od tego, ze opisywany przez czytelniczke przypadek rownie dobrze mogl zdarzyc sie w Polsce, bo ostatnio bylo glosno o niektorych (smierc blizniat, mimo USG). Ludzie popelniaja bledy niezaleznie od narodowosci. Musimy sobie uswiadomic, ze Wielka Brytania, to kraj o wiele wiekszy, niz Polska. Wiecej tu ludzi, wiec i prawdopodobienstwo bledow lekarskich jest wieksze. Mnie na szczescie nie dane bylo tego doswiadczyc. Nie doswiadczylam tez nigdy chamskiego i obcesowego traktowania w jednostkach sluzby zdrowia, wpychania sie ludzi przede mnie, syfu w szpitalach, co niestety nagminnie zdarzalo mi sie w Polsce.
 Mam wrazenie, ze niektorzy emigranci zapomnieli, jak to bylo w rodzimym kraju i ze pewne rzeczy, ktore w sumie uznalismy za norme (np chamstwo, kolejki, miesiace czekania na wizyte), w UK nie maja racji bytu. Nie twierdze tez, ze angielska sluzba jest najlepsza na swiecie, ale uwazam, ze mity krazace wsrod polskich emigrantow na jej temat i krazace stereotypy, sa  czesto na wyrost i krzywdzace.

3 komentarze:

  1. Jak to dobrze, że wszystko dobrze się skończyło. Zdrówka życzymy i niech się zębiska jak najszybciej przebiją..

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrówka dla Adasia. Oj jak dobrze, że jak moim synkom zęby się przebijały, to nigdy nic takiego nie miało miejsca.
    Za to ja sama miałam powiększone węzły chłonne w podstawówce i pamiętam, ze dłuuugo mi to schodziło. A wyglądałam, jakbym świnkę miała. I do dziś mam wyczuwalne te kulki węzłów, co to były powiększone, bo podobno one już nigdy nie wracają w 100% do swojej małej wielkości. Za to od tamtego czasu jak dotąd nigdy więcej mi się nie powiększyły:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, że diagnoza już jest i badania ok.

    Co do angielskiej służby zdrowia to nie mam doświadczenia poza opowieściami szwagra, który tam mieszka. Nie bez powodu 4 razy w roku przyjeżdżają do Polski by przebadać córkę wzdłuż i wszerz, bo ma problemy z nerkami a tam lekarze potrafią przepisać jej antybiotyk do brania przez pół roku non stop. Może po prostu źle trafiali na specjalistów w tej dziedzinie. Ja wychodzę z założenia, że wszędzie są konowały i lekarze z prawdziwego zdarzenia.

    OdpowiedzUsuń