piątek, 29 listopada 2013

Jeszcze jedynak

 Zeby nie dodac rozpuszczony :) Widze po jego zachowaniu, ze przyda mu sie teraz terapia szokowa w postaci rodzenstwa. Wchodzi na glowe babci i tacie, mama jak zwykle "ta zla", choc jedynej sie jako tako slucha. Histerie bija rekordy dlugosci, ale tez co i rusz slyszymy nowe slowa, zdania, piosenki i umiejetnosci.
 Zdarzylam w tym tygodniu z bilansem dwulatka. Waga 12,4 kg po tygodniach chorowania i niecale 91 cm wzrostu. Niby wydaje sie malo, ale na siatce wyglada to regularnie. Po prostu takie ma tempo rosniecia :) Wszystkie wymagane w tym wieku umiejetnosci "odfajkowane", watpliwosci nie ma, ze rozwija sie dobrze. A nawet bardzo dobrze :)
 Udalo nam sie takze dostac na kontrole okulistyczna, ktora wypadla w 100% prawidlowo. Kilka fotek na dowod, ze "nie taki diabel straszny" :)




Ps. A ja zalegam na kanapie i licze dni do porodu. Jest ciezko, nawet bardzo. Wiem, ze wiele lzej mi nie bedzie, a jednak nie moge sie doczekac...

5 komentarzy:

  1. Mireczko, trzymaj się tam. Trzymam mocno kciuki i myślę o Tobie! Niestety łatwo nie będzie, ale jak już słodkie Bliźniaki będą po tej stronie brzuszka to Ty będziesz bardziej mobilna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia! Wam wszystkim bedzie potrzebne na te pierwsze tygodnie... ale na pewno wszystko będzie dobrze. Trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się naczytałam o Twoich dwóch szczęściach w brzuszku i chyba wyśniłam bliźnięta:) Nie sobie, ale mojej bratowej:) Bo w zeszłym tygodniu dowiedziałam się, ze bratowa jest drugi raz w ciąży - hura, nareszcie:) Bo ich córcia ma 4 latka. A teraz w końcu doczeka się rodzeństwa. A w tym tygodniu przyszła wiadomość, że prawdopodobnie będą bliźniaki:) Hi, hi, bratowa niby się cieszy, ale jest przerażona, za to ja cieszę się bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  4. najgorsze jest czekanie, trzymam za Was kciuki a zwlaszcza za Ciebie,
    u nas też rodzeństwo w trybie natychmiastowym by się przydało ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nam też rodzeństwo wyszłoby na dobre:) Maluch wchodzi wszystkim na głowę, a mi najbardziej! Nie jest lekko, oj nie.

    OdpowiedzUsuń