piątek, 4 kwietnia 2014

Potrojna mama byc...

 Zabieram sie i zabieram za pisanie, a jak mam wolna chwile, to zachowuje sie jak w amoku i nie wiem za co najpierw sie zlapac - czy poprasowac zalegle pranie, a moze poczytac ksiazke? Serial? Isc spac wczesniej? Podstawowe dylematy rodzicow...
 Czas ucieka mi przez palce. Za chlopakami juz ostatnie szczepienia, a to znak, ze skonczyli juz 4 miesiace. Adas za miesiac konczy 3 latka, a ja to juz nie wiem ile mam lat, a tym bardziej na ile wygladam ;) Zmian mi sie zachcialo, obcielam krocej wypadajace garsciami wlosy i zafarbowalam na ciemno tak, ze az sie musze do siebie na nowo przyzwyczaic :) Maz sie cieszy, ze znowu brunetke ma ;)
 Dzien po dniu, wypelniony po brzegi, a ja staram sie wyrabiac psychicznie i fizycznie. Bo latwo oczywiscie nie jest. Poranki zaczynam ok. godz. 5-tej, kiedy to chlopcy budza sie na karmienie. Odciagam mleko, przykladam glowe do poduszki, bo wiem, ze chlopaki jeszcze pospia do 7 i...budzi sie Adas :) Tak wiec czasem nie spie juz od 4-tej, jak chlopcy szybciej zglodnieja.
 W poniedzialki, wtorki i czwartki o 7 szybko ubieram Adasia i siebie. O 7.40 przychodzi starsza sasiadka do chlopakow, ja odprowadzam starszaka do zlobka. Wracam, od 8 seria karmienia, przewijania i przebierania blizniakow, sprzatam sypialnie, chlopaki ida do kojca (gdy chca spac), na mate edukacyjna (gdy sie nudza) lub do lezaczkow (gdy mata ich nudzi). I tak caly dzien kraza miedzy karmieniami :) Ja moge w koncu cos zjesc, umyc wlosy, pomalowac sie itd. Pozniej odciagam mleko, zmywam, sterylizuje, sprzatam kuchnie, wstawiam pranie.
 Okolo 10 sprzatam salon, zbieram suche pranie, rozwieszam mokre, szykuje obiad (lub tylko czesciowo przygotowuje). O 11-tej znowu seria karmienia i przewijania. O 12-tej ubieram chlopakow, ide wyciaganac wozek, znosze jednego po schodach (mieszkamy na 1 pietrze), pozniej drugiego i idziemy po Adasia. Wracamy, wnosze jednego maluszka, pozniej drugiego, chowam wozek do schowka, Adasia za reke i wchodzimy po schodach (po ktorych juz zdarzylam sie nabiegac). Mycie rak, rozbieranie maluchow, dokonczenie obiadu, szybkie jedzenie, odciaganie mleka, o 14-tej karmienie. Ok. 15-tej w zaleznosci od pogody i moich pokladow sil, jest spacer do parku/prasowanie/goscie/lub chwila na odpoczynek. Odciaganie mleka, o 17 karmienie, o 18 kolacja, 18.30 kapiel maluchow (co 2 dzien), karmienie i ok. 19-tej zasypiaja, a maz zabiera do kapania Adasia, ktory jak nie zasnie w ciagu dnia, to pada o 20, jak ma drzemke, to ok. 21. Odciagam mleko. O 22 szykuje sie do lozka, by o mniej wiecej 2 w nocy wstac na serie karmienia, przewijania, odciagania mleka, mycia akcesoriow i wyparzania ich (co trwa okolo godziny).
 Wiem, meczacy jest sam opis, ale chcialam pokazac, ze da sie, ale latwo nie jest. Ze pracuje wiecej niz 8 godzin na dobe i nie ma czasu "siedziec w domu". Bo chyba nie musze dodawac, ze oprocz tego co zapisalam, wykonuje jeszcze milion takich rzeczy jak bawienie sie choc chwilke z dziecmi, przenoszenie ich, usypianie, dawanie smoczka (czasem kilkadziesiat razy co kilka sekund), zajmowanie sie Adasiem, czasem jego fochami i buntami, tulanie, spiewanie, czyszczenie pupy, nocnika, zmywanie naczyn, rozlanego soczku, picie herbaty w trakcie prasowania, zlapanie chwili na internet, a czasem uronienie lzy z bezsilnosci...
 Bardzo staram sie nie narzekac, nie zlamac psychicznie, bo plan sie posypie i pierwszy posilek zjem o 14-tej, a pozniej bede plakac z bolu migrenowego (co mi sie ostatnio zdarzylo). "Nie mam czasu na sen, nie ma czasu na seks. Wciaz od zycia chcac wiecej..." cytujac Beate. Na szczescie sa weekendy, kiedy staramy sie zawsze wybrac wspolnie na spacer, a w niedziele na obiad do restauracji (choc jeszcze trzeba znalezc czas na sprzatanie mieszkania i zakupy, a maz czasami i w sobote pracuje). Na szczescie sa ONI i takie widoki jak ponizej, warte kazdej ceny i poswiecenia :):):)


10 komentarzy:

  1. Jejku! Podziwiam! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem w szoku ile się u Was dzieje to południa!!! Ale tak jak piszesz- grunt to mieć plan się go trzymać, bo jeden dzień sobie odpuścisz i potem będziesz wychodzić na prostą przez nie wiadomo ile czasu...Trzymajcie się cieplutko, świetnie sobie radzicie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. MIrka, jesteś wspaniała! A Twoi chłopcy cud miód!

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też podziwiam!
    całą sobie i już nie marudzę, że mam ciężko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś niesamowita. Podziwiam Cie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś moją bohaterką. Ja z jednym nie wyrabiam a Ty taka dzielna.
    A synów wyjątkowo urodziwych produkujecie z Mężem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szacun i dystans jak to mawia młodzież!
    Naprawdę podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziekuje wszystkim za mile slowa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam! Tyle mogę tylko powiedzieć. Ja mam dwójkę tylko i ledwo wyrabiam ze wszystkim. Nie wyobrażam sobie jakby do tego doszło jeszcze jedno bobo. Jesteś wielka! :-)
    Oj jak ja się cieszę, że maluchy moje przesypiają (z reguły) noce i potrafią się już w ciągu dnia same pobawić. To wielkie ułatwienie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow! Podziwiam! Cudowne dzieciaki! :) Pozdrawiam serdecznie, Monika

    OdpowiedzUsuń