wtorek, 19 marca 2013

Sprawiamy sobie radosc

 A jak? No np wspaniala wycieczka :) Jakis czas temu maz wpadl na pomysl wycieczki weekendowej do Cantenbury. Wykupil dwie doby w chatce, typu cottage i choc myslal, ze o tej porze roku bedzie troche lepsza pogoda, to wyjazd udal nam sie znakomicie! :)))
 Cantenbury znajduje sie ok godziny drogi od nas (wyjechalismy w piatek o 15). Nie bardzo daleko, ale zwykle Adas dostawal w trakcie jazdy szalu juz po pol godzinie jazdy. Tym razem okazalo sie, jak bardzo nasz syn sie zmienil! Byl caly zachwycony i podekscytowany juz w trakcie jazdy, bo czul, ze cos ciekawego sie szykuje. Opisywal z zachwytem wszystko, co znajdowalo sie za oknem, rozmawial z nami na swoj sposob (coraz bardziej zrozumialy i "dorosly") i ani sie obejrzelismy,a bylismy na miejscu!
 Adas od razu po przyjezdzie biegal po domku, zagladajac w kazdy kat i cieszac sie w glos. Byl naladowany pozytywna energia i ani razu przez caly weekend nie bylo zwyklego marudzenia. Rozpakowalismy sie, pojechalismy na miasto na kolacje i wrocilismy na stala pore kapieli i usypiania. Pogoda byla okropna przez caly weekend (deszcz, okropny wiatr i zimno przejmujace), ale to nam nie zepsulo dobrej zabawy.
 W sobote od samego rana zwiedzanie, drugie sniadanie, powrot do chatki na drzemke, dalsze zwiedzanie i obiad. W niedziele rano pakowanie, wyjazd do domu, zakupy, sprzatanie i powrot do rzeczywistosci, ktory od razu objawil sie jawnym buntem Adasia przeciwko takiemu stanu rzeczy. Tutaj naszla mnie refleksja, ze juz nawet takiemu malemu dziecku potrzebne sa wakacje od rzeczywistosci, codziennej rutyny, ze tak samo jak my, pragnie rozrywki od czasu do czasu, odmiany, pobycia w innym otoczeniu, razem z punktem stalym, ktorym sa rodzice i z szacunkiem do stalych punktow dnia, jak sen i jedzenie.
 Nastepna refleksja dotyczyla posilkow w restauracji, ktorych staralismy sie wczesniej unikac z wiadomych wzgledow, a okazalo sie, ze i tu nas dziecko zaskoczylo, bo spokojnie moglismy usiasc i zjesc wspolnie, bez stresu. Jednak musze przyznac, ze to juz nie to samo. Posilki juz nie sa delektowaniem sie przy rozmowie, ale szybkim pochlanianiem duzych kesow i ekspresowym popijaniem winka, czy innych napojow, ktore skutkuja problemami z trawieniem. Adas tez jadal z nami juz prawie dorosle jedzenie (tosty z dzemem, frytki, kawalki kurczaka, chlebek, bakietki, mrozony jogurt na deser itd.), wiec problem osobnego przygotowania posilkow mnie ominal.
 Okazalo sie, ze choc okres romantycznych wypadow we dwoje zamienil sie w rodzinne wycieczki we troje, to ta zmiana wcale nie musi byc na gorsze. Jest inaczej, ale moze byc rownie (jak nie bardziej) wspaniale! A to kilka migawek z wycieczki:



Nasza chatka ;)

















5 komentarzy:

  1. Fantastycznie - klimatycznie :D zazdroszczę, lubię takie miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. CUDOWNIE!!! Cieszę się, że byliście na wycieczce i jeszcze bardziej się cieszę z Twoich zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. super wycieczkę mieliście! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że wycieczka się udała, już nie mogę doczekać się takich :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń