Nasze dziecko od zawsze bylo fanem ksiazek. Najpierw byly te materialowe, kolorowe i piszczace. Przed snem czytalismy mu tez krotkie bajki "na dobry sen". Pozniej "zasmakowal" w kartonowych ksiazeczkach, gdzie moze niewiele bylo tekstu, ale za to ile ogladania! Kartonowki dlugo wiodly prym, az w koncu nadszedl ten czas, kiedy synula nad ogladanie i opisywanie obrazkow, zaczal w koncu doceniac tez tekst :) (male kiazeczki trzeba bylo spakowac dla mlodszego pokolenia).
I mozna by smialo napisac "No i sie zaczlo...", bo jak juz sobie jakas opowiesc ulubil, to nie ma zmiluj. "Mama czyta!", "Tata czyta!" rozlega sie dookola i rodzice potulnie czytaja, miedzy jedenym kesem sniadania, a drugim, miedzy jednym lykiem kawy, a drugim, w kazdej wolnej (rodzica, a jakze) chwili, a takze przed snem. Trudno sie dziwic, ze usypianie trwa kolo 45 minut, gdy trzeba przeczytac co najmniej trzy ksiazki i jeszcze opowiedziec ze dwie wymyslone historie...:)
Cieszymy sie na ten nowy etap, bo troche na niego czekalismy :) Ksiazki z dluzsza historia lezaly dlugo na polce i czekaly na swoj czas. Czasami Adas po nie siegal, ogladal, ale gdy czytalismy strone, dwie, cierpliwosc chlopca sie konczyla, wiec siegal po kolejna ksiazke i tak w nieskonczonosc ;) A my, zaczytani, chcielismy wiedziec co bedzie dalej! Ale synu nie pozwalal rodzicom na konczenie historii.
Doskonale pamietam ksiazke, od ktorej "wszystko sie zaczelo". To "Cave Baby" Julii Donaldson, autorki m.in. bardzo popularnej w UK "Gruffalo". I jedna i druga ksiazeczka staly sie ulubionymi Adasia przez dluzszy czas. Nic dziwnego, ze po kilku tygodniach i my i Adas znalismy je na pamiec (znacie to, co? ;)).
"Cave Baby" i "Gruffalo" to ksiazeczki pisane rymem, na ktorym mozna sobie zlamac jezyk, ale tez znacznie poszerzyc slownictwo :) Tekst jest rytmiczny, pouczajacy, dajacy rodzicom mozliwosc pokazania dubbingowych zdolnosci. Historia i bohaterowie niebanalni (w pierwszej to maly jaskiniowiec o duzym, troche niezrozumianym przez rodzicow, talencie, a w drugiej zwierzeta i pewien wymyslony stwor), ilustracje ciekawe i przykuwajace uwage. Jednym zdaniem - polecam kazdemu ksiazki pani Donaldson! (my mamy obecnie z 5).
Nie bede pisac wiecej, bo nie znam sie na recenzowaniu ksiazek. Moj syn to najlepszy recenzent tego, co lubi. Dla mnie nie ma znaczenia, ze przez moment to "Elmer", "George idzie do pracy", "Nocny Maciek", a za chwile seria przygod o "Thomasie" czy "Kipperze". Wazne, ze chce, ze lubi, ze powtarza slowa, ze cieszy sie historia. Wybieram, kupuje, co polecaja inne mamy na blogach, ale gdy dziecko powie "Autko ksiomka!", to mu ja kupie, bo jesli sie ma milion tych zabawkowych pojazdow w domu, to nie dziwota, ze chce sie o nich dowiedziec czegos wiecej...:)
A tu fragment naszego wieczornego rytualu :)









Ja tak jak Ty jeśli lubi to mogę mu legendy wszelkie z netu drukować bo go to wciąga a co tam mądre głowy radzą niech radzą
OdpowiedzUsuńJak nic rośnie wam miłośnik literatury !
OdpowiedzUsuńJestem pełna podziwu dla Adasia, naprawdę.