Komputer nam padl i blog w zwiaku z tym lezy odlogiem. Nie wiem, czy uda mi sie "wrocic" w takim zakresie, jakbym chciala, bo choc komputer nowy jest, to tyle rzeczy mi umknelo, ze nie wiem czy znajde czas na aktualizacje, a i entuzjazm w prowadzeniu opadl...
Pewnie ma to zwiazek z tym, ze jestem zmeczona i zapracowana przy mojej trojce maluchow. Czas ucieka mi przez palce, w tygodniu maluchy czekaja juz pierwsze szczepienia i kontrole. Rosna zdrowo, mimo przebytej infekcji. Zdjecia trzeba odzyskac ze starego lapka, wiec poki co nie wrzuce nic nowego. A slodziaki sa niesamowite :) I niezwykle fajne te moje chlpaki. Spokojne, ladnie jedza co okolo 3 godziny, w miedzyczasie spia lub ogladaja sobie swiat dookola. Placza tylko jak sa mocno glodni, czasami sa nerwuski i potrzebuja possania smoczka, albo dokladki mleczka.
Odciagam mleko co okolo 3 godziny, gdy nie zdaze odciagnac, zasne, albo wychodze na dluzej z domu dostaja mm, ale nie wiecej niz raz na dobe. Chyba, ze trzeba ich dokarmic. Nie mam cisnienia, nie jestem laktacyjna terrorystka, poki mam ochote i sily na karmienie ich moim mlekiem, to bede to robila. Poki co okupilam to jednym zapaleniem piersi i kilkoma zastojami.
Adas po jednej infekcji, przeszedl kolejna, znowu dostal antybiotyk. Postanowilam go przetrzymac tydzien w domu, a babcia zarzadzila akcje odpieluchowanie. Powiedziala, ze pampersy sie skonczyly i trzeba nosic teraz majcioszki, a potrzeby zalatwiac do nocnika. Balam sie troche, ze bedzie ciezko, a okazalo sie, ze cala akcja zajela nam ze dwa dni. Od tego czasu Adas w dzien pieknie wola, na spacery dostaje pampa, ale i tak wola, no i dostaje go na noc, choc zasikuje coraz mniej i robi wiekszosc rano na nocniku. W zlobku nie zdarzyl mu sie zaden wypadek! Wola "wee wee", albo "poo poo, panie oddaly mi pieluszki spowrotem. Wola nawet jak jestesmy u kogos w goscinie :)
Pisalam wczesniej, ze Adas mial ciezki czas i dostarczal nam ciezkich przezyc zwiazanych z wielogodzinnymi histeriami, byla walka o zakladanie pampersa, a majtek nie dawal sobie zalozyc. Podejrzewalam, ze to na nowa umiejetnosc, czyli odpieluchowanie i moje przeczucia sie sprawdzily. Znowu okazalo sie, ze nic na sile i trzeba bylo zaczekac po prostu na moment, az dziecko bedzie gotowe.
Ja po wizycie u fryzjera i zakupach mam lepsze samopoczucie, a najbardziej dokucza mi brak snu. Padam czesto nawet o 19-20, bo o 6 rano juz trzeba byc "na chodzie" (ksiaze Adam wstaje). Karmie, odbijam, przewijam, zajmuje sie domem, Adasiem i tak w kolko. Teraz widze, jak juz duzo mialam swobody przy Adasiu, ktorej znowu zostalam na dlugi czas pozbawiona. Staram sie nie dolowac i cieszyc macierzynstwem, nie myslec o tym, ze wkrotce moja mama wraca do Polski i zostane sama...




Wielki sukces Adasia! Gratulacje :D Na pewno lekko nie będzie przez najbliższe miesiące, ale kiedyś przecież będzie lepiej...musi być lepiej :D Trzymaj się ciepło!!!
OdpowiedzUsuńZazdraszczam odpieluchowania straszliwie
OdpowiedzUsuńTrzymajcie się bezchorobowo i w dobrych humorach
Brawo dla Adasia! Życzymy dalszych sukcesów :-)
OdpowiedzUsuń